Top
Czy warto iść na nowego Bonda? Recenzja Spectre

Spectre to 24. film o przygodach Jamesa Bonda i 4. z udziałem Daniela Craiga. Od momentu debiutu aktora w roli agenta 007 historie o Bondzie przeszły sporą metamorfozę – Bond przestał być tylko przystojnym przyjemniaczkiem, mniej się wdzięczył, za to stał się bardziej „fizyczną” postacią, dostawał też mocniej w kość, tak że czasem trudno było patrzeć na tortury, którym go poddawano. Przykładowo, scena z krzesłem w Casino Royale do dzisiaj przyprawia mnie o dreszcze, a przecież jestem „tylko” kobietą i nie potrafię wyobrazić sobie tego bólu!

Obejrzałam w życiu większość, jeśli nie wszystkie filmy o 007 i te z udziałem Craiga były dla mnie czymś nowym i wcale niekoniecznie lepszym. Osobiście trochę irytowała mnie ta metamorfoza Bonda, bo lubiłam go traktować jako weekendową rozrywkę, aż tu nagle zaczęłam się skręcać z obrzydzenia na widok niektórych scen. Idąc na Spectre liczyłam na to, że Bond chociaż w małym stopniu wróci do swojej przyjemniackiej wersji, ale z drugiej strony liczyłam jednak na jakieś emocje i zwroty akcji. Więc jak to w końcu jest: czy warto iść na nowego Bonda? Moja nota dla Spectre brzmi: 4 razy „TAK”.

TAK! dla… starego-nowego Daniela Craiga w roli Bonda

Nie wiem, czy twórcy filmu wprowadzili pewne zmiany w fabule, żeby wrócić do bardziej oldschoolowego Bonda, czy może to ja dojrzałam do jego nowej wersji, ale w Spectre po raz pierwszy odebrałam Craiga jako właściwą osobę na właściwym miejscu. Owszem, jego uroda jest zbyt „Shrekowata” do tej roli, ale z drugiej strony fizycznie (klata i te sprawy) pasuje do postaci 007 jak nikt inny. Dopiero przy czwartym filmie z jego udziałem dostrzegłam sens w wyborze Craiga i dzięki temu Spectre oglądało mi się najprzyjemniej ze wszystkich czterech części począwszy od Casino Royale.

TAK! dla… scenariusza

W nowym Bondzie jest wszystko to, co być powinno i na dodatek dozowano to w odpowiednich proporcjach: jest Bond, są kobiety, jest demoniczny geniusz, są zwroty akcji i pościgi, są gadżety, ale takie które nie przywołują na myśl dziedziny Sci-Fi, są sceny walk i ironiczne komentarze, które 007 wygłasza na koniec niektórych scen. Spectre silnie nawiązuje do starszych filmów z serii, wnosząc jednak sporo nowego. Nie odnosi się już wrażenia, że twórcy wykorzystali postać 007 jako wabik i wpletli ją w jakiś zupełnie nowy filmowy twór (takie wrażenie odniosłam po Casino Royale czy Quantum of Solace). Spectre jest takim Bondem, jakiego lubię, czyli doskonałą rozrywką bez nadęcia.

TAK! dla… nowej dziewczyny Bonda

Chyba nie skłamię mówiąc, że Léa Seydoux jest najlepszą dziewczyną Bonda EVER. Jej postać była sporą niespodzianką, bo w głowie miałam zakodowane, że to Monica Bellucci będzie towarzyszyć 007.  Tymczasem stało się zupełnie inaczej – Włoszka pojawiła się na ekranie na jakieś 5 minut, zaś zaszczyt zdobycia serca Bonda przypadł pięknej Francuzce. Siedząc w kinowym fotelu wciąż wzdychałam na widok filmowej Madeleine – miała w sobie tyle szyku, tyle powabu, tyle stonowanego seksu! W końcu trafiła się jakaś porządna kobieta w roli dziewczyny 007, w końcu był obfity biust, ale też równie obfite biodra, a nie tylko skóra i kości. No i jej styl… Od piątkowej wizyty w kinie marzę o grubym zimowym trenczu z ostatnich scen filmu <3

TAK! dla… czołówki z piosenką Sama Smitha

Jedno trzeba oddać – czołówki do filmów o 007 to najlepsze intra w historii kina. Wiele osób to właśnie na nie czeka najbardziej, zwłaszcza że zawsze towarzyszy im genialna muzyka. Do piosenki ze Spectre zaangażowano Sama Smitha – mają rozmach, skurczybyki! No ale nie ma się co dziwić, Smith nie tylko jest obecnie na szczycie światowych list przebojów, ale przede wszystkim jego zmysłowy głos idealnie pasuje do pobudzających wyobraźnię czołówek z serii o Bondzie. Intro do Spectre ocieka seksem, jak to zwykle bywa, ale jest przy tym bardzo smaczne, bardzo plastyczne, bardzo estetyczne (chociaż to akurat nikogo nie dziwi). Aż szkoda było przechodzić do oglądania właściwego filmu, tak dobrze się patrzyło na sam wstęp!

Zorientowałam się już, że opinia publiczna raczej nieprzychylnie wypowiada się na temat Spectre i że film jest miażdżony w wielu recenzjach. Ja mam na ten temat inne zdanie – od Bonda nie oczekuję nie wiadomo jakich ekscesów, brutalności czy mrocznego klimatu (chociaż w sumie to wszystko było w nowym filmie). Począwszy od 007, wszyscy legendarni bohaterowie przeszli metamorfozy i z czasem stali się bardzo mroczni (spójrzmy chociażby na nowe części przygód Batmana), a ja tymczasem lubiłam w Bondzie to, że nie taki mroczny nie był i dlatego tak miło oglądało mi się Spectre. Nie wszystko musi być takie samo jak wszystko, więc dobrze jest pójść na film który chociaż w małym stopniu odbiega od innych. Dlatego właśnie warto pójść na Spectre i zobaczyć dobrego starego-nowego Bonda.

Źródło zdjęć: materiały prasowe