W zeszłe lato przez blisko 3 tygodnie podróżowaliśmy z Lubym po Grecji. To były wakacje naszego życia, miałam wobec nich ogromne oczekiwania. Zupełnie jak w filmach, przed rozpoczęciem nowego etapu, postanowiłam wydać wielką ucztę smaków, widoków, zapachów, wrażeń i w ten sposób uczcić ostatnie chwile beztroskich studiów. I w zasadzie osiągnęłam ten cel – zwiedziłam kawał świata, oglądałam monumentalne budowle, które pamiętają czasy starożytne, obserwowałam niezwykłe zakątki natury i krajobrazy, które zwalały z nóg. Dotarłam nawet na słynne Santorini, ale to akurat okazało się być raczej rozczarowaniem. Niemniej jednak oboje z Lubym spędziliśmy niesamowity czas w miejscu, gdzie rodziła się kultura całej Europy i świata. I myślałam, że nieprędko coś przebije moje wrażenia z podróży po Helladzie.

Myliłam się, bardzo się myliłam. Trzy dni spędzone we Włoszech dostarczyły mi tylu wrażeń, że z całym szacunkiem dla antycznych przodków, Grecja blednie przy boskiej Italii. A już największe wrażenie zrobiło na mnie miejsce, które, o ironio, określane jest mianem włoskiego Santorini. Po wizycie w obu tych zakątkach mogę śmiało stwierdzić, że takie porównanie jest mocno na wyrost.

Jeżeli już, to Santorini powinno być nazywane greckim Cinque Terre. Nigdy na odwrót.

160608_cinqueterre28

Żeby Was nieco wprowadzić w temat, Cinque Terre to odcinek riwiery liguryjskiej, który 1997 zasłużył sobie na miejsce na liście światowego dziedzictwa kulturalnego i przyrodniczego UNESCO. To kompleks kilku miasteczek, poukrywanych w zatokach riwiery, wciśniętych między skaliste klify i półki skalne, otoczone wysokimi górami od wschodu i morzem od zachodu. Przez wieki miasteczka były zupełnie odcięte od głębi lądu, dopiero budowa linii kolejowej, którą wykuto w skałach nabrzeża, ukończona w XIX wieku pozwoliła mieszkańcom na kontakt z resztą świata, a reszcie świata na odkrycie niezwykłego miejsca, jakim niewątpliwie jest Cinque Terre. Obecnie Cinque Terre jest obszarem chronionym, znajduje się tutaj Park Narodowy Cinque Terre, a dojazd jest możliwy wyłącznie linią kolejową. Poza malowniczymi miastami, na odwiedzających czeka wiele kilometrów pieszych tras, z których widoki zapierają dech w piersi. Wiem, że to brzmi tak oklepanie, ale naprawdę zarzekam się, że chyba nigdy jeszcze panoramy nie zrobiły na mnie takiego wrażenia, jak w Cinque Terre.

Wizyta w tym miejscu raz na zawsze utwierdziła mnie w przekonaniu, że to właśnie obcowanie z dziką naturą jest dla mnie największym podróżniczym doznaniem. Owszem, monumentalne budowle Grecji sprawiały, że czułam się wyjątkowo malutka, ale to właśnie krajobrazy przytłaczają mnie najbardziej, dociskają do ziemi i uniemożliwiają szybkie wstanie, otrzepanie się i pójście dalej. Wędrując szlakami Cinque Terre wielokrotnie stawałam jak wyryta, nie mogłam drgnąć z miejsca nawet o centymetr, po prostu stałam i gapiłam się przed siebie. Intensywność doznań  była tak wielka, że trudno jest mi o tym pisać. Postaram Wam się to pokazać, gdzieniegdzie wrzucając komentarz od siebie.

Wam natomiast polecam po prostu tam pojechać. Jestem ciekawa, czy to ze mną jest coś nie tak, czy Cinque Terre naprawdę jest tak obezwładniające. Myślę jednak, że to drugie, co wcale nie znaczy, że ze mną wszystko ok.

160608_cinqueterre2

160608_cinqueterre3

160608_cinqueterre4

Tutaj jeszcze śniadanie w Pizie. Do Cinque Terre musieliśmy dojechać z Pizy pociągiem, który oczywiście nam uciekł.

160608_cinqueterre6

Monterosso al Mare

160608_cinqueterre8

160608_cinqueterre9

160608_cinqueterre10

160608_cinqueterre7

W takim miejscu konsumowaliśmy z Lubym drugie śniadanie.

160608_cinqueterre13

Liguria to kraina cytryn, wszędzie było ich pełno. Tradycyjny trunek z tych stron to, oczywiście, Limoncello, czyli cytrynowy likier.

160608_cinqueterre14

160608_cinqueterre15

W jednej z ulic Monterosso dostrzegłam drzwi, które zamiast zamurować, ktoś wypełnił kartonami po winie. To takie włoskie, nie sądzicie?

160608_cinqueterre12

W każdej z pięciu miejscowości Cinque Terre największą frajdę sprawiało nam wędrowanie bocznymi uliczkami i przyglądanie się codziennemu życiu mieszkańców. Tutaj ogródek nieopodal głównego deptaku Monterosso al Mare.

160608_cinqueterre16

Włoska architektura zadziwiła mnie umiłowaniem… pasków! Tak jak cytryn, wszędzie było ich pełno. Za to kocham