Top
być nastolatkiem

Okres dojrzewania to jeden z najtrudniejszych etapów życia. Z jednej strony sprawy biologiczne, z drugiej psychologiczne, do tego kształtuje się nasz charakter, krystalizują się stopniowo priorytety, a świadkami tego wszystkiego są rodzice (często wrogowie numer 1, jak nam się wówczas wydaje) i masa nastolatków takich jak my. Trudno odnaleźć się więc w tym zgiełku hormonów, okrzyków radości, szlochów, kłótni, plotek… I nieważne, jak bardzo świat idzie naprzód, być nastolatkiem kiedyś i dziś to tak samo skomplikowane zadanie.

Tutaj i tam

Jest jednak coś, co faktycznie się zmieniło – mamy, albo raczej wydaje się nam, że mamy, lepsze pojęcie o tym, jak bycie nastolatkiem wygląda w innych krajach. A z całej mapy świata spora część z nas wybrałaby oczywiście legendarne USA jako miejsce dorastania. Wiecie: duże domy na przedmieściach, koniecznie z werandą i pergolą, po której można się wspinać aby wejść na piętro oknem; imprezy w wielkich willach; jeżdżenie SUVami; nowoczesne szkoły, obowiązkowo z szafkami dla każdego ucznia; stołówki przypominające kantyny pracownicze, gdzie jedzenie wybiera się jak z baru i koniecznie ustawia na tacce; do tego zgraja cheerleaderek rządzących żeńską populacją uczniów kontra sportowcy i mięśniaki terroryzujący chłopców. No klasyk, sami zresztą wiecie.

Wcale nie dziwi, że mamy takie pojęcie o amerykańskich nastolatkach, skoro taki ich obraz jest przedstawiany w niezliczonych filmach, serialach, książkach. Osobiście nie jestem w stanie ani zaprzeczyć temu stereotypowi ani go potwierdzić, ale sama widzę nastolatków w USA dokładnie w ten sposób.

Ta sama historia

Ale niezależnie od tego, w jakich domach się mieszka, na jakie imprezy chodzi, jakim samochodem dojeżdża do szkoły, jak ta szkoła wygląda, co jemy na stołówce ani kto lubi nas nieco podręczyć, wszyscy w okresie dojrzewania stawiamy czoła tym samym problemom. Czyli dojrzewaniu w sensie biologii, próbom sił z rodzicami i rówieśnikami, samotności, miłości, potrzebie przynależności do grupy… Ta sama historia kiedyś i dziś, w Polsce i w USA i tak na całym świecie, od zarania dziejów.

Ja, nastolatka

Pamiętam swój okres dojrzewania. Był dziwny. Trzeba było swoje przeżyć, swoje przepłakać, swoim się cieszyć, a przede wszystkim trzeba było wyjść z tego wszystkiego cało i w miarę prosto. Bo jak patrzę po znajomych i po ludziach ze szkoły, jeśli komuś posypało się w życiu w gimnazjum, nie udało się tego naprawić aż do dziś. Stąd słyszy się dzisiaj te historie, że kto gdzie wylądował, z kim, z iloma dziećmi (oczywiście dzieci to żadna tragedia, chociaż nie czarujmy się, dziecko w gimnazjum to już delikatny problem). Na szczęście ja przeżyłam, moi znajomi również i generalnie większość osób wychodzi z okresu nastoletniego cało, dzisiaj wszyscy mają się dobrze. W miarę dobrze.

Wszystko sprowadza się do… książki

A piszę o tym wszystkim w kontekście przeczytanej przeze mnie ostatnio książki. John Green, kojarzycie gościa? To ten, który ma monopol na nastolatków na całym świecie. To on opisuje ich miłosne historie, przygody, dylematy i robi to tak dobrze, że trudno pewnie o młodą osobę, która nie zetknęła się z twórczością pisarza. Gwiazd naszych winaPapierowe miasta, brzmi znajomo? Ostatnio jednak usłyszałam o nowej świątecznej książce, czy raczej zbiorze opowiadań W śnieżną noc, który pan Green wydał z dwójką innych autorów: Maureen Johnson i Lauren Myracle. Trójka pisarzy skrzyknęła się, aby stworzyć trzy opowiadania o miłości i przyjaźni osadzone w tematyce Bożego Narodzenia. Czy faktycznie dało się poczuć tę magię Świąt, która jest głównym sloganem reklamowym promującym książkę?

być nastolatkiem

W śnieżną noc – moja opinia

Gdy przeczytałam pierwsze dwa rozdziały opowiadania numer jeden (Podróż wigilijna Maureen Johnson), pomyślałam: oooo nie! Po pierwsze, w książce znów powielany jest obraz amerykańskiej młodzieży, a po drugie chyba już wyrosłam z takich książek. Poczułam się jak nastolatka czytająca Pamiętnik księżniczki, tyle że w rubryce wiek mam już dwójkę z przodu i wydawało mi się, że jestem za stara na nastoletnie ekscesy. No cóż, okazuje się jednak, że za stara nie jestem. Bo im bardziej zaczytywałam się w opowiadaniu, tym chciałam go więcej i tym częściej przez myśl przechodziły mi okrzyki „och no pocałuj go! no weź ją w ramiona!” xD Więc albo mój poziom dojrzałości emocjonalnej zatrzymał się na gimnazjum, albo trio pisarzy po prostu potrafią rozbudzić w nas nastolatka. Optuję za tą drugą wersją 😉

Poza Podróżą wigilijną w zbiorze znalazły się dwa inne opowiadania, tj. Bożonarodzeniowy cud pomponowy Green’a i Święta patronka świnek spod pióra Lauren Myracle. Co bardzo mi się podobało, opowiadania są spójne stylistycznie, tak, że mogłabym stwierdzić, iż wszystkie napisała ta sama osoba. A co najfajniejsze, są ze sobą powiązane. Nie jest to zatem składanka trzech kompletnie oderwanych od siebie historii, a raczej jedna opowieść podzielona na części.

A o czym jest ta opowieść? Oczywiście o byciu nastolatkiem/nastolatką. W opowiadaniach poruszane są chyba wszystkie tematy bliskie młodzieży, ale w dużej mierze są to historie o miłości. O miłości, która poddała się magii Świąt, jakkolwiek tanio to zabrzmi. Autorzy stworzyli realistyczne portrety postaci, z którymi utożsamiać się może każdy młody, a nawet każdy star(sz)y, taki jak ja. Książka rozbudza w nas nastoletniość, sprawia, że na chwilę wracamy do tego koszmarnego okresu życia po to, aby przypomnieć sobie jego najlepsze strony.

Koniec końców, wcale nie było aż tak źle

I tak sobie myślę, że okres dojrzewania staje się lepszy z takimi książkami. Żałuję, że pan Green i spółka nie tworzyli w okresie, gdy ja zmagałam się z burzą hormonów i trądzikiem, stawiając codziennie czoła dramatom rówieśników. Być może czytając takie książki stałabym się jeszcze gorszym odludkiem, niż byłam w gimnazjum, ale z drugiej strony żyłoby mi się lepiej. W końcu miałabym pod ręką ujście dla moich skrytych marzeń, wyjaśnienie problemów… I chociaż dzisiaj powrót do tych czasów, nawet na chwilę podczas czytania książki, niektórym wyda się głupi, to ja zachęcam Was do takiej podróży sentymentalnej. Miło jest spojrzeć na przykrości z okresu dojrzewania ze zdrowym dystansem i przekonać się, że bycie nastolatkiem w naszym wykonaniu wcale nie było takie złe.