Top
Charlotte w Warszawie

We wszystkich zatłoczonych knajpach, restauracjach i kawiarniach czuję się źle, czuję się niekomfortowo, czuję, że chcę wyjść. Ale niedawno trafiłam do takiej, w której to właśnie tłum ludzi był największą atrakcją, większą nawet od ogromnych słojów z czekoladą do smarowania chleba. Dodam tylko, że ta czekolada była dostępna w trzech smakach. I był smak czekolady białej. I mimo tego to i tak tłum był największą atrakcją. SERIO.

Bistro Charlotte w Warszawie, bo o nim mowa, znajduje się bezpośrednio przy Placu Zbawiciela. Nie jestem mieszkanką stolicy, ale zdążyłam się już zorientować, że rzeczony plac stał się nowym sercem miasta. A po ostatniej wizycie w Charlotte chyba wiem, skąd nagła popularność tych okolic…

Trafiliśmy tu z Lubym tuż przed południem w niedzielę i załapaliśmy się na ostatni wolny stolik. A raczej kawałek stolika, jako że w centralnym punkcie lokalu stoi ogromna drewniana ława, przy której pomieści się kilkanaście osób. Wszyscy jedzą przy niej wspólnie i to mi się niezmiernie podobało, bo tutaj po raz pierwszy spożywałam posiłek w takich warunkach. A skoro o posiłku mowa, to było najsmaczniejsze śniadanie, jakie w życiu jadłam. SERIO. Być może moje wrażenia podsycał głód, a być może był to mróz, przed którym udało mi się uciec do lokalu. Ja jednak obstawiam, że to wszystko przez to, że jedzenie tam było naprawdę wyborne. Ba, było przewyborne. Niby to tylko chleb, niby tylko  marmolada, niby tylko krem czekoladowy, jakich wiele w sklepach. Ale wszystkie te frykasy w wykonaniu Charlotte przestawały być tylko frykasami. Naprawdę dawno tak nie ekscytowałam się jedzeniem, ale oszczędzę Wam dalszych podniosłości, bo wiem, że ślinianki już Wam pracują [poczekajcie z tym do zdjęć poniżej].

Ale jak wspomniałam, jedzenie i tak nie stanowiło o klimacie tego miejsca. To gwarny tłum, który powodował niezły chaos w lokalu, był w Charlotte najważniejszy. Trudno było się przecisnąć między stolikami, małe dzieci plątały się między nogami, turyści głośno dyskutowali nad planem wycieczki, przesuwając palcami po rozłożonych mapach, a pośród tego wszystkiego biedne kelnerki i kelnerzy robili wszystko, aby utrzymać się na nogach. Wszędzie indziej powiedziałabym, że to po prostu bałagan, ale nie w Charlotte. Jeśli ktoś chciałby się przekonać, na czym polega różnica między bałaganem a artystycznym nieładem, odwiedziny w Charlotte w Warszawie są najlepszym rozwiązaniem. Szczerze polecam.

Charlotte Warszawa

Charlotte Warszawa

Charlotte Warszawa

Charlotte Warszawa

Charlotte Warszawa

Charlotte Warszawa

Charlotte Warszawa

Charlotte Warszawa

Charlotte Warszawa

Charlotte Warszawa

Charlotte Warszawa

Charlotte Warszawa

Charlotte Warszawa