Top

Jednym z moich postanowień noworocznych jest prowadzenie budżetu osobistego i przyznam szczerze, że to niezwykle edukujące doświadczenie. W innym poście opiszę nieco więcej wrażeń, ale dziś wspominam o tym, bowiem styczeń był dla mnie miesiącem całkiem udanej wstrzemięźliwości zakupowej. Dopiero w ostatnim tygodniu skusiłam się na kilka mniejszych zakupów na wyprzedażach i ze wszystkich jestem szalenie zadowolona. Ale, co najlepsze w styczniu, w pierwszym miesiącu roku znacznie większą frajdę niż chodzenie po sklepach sprawiało mi czytanie, ruch i oglądanie. Zapraszam zatem na nie tylko zakupowe szlagiery stycznia.

1. Kraciasta chusta

Chusta w kratę Zara

Od dłuższego czasu poszukiwałam obszernej, mięciutkiej chusty,która ochroniłaby mnie przed mrozami. W idealnym momencie udało mi się kupić taki model w Zarze – kilka dni po tym, gdy dotarła do mnie przesyłka, na Trójmiasto napadł siarczysty mróz i trzymał przez ponad dwa tygodnie. Niestety chusta ma jeden mankament – bardzo „kłaczy”, przez co mój piękny wełniany płaszcz wymaga częstego czyszczenia szczotką. Mimo wszystko zawdzięczam chuście komfort termiczny, więc nie będę narzekać, w końcu nikt nie jest idealny, helooł! Kilka zdjęć z chustą do obejrzenia w fotograficznym pamiętniku z Warszawy.

2. Kremy do rąk z Bodyshop

Krem do rąk Bodyshop

Na początku stycznia postanowiłam zrobić sobie zapachową przyjemność i kupić dobry krem do rąk. Do tej pory moim ulubionym był krem od Ziaji, problem polega jednak na bardzo skąpej ofercie zapachów. A i opakowanie jest dość duże i przez to niewygodne w codziennym noszeniu w torebce… Stwierdziłam więc, że zaszaleję i na próbę kupiłam krem z Bodyshop. Niestety spodobał mi się aż za bardzo, zważywszy na cenę 19,90zł za małe opakowanie… Myślałam, że będzie to jednorazowy zakup, aż tu nagle będąc w Warszawie trafiłam na promocję 5 za 3 i wykupiłam sobie zapas kremów na całą zimę. Naprawdę polecam Wam ten krem, zapach to tylko ułamek jego zalet, dla mnie najważniejsza jest szybka wchłanialność i to, że ręce są gładkie i się nie kleją. Dla komfortu warto przeboleć cenę (tym bardziej, jeśli trafimy na podobną promocję, co ja).

3. Marynarka z Mango

Granatowa marynarka Mango

Pamiątka z Warszawy: klasyczna granatowa marynarka upolowana na samej końcówce wyprzedaży. Od dłuższego czasu szukałam dobrego modelu, w każdym mierzonym coś mi jednak przeszkadzało, a ta leży świetnie: daje trochę luzu, ale jednocześnie doskonale podkreśla sylwetkę. Dodać do tego atrakcyjną cenę i mamy efekt końcowy – zadowoloną Hankę!

4. Zamszowe botki

Zamszowe botki Lasocki

I jeszcze jedna pamiątka z Warszawy! Botki wpadły mi w oko od pierwszego wejrzenia, miałam w planie wstrzymać się z zakupem i poczekać na jakąś promocję (będąc w klubie CCC średnio raz na 2 tygodnie dostaję powiadomienie o rabatach na wszystko – warto się zapisać), ale okazało się, że wypatrzone sztyblety to… końcówka jesiennej kolekcji. Nie były niestety przecenione, ale decyzja o zakupie zapadła dość szybko, gdy pani przy kasie poinformowała mnie, że ten model jest już niedostępny w Trójmieście. Przymierzyłam je raz, drugi i za trzecim były już moje, w samą porę, aby zdążyć jeszcze na pociąg, który ruszał kwadrans po tym jak wyszłam ze sklepu. I zdążyłam, jakby ktoś pytał!

5. Nawijacz do słuchawek

Nawijacz do słuchawek Tiger

Nie wiem, jak inaczej nazwać to małe cudeńko, ale jest spełnieniem mojego odwiecznego pragnienia i silnej potrzeby. Znacie to uczucie irytacji, gdy słuchawki po raz kolejny zakręciły Wam się wśród gratów w torebce? Zawsze wtedy ciągnę je na siłę, co z czasem musiałoby się skończyć urwanym kabelkiem. Na szczęście będąc w Warszawie (tak, tak, wiem – kolejna pamiątka) trafiłam w Tigerze na coś, o czym zawsze marzyłam – mały gadżecik, który służy do chowania słuchawek w torebce czy plecaku. Jeny, ileż radości sprawił mi ten zakup, a wydałam na niego całe 4 złote! Polecam wszystkim sfrustrowanym słuchaczom muzyki.

6. Nowa płyta Ellie Goulding

Płyta Delirium

Dopiero po koncercie w Hali Torwar doceniłam najnowsze wydanie od Ellie. Od tygodnia słucham jej nowych utworów codziennie i to po kilka razy, na razie jeszcze mi się nie znudziły, wręcz przeciwnie – piosenki Lost And Found, Aftertaste (!!!), Around U, Codes (!!!), Holding On For Life (!!!!!!!) i Don’t Panic to moje muzyczne hity stycznia. BARDZO polecam przesłuchanie całej płyty, skrywa wiele świetnych kawałków. Zacznijcie oczywiście od tych wymienionych powyżej. Przy okazji odsyłam do relacji z warszawskiego koncertu.

7. Hobbit – mój debiut w świecie Tolkiena

160131_ksiazka_hobbit

Stało się – mam za sobą pierwszą przeczytaną książkę autorstwa Tolkiena. Zbierałam się do tego 25 lat ale oto wkroczyłam w ten magiczny świat i nawet mi się w nim podobało. Nie wróżę sobie co prawda romansu ze słynną trylogią Władcy Pierścieni, ale w sumie kto wie – obiecałam sobie przeczytać w tym roku 52 książki, więc i na trylogię powinnam znaleźć czas.

***

Do listy mogłaby też dodać film Big Short, który widziałam w styczniu w kinie. Ponadto obecnie kończę kolejną już książkę, już zupełnie inną niż Hobbit, ale równie dobrą – pewnie wspomnę o niej niedługo. Luty natomiast spędzę w dużej mierze w sklepach meblowych i budowlanych, a dlaczego to już historia na osoby wpis… :)) Dajcie znać, jakie były Wasze hity stycznia, może polecicie mi dobrą książkę? Czekam na inspiracje od Was. Miłej niedzieli!

Źródło części zdjęć: materiały reklamowe sklepów