Top
David Bowie nie był moją legendą

Ilekroć odchodzi ktoś wielki, ktoś, za kim nagle tęsknią tłumy i płaczą media na całym świecie, zastanawiam się, kim ten ktoś był dla mnie. I nie będę ukrywać, że wielu legend, które nie są już wśród żywych, wcale nie postrzegałam jako osoby ważne dla mnie. W tym sensie, że nie ukształtowały mnie jako człowieka, jako odbiorcę sztuki, jako obywatela, jako kobietę itp… I przez chwilę czuję się lekko zażenowana swoją ignorancją, ale zaraz potem przypominam sobie, że ja też mam w pamięci artystów, na których twórczości się wychowywałam. Dochodzę do wniosku, że każdy ma swoje legendy i nie ma legend lepszych i gorszych. Są tylko te ponadczasowe.

Lepiej późno niż wcale?

Pożegnaliśmy dzisiaj wielkiego artystę, Davida Bowie i ja również postrzegam to jako ogromną stratę. Wiem, że był geniuszem muzyki, bo zawsze gdzieś tam przewijał się w moim życiu. Ale nie był moją legendą. Dopiero po jego śmierci uruchomiłam sobie playlistę z jego utworami, aby przekonać się, które piosenki są mi znane, a które nie. I były takie, które znałam i utożsamiałam właśnie z nim, były takie, które słyszałam wiele razy i mogłam recytować z pamięci, nieświadoma wykonawcy. Trafiła się taka, którą uwielbiam ze słyszenia, a której nigdy nie potrudziłam się poszukać i zapisać w odtwarzaczu (Heroes). A pośród nich masa utworów kompletnie mi nieznanych. Czy powinnam się wstydzić?

Niektórych po prostu trzeba znać. Ale nie można dyskryminować innych

Zgodzę się z tymi, którzy uważają, że pewnych artystów trzeba znać, trzeba być świadomym ich geniuszu. Wiedziałam, że David Bowie był legendą, ale po prostu nie był moją legendą. Bardzo nie lubię, gdy ktoś wypowiada się o czyichś legendach twierdząc, że to absurd lubić Kanye Westa, a nie lubić piosenek Bowiego. Albo słuchać Beyonce, a pomijać Queen. Rzecz w tym, że legend nie można ze sobą porównywać, klasyfikować. Legendy są legendami, ponieważ ich twórczość odcisnęła ślad w całych pokoleniach ludzi, a sława trwa pomimo upływu czasu. I chociaż trudno się z tym pogodzić, za kilka lat może się okazać, że West czy Beyonce naprawdę byli legendą.

Moje legendy muzyczne

Nie wstydzę się powiedzieć, że David Bowie nie był moją legendą. Wychowałam się na piosenkach Belindy Carlisle. To ona była pierwszą artystką, której twórczość w pewnym sensie mnie ukształtowała i która do dziś jest dla mnie ważna. I to ona przychodzi mi na myśl jako pierwsza, gdy myślę o artyście numer jeden w moim życiu. To zaskakujące, ale tak jest. Moją legendą jest także zespół Aerosmith. Poza tym dorastałam słuchając Phila Collinsa, U2, Spice Girls (tak, właśnie!), w gimnazjum byłam największą fanką The Cardigans. Są też artyści, którzy swoją legendę wciąż tworzą – Coldplay i Florence & The Machine są u mnie na szczycie listy muzyków aspirujących do miana legendy.

Koniec pewnej epoki, chociaż nie dla wszystkich

Nie czuję się z tego powodu gorsza i nie jest mi wstyd. Miałam wspaniałe muzyczne dzieciństwo, okres młodzieńczy, współcześnie też nie narzekam, zwłaszcza biorąc pod uwagę liczbę odwiedzanych przeze mnie koncertów. Wszyscy ci artyści sprawili, że jestem kim jestem, że mam taki, a nie innych charakter, że w dany sposób postrzegam sztukę, świat, a nawet życie. I mimo, że słuchając dzisiaj Davida Bowie przekonuję się, jak wiele jego utworów znam i lubię, to nie mogę powiedzieć, że dnia 11 stycznia skończyła się dla mnie pewna epoka. Tego dnia odeszła legenda światowej muzyki, ale czy była to legenda dla każdego z nas z osobna to już zupełnie inna historia.

Zdjęcie główne na licencji CC: k_tjaaa