Przez sporą część swojego życia marzyłam, aby znaleźć się na Santorini. Uważałam, że gdy już to marzenie się spełni, będę pod tak wielkim wrażeniem, że przez rok po powrocie nie będę w stanie mówić o niczym innym tylko o podróży. Chciałam wygrzewać się na tamtejszych plażach, podziwiać piękną architekturę, delektować się kąpielami w nieznośnie niebieskiej wodzie, a ponad wszystko oglądać legendarne zachody słońca. Rzeczywistość okazała się zupełnie inna: dopiero teraz, tyle miesięcy po powrocie, zaczyna do mnie docierać, że spełniłam swoje marzenie, a jeśli chodzi o samo Santorini to cóż… Plażowania nie było wcale, architektura, jeśli w ogóle jakaś była, to przeważnie paskudna, kąpiele w morzu to w dużej mierze walka z niebezpiecznymi falami sięgającymi dwóch metrów, a słynne zachody trudno zobaczyć, bo tysiące turystów mają ten sam cel i dosłownie zasłaniają cały widok (!). Bo Santorini to dziwne miejsce. Ale po kolei…

Uwaga: Na wstępie warto zaznaczyć, że Santorini to nie jedna wyspa, a cały archipelag, na który składa się pięć wysp: Thira, Thirasia, Nea Kameni, Palea Kameni i Aspro. Większość osób (w tym też ja) mówiąc o Santorini ma jednak na myśli Thirę, czyli największą z wysp. Miejcie to proszę na uwadze czytając ten tekst.

Plaże

Ostatnie, z czego słynie Santorini, to piękne piaszczyste plaże, bo takich tam nie ma wcale. Wszystkie plaże są pokryte żwirem lub po prostu kamieniami, a ze względu na powulkaniczną budowę wyspy nie ma tutaj za dużo zieleni, więc wszystkie plaże otoczone są surowymi skałami. Daleko im do bajecznych lagun, gdzie błękit wody łączy się z zielenią roślinności u brzegu. Zamiast tego gdzie człowiek nie spojrzy otaczają go gołe klify, a jedyną „atrakcją” jest ich kolor – czasem niemal czarny, innym razem intensywnie czerwony, zazwyczaj jednak brunatny. Dojście do plaż jest tak samo nieatrakcyjne jak same plaże – zazwyczaj trzeba przebyć nieprzyjemną wędrówkę wśród skałek i kamieni, gdzie nietrudno o upadek i skaleczenie. Nie ma więc mowy o wybieraniu się na plażę w japonkach, z tobołkiem rzeczy pod pachą, bo człowiek w najlepszym wypadku skończy z potłuczonymi kolanami. O najgorszym wypadku wolę nie wspominać.

Santorini czy warto

Santorini czy warto

Santorini czy warto

Architektura

Kojarzycie te piękne białe domki z niebieskimi dachami, które widać na wszystkich pocztówkach z Santorini? Jasne, można je tutaj zobaczyć na żywo i faktycznie robią wrażenie. Problem polega jednak na tym, że te domki pojawiają się w trzech czy czterech głównych miejscowościach na wyspie i to tylko w obrębie ścisłego „centrum”, gdzie turyści wydają najwięcej pieniędzy. Poza tymi pojedynczymi ośrodkami, wyspa zabudowana jest paskudnymi domami, większość z nich to szkielety budynków – same betonowe ściany, bez okien, drzwi, nawet dachu. I tak jest na całym Santorini! Nie ma co czarować, zabudowa wyspy jest tak szpetna, że aż trudno to sobie wyobrazić. Poza betonowymi szkieletami co rusz można napotkać (nie?)legalne składowiska śmieci i złomu. Wyobraźcie sobie piękną scenerię: widok na morze, na Kalderę, a od tego rajskiego widoku dzieli was sterta złomu: wraki samochodów, cały ogrom zepsutych skuterów i inne niezidentyfikowane części pojazdów czy urządzeń mechanicznych. Byliśmy z Lubym zniesmaczeni, tym bardziej, że śmieci było tak dużo, że nieraz idąc drogą w mieście można było się niemal potknąć o kolejny zezłomowany skuter lub quad.

