Top

Dzięki naszej ostatniej wyprawie do Włoch miałam okazję zrobić tyle pięknych zdjęć, że nie mogę tylko zgrać je na dysk komputera i kiedyś przypadkiem do nich wrócić. Postanowiłam podzielić się tym, co udało mi się utrwalić aparatem i mam nadzieję, że zachęci to kogoś z Was do podróży po tym magicznym zakątku Europy. Zakochałam się we Włoszech i mam zamiar bardzo niedługo do nich wrócić. Tymczasem dzisiaj publikuję pierwszy tekst dotyczący niedawnej wycieczki do słonecznej Toskanii i Ligurii.

***

Urodzinowe świętowanie rozpoczęliśmy dopiero w godzinach wieczornych, bo w Pizie lądowaliśmy po 17:00, a nim udało nam się dotrzeć do wynajmowanego pokoju, zostawić rzeczy i udać się na pierwszy obchód, minęła już godzina 19:00 i słońce chyliło się ku zachodowi. Pierwsze co bardzo nas zaskoczyło, to rozmiar miasta – Piza jest naprawdę niedużą mieściną (osobiście bardzo skojarzyła mi się z Toruniem – nie tylko ze względu na rozmiary, ale też klimat, położenie i nawet ta rzeka przecinająca centrum się zgadza!). Początkowo, gdy sprawdzałam jaka droga czeka nas z lotniska do apartamentu, spodziewałam się kilkudziesięciominutowej tułaczki, tymczasem uliczki przechodziły jedna w drugą w takim tempie, że dojazd z lotniska do centrum zajął nam około 10 minut. Serio!

160526_piza9

160526_piza20

160526_piza11

Jeśli śledzicie mój profil na Facebooku lub czytaliście ten tekst, pewnie kojarzycie, że od wyjazdu do Włoch oczekiwałam porządnej dawki legendarnych gelato i zapowiadałam, że będę szykować sobie miejsce w brzuszku, żeby zmieściło się w nim jak najwięcej lodów. No i słowa dotrzymałam, bo już w samolocie skręcało mnie z głodu. Przez poranne pakowanie, dopinanie spraw zawodowych, tak aby móc cieszyć się kilkudniowym urlopem, zupełnie zapomniałam o czymś takim jak jedzenie i po tym, gdy znaleźliśmy się już w Pizie i udało nam się trafić do apartamentu, następnym przystankiem musiała być restauracja, inaczej padłabym na hipoglikemię.

[row][column width=”6″]160526_piza1
[/column][column width=”6″]

Spacerowaliśmy głównym deptakiem Pizy i wzrokiem szukaliśmy restauracji, gdzie można by zjeść smacznie i w jak najładniejszych okolicznościach. Nie ukrywam, że w dniu urodzin, po wielu godzinach przygotowań i podróży, marzyło mi się wyjątkowe miejsce na kolację i postanowiłam nie zadowalać się pierwszym lepszym bistro, mimo że głód dopominał się o swoje. W pewnym momencie wędrując ulicami Pizy dotarł do nas zniewalający zapach kwitnących róż. Rozejrzeliśmy się wokół. Okazało się, że przechodziliśmy akurat obok porośniętych różami arkad, okalających miejski plac.[/column][/row]

160526_piza3

160526_piza2

[row][column width=”6″]

Przez chwilę rozkoszowaliśmy się ich zapachem i dopiero po chwili dostrzegliśmy, że w rzeczywistości jest to… mała restauracja! Chociaż pora była już dość późna, kelnerka dopiero rozstawiała stoliki. U nas w Polsce o takiej godzinie knajpy pełne są ludzi, we Włoszech otwierają je o dowolnej porze i w sumie nigdy nie wiadomo, czy trafi się na jakiś otwarty lokal. Początkowo byliśmy tym zdziwieni, ale podczas naszej wycieczki jeszcze nie raz przekonaliśmy się, że Włosi nie słyną raczej z przestrzegania jakichkolwiek norm czasowych. [/column][column width=”6″]

