Top
Wyspa dusz recenzja

Mało jest tematów, które są mi równie obce co kultura Dalekiego Wschodu. Mało wiem o tamtejszych zwyczajach, a jedną z moich nielicznych prób poznania ich była fascynacja bajką Mulan, którą swojego czasu oglądałam codziennie po powrocie ze szkoły. Dlatego sięgnięcie po książkę osadzoną kulturze Chin można uznać za irracjonalny wybryk z mojej strony. Wyspa dusz okazała się jednak czymś więcej niż tylko zbiorem opowieści o dalekowschodnich obyczajach.

Nie mam w zwyczaju kończyć czytać książki, które nie wciągnęły mnie od pierwszej strony. Tym bardziej dziwi mnie, że udało się dotrwać do połowy Wyspy dusz, nie mówiąc o skończeniu lektury w niecałe dwa tygodnie. Pierwsza połowa książki bardzo mi się dłużyła i gdyby nie samozaparcie, aby „skończyć co zaczęłam”, prawdopodobnie powieść szybko wróciłaby na biblioteczną półkę, skąd ją wypożyczyłam. Jednak mój instynkt zawiódł i gdybym poddała się na początku, ominęłaby mnie przepiękna opowieść o chińskiej dziewczynie, Cassandrze, której sekretem było panowanie nad światem duchów.

Myliłam się jednak sądząc, że Wyspa dusz jest opowieścią o duchach. Ten temat faktycznie można uznać za przewodni, ale po przeczytaniu całej książki mam o niej zupełnie inne zdanie. Owszem, świat zmarłych mieszał się w niej ze światem żywych, a łączniczką pomiędzy obiema strefami była właśnie Cassandra, ale okultyzm moim zdaniem był jedynie tłem dla całej opowieści. Wyspa dusz to przede wszystkim historia niezwykłej kobiety, której przydarzyło się żyć w burzliwych czasach XX wieku, w tym w czasach II wojny światowej. Przy okazji czytelnik taki jak ja sporo dowiedział się  o realiach wojny na Dalekim Wschodzie – na naszych lekcjach historii niewiele mówiło się o agresji Japończyków, skoro Niemcy i ich III Rzesza dostarczyli wystarczająco wstrząsających faktów, aby zapełnić cały program kształcenia w zakresie historii. A tymczasem po drugiej stronie globu odbywały się sceny równie dantejskie, co w Europie.

Wyspa dusz recenzja

Ale wojna była tylko jednym z etapów życia Cassandry. Bohaterka ze swoim darem nawiązywania kontaktu z duchami przeżyła w swoim życiu wiele innych okrucieństw niż japońską agresję na jej drugą ojczyznę, czyli Wyspę dusz. Była odważną, silną kobietą, targaną emocjami i niewyobrażalną siłą, którą obdarzył ją los. Brała udział w najważniejszych wydarzeniach z historii jej ojczyzny, a jednocześnie była kobietą z krwi i kości, kochającą, będącą zdradzaną, odrzuconą. Moim zdaniem książka Wyspa dusz jest raczej portretem niezwykłej osoby, jaką była Cassandra. Jest przede wszystkim smutną opowieścią o życiu w samotności, o walce o wolność, o ciągłym odrzuceniu. Myślałam, że to duchy wprowadzą mnie w nostalgiczny nastrój, a jednak to fatalne miłości i rozczarowania, których bohaterka doświadczała, wywoływały u mnie największy smutek.

Sandi Tan, autorka książki, stworzyła przepiękny, ale bardzo smutny portret kobiety, której przyszło żyć w czasach gruntownych przemian tak jej małej ojczyzny, jak i całego świata. Pisarka opowiedziała, ile jest w stanie znieść kobieta w imię wolności i w imię uczuć, jak skomplikowanym tworem jest kobieca psychika i kobiecy umysł. Cassandra doświadczyła w swoim życiu chyba wszystkiego, co najgorsze – niewiele było w jej życiu chwil czystego szczęścia, co wynikało także z faktu ciągłego obcowania z duszami umarłych. A jednak skończyłam lekturę z uczuciem lekkości, takiego… pocieszenia? Chociaż główna bohaterka poddana została najcięższym próbom, ostatnie zdania książki napełniają czytelnika właśnie pocieszeniem, taką wiarą, że człowiek, zwłaszcza kobieta, jest w stanie sprostać każdej formie zła i dalej być, po prostu. Nawet, jeśli to bycie nie raz okupione było utraceniem godności, wolności, poczucia własnej wartości, to nadal możliwe jest nowe życie po życiu. Ta myśl towarzyszyła mi w chwili dotarcia do ostatniej kropki w ostatnim zdaniu Wyspy dusz i mam nadzieję, że pozostanie ze mną na dłużej.

Wyspa dusz recenzja

Byłabym niezmiernie rada wiedząc, że tymi słowami zachęcę chociaż jedną osobę do sięgnięcia po książkę Wyspa dusz. Warto.  Dajcie znać, czy się skusiliście!