Santorini czy warto

Santorini czy warto

Santorini czy warto

Morze

Przez brak zieleni na wyspie i ostre słońce człowiek pragnął kąpieli, czy to w morzu, czy basenie. Płynąc promem na Santorini, będąc otoczona nieskazitelenie niebieską wodą, postanowiłam, że pierwsze co uczynimy po przyjeździe to wykąpiemy się w morzu. Nasz pensjonat mieścił się bardzo blisko plaży, po wschodniej stronie wyspy, a więc tej bardziej „odsłoniętej” i narażonej na silne wiatry. Gdy już dotarliśmy na miejsce, wyswobodziliśmy się z bagaży i czym prędzej udaliśmy nad wodę, doznaliśmy smutnego rozczarowania. Wiatr wiał tak mocno, że fale sięgały dosłownie 2-3 metrów! Nie było mowy o leniwej kąpieli, jedynie o walce z falami, czego oczywiście postanowiliśmy spróbować. Ale i tak dłużej niż 15-20 minut nie dało się wytrzymać, bo człowiek po prostu opadał ze zmęczenia i miał dość okrutnie słonej wody. A żeby można potem było położyć się na brzegu i odpocząć, gdzie tam! Wiatr był tak silny, że zwiewało nam ręczniki, a żwir z plaży unosił się w powietrzu i dął nam w twarz. Udaliśmy się więc z powrotem do pensjonatu, gdzie czekał na nas prywatny basen i… tutaj też niespodzianka. Luby skoczył do basenu pierwszy i gdy się wynurzył powiedział tylko „Oj zdziwisz się”. Woda w basenie była chyba bardziej słona niż w morzu. SERIO!

Santorini czy warto

I tak wylądowaliśmy na rajskiej wyspie Santorini, otoczonej pięknym morzem, w malowniczo położonym pensjonacie z basenem, gdzie ani w morzu ani w basenie nie było jak wymoczyć czterech liter. Tak, Santorini to dziwne miejsce.

Zachody słońca

Słynne zachody to tutejsza legenda, która wabi turystów z całego świata. Znikające za horyzontem słońce sprawia, że ludzie wariują, np. masowo rzucają się na kolana przed ukochanymi prosząc je o rękę (już podczas pierwszego zachodu słońca byliśmy z Lubym świadkami dwóch oświadczyn). Najsłynniejsze zachody to te w miejscowości Oia, mieścinie na północnym cyplu wyspy. Co ciekawe, turyści ściągają tutaj, żeby zobaczyć słynną kalderę, a mało który turysta wie, co to tak naprawdę jest kaldera 😉 Ja również byłam w tym względzie ociemniona, bo żyłam w przekonaniu, że kaldera to kapliczka w Oia, z dzwonnicą i niebieską kopułą, którą widać na wszystkich zdjęciach i pocztówkach z Santorini. Nic bardziej mylnego: kaldera to wielkie zagłębienie w szczytowej części wulkanu, powstałe wskutek gwałtownej eksplozji niszczącej górną część stożka wulkanicznego […] albo wskutek zapadnięcia się stropu komory pomagmowej wraz ze stożkiem wulkanicznym (Wikipedia). Czyli kaldera na Santorini to nie żaden budynek tylko cały obszar pomiędzy kilkoma wyspami składającymi się na archipelag Santorini (wystarczy spojrzeć na mapę i od razu ją widać). Jestem przekonana, że 90% turystów, tak jak ja, przyjeżdżając na wyspę nie wie po co tak naprawdę przyjeżdża. To smutne, ale prawdziwe i przyznaję się do tego otwarcie, chociaż na swoje usprawiedliwienie dodam, że uzupełniłam braki w mojej wiedzy, czego pewnie nie można powiedzieć o wielu innych podróżnych.