160526_piza5[/column][/row]

160526_piza4Tak czy siak, nie mieliśmy wątpliwości, że to idealne miejsce na nasz pierwszy włoski posiłek. Byłam wniebowzięta. Pizza i wino, to brzmi jak doskonała urodzinowa kolacja. W końcu mogłam się przekonać, co to znaczy włoska pizza – faktycznie smakuje wybornie. Mięciutkie ciasto, cienkie, ale nie za cienkie, tłuste, ale nie za tłuste, do tego minimalna ilość dodatków. Łyk wina i człowiek zapomina o bożym świecie, ogarnia go błogość i na kilkanaście minut spożywania nie myśli o niczym. Liczy się tylko ten smak i ta chwila zapomnienia. A wszystko przez placek z mąki i wody. Niesamowite.

160526_piza7

160526_piza10

160526_piza8

Po kolacji, do późnych godzin wieczornych spacerowaliśmy ulicami Pizy. Dotarliśmy na Campo dei Miracoli, co dosłownie znaczy „Pole Cudów”. To właśnie tam mieszczą się najważniejsze budowle miasta, wśród nich słynna katedra i, oczywiście, wieża. Jak pewnie się domyślacie, na widok Krzywej Wieży wypowiedziałam na głos „rety, ona naprawdę jest TAK krzywa?!”. Widziałam ją na zdjęciach wielokrotnie, dużo o niej słyszałam, ale zobaczyć to własne oczy to coś zupełnie innego. Chyląca się wieża wygląda, jakby zastygła w bezruchu tuż przed zawaleniem, tylko po to, aby dać kilka minut paparazzim. A że ludzie z całego świata ściągają na Pole Cudów, fotografów nie brakuje, więc wieża dalej cierpliwie czeka i czeka. Kiedyś pewnie w końcu się wywróci, zobaczycie. Póki co jeszcze tkwi w swojej absurdalnej pozie, więc jeśli chcecie doświadczyć tej krzywizny na żywo, macie jeszcze czas. Tym bardziej, że, jak napisano w przewodniku, dla przeciwwagi wieżę przymocowano do 49-tonowego bloku betonu, który wkopano w ziemię. Ma on zapobiegać jej dalszemu przechyłowi i podobno udzielono temu patentowi 300 lat gwarancji. Więc tak, chyba macie jeszcze chwilę, aby zdążyć przed finalnym upadkiem słynnej budowli.

160526_piza19

160526_piza18

160526_piza16

160526_piza17

160526_piza15

Pierwszy wieczór we Włoszech upływał nam nazbyt przyjemnie. Po pysznej kolacji i pierwszym obejściu okolicy byliśmy niezwykle ukontentowani, a tymczasem chyba najprzyjemniejsza atrakcja była dopiero przed nami… Po obejrzeniu z zewnątrz Krzywej Wieży i katedry, potem przejściu się jeszcze głównym deptakiem, kierowaliśmy się z powrotem do apartamentu. Skręciliśmy z głównej ulicy w jedną z mniejszych, znacznie cichszych alejek i mijając kolejne domy, z podwórza jednego z nich dobiegło nas ciepłe światło. Zajrzeliśmy przez dużą bramę do środka i naszym oczom ukazała się klimatyczna restauracyjka, wciśnięta między dwa duże domy mieszkalne. Wybudowana na dwóch poziomach, składała się z części typowo jadalnej, gdzie przy stolikach można było skosztować wybornego wina, drinków i przekąsek, oraz małego ogródka, gdzie siedziało się na szerokich, niskich ławach i leżakach. Postanowiliśmy przysiąść w tym zaaranżowanym ogródku i tak się jakoś złożyło, że zasiedzieliśmy się tam na długo ponad godzinę. W końcu dokąd mielibyśmy się spieszyć?

160526_piza14

160526_piza23

160526_piza22

160526_piza21

160526_piza12

160526_piza13

C.D.N…