Santorini czy warto

Santorini czy warto

Santorini czy warto

Santorini czy warto

Ale wróćmy do sedna – zachody słońca są na wyspie ogromną atrakcją, wszystkie restauracje kuszą gości hasłami „sunset view” i „caldera view”. Od zachodniej strony wyspa jest bardzo stroma (nie ma tutaj plaż), a wszystkie miejscowości z widokiem na kalderę położone są na stromych skałach. Cwani właściciele budynków położonych na skraju skał chętnie otwierają restauracje i kafejki, co w praktyce oznacza, że spora część miasta jest pozbawiona bajecznego widoku, ponieważ zasłaniają go parasole i markizy. Chcesz zobaczyć sunset? Zapłać! Wraz z Lubym nie lubimy takiego podejścia, więc sporo spacerowaliśmy wąskimi uliczkami, aby każdego wieczoru znaleźć jakąś lukę wśród lokali, gdzie można było bez skrępowania usiąść i napawać się widokami. W Firze, stolicy wyspy i miejscowości, w której się zatrzymaliśmy, takich wolnych miejsc było sporo, czego nie można powiedzieć o Oi. Oia jest najbardziej skomercjalizowanym miastem w całym archipelagu, więc znalezienie tutaj kawałka wolnej przestrzeni publicznej graniczy z cudem. Jednego wieczoru postanowiliśmy wybrać się do Oia, w końcu nie wypada nie zobaczyć wszystkiego, i przeżyliśmy spore rozczarowanie. Wąziutkie uliczki miasta były tak zatłoczone, że nie dało się przejść, a widok zachodu przesłonił nam tłum ludzi, którzy próbowali zrobić sobie selfie i nakręcić filmiki. Nie sądziłam, że ktoś kiedyś zasłoni mi słońce, a tymczasem stało się to właśnie tam. Jak wspominałam, Santorini to dziwne miejsce.

Santorini czy warto

Santorini czy warto

Santorini czy warto

Santorini czy warto

Santorini czy warto

Santorini czy warto

Gdyby ktoś był zainteresowany, to na Santorini bardzo sprawnie działa sektor usług matrymonialnych. Są specjalne agencje, które organizują ślub i wesele na wyspie, obowiązkowo z widokiem na kalderę 😉 Na zdjęciu powyżej możecie zobaczyć kobierzec i imprezę weselną. Ot, taki tam ślubik!

Santorini czy warto

Santorini czy warto

Santorini to dziwne miejsce, ale…

Santorini jest pełne sprzeczności i tak naprawdę pod wieloma względami mnie zawiodło. Nie było plaż, aby odpocząć, nie było architektury, którą można by się zachwycać, nie było morza, w którym można by się schłodzić i nie zginąć, a zachody owszem były, ale ich magię kradły tłumy ciemnej turystycznej masy. Płynąc na Santorini wszystko wyobrażałam sobie inaczej i gdy patrzę na naszą podróż z perspektywy czasu to dochodzę do wniosku, że powinnam uznać ją za kompletny niewypał. Ale to było moje marzenie. Marzyłam, aby znaleźć się tutaj, zobaczyć, jak to jest. Gdy myślę o takich bajecznych miejscach wydaje mi się, że to raj na ziemi i chcę się przekonać, jak to jest. Chcę kawałek raju dla siebie, chcę zdjęć, chcę wspomnień. I nieważne, że rzeczywistość znów mnie zawiodła i okazuje się, że raj wcale nie jest taki rajski, jak tego oczekiwałam. Marzenie zostało spełnione i nawet największa banda turystów mi tego nie odbierze.

Nie żałuję więc, że zdecydowaliśmy się odwiedzić Santorini. Jeśli nie było warto tam jechać dla plażowania czy perełek architektury, to warto było jechać dla tego uczucia, które towarzyszy mi za każdym razem, gdy trafię gdzieś na zdjęcie z widokiem na kalderę. Zdarzyło mi się to ostatnio będąc w księgarni, w moje ręce wpadła książka, na której okładce wydrukowano zdjęcie z Oia. Na ten widok przeszyło ciepłe uczucie, zaś w głowie pojawiła się myśl: byłam tam, widziałam to wszystko na żywo. Spełniło się moje marzenie.

Fajnie jest spełniać marzenia, nawet w tak dziwnych miejscach jak Santorini.

Santorini czy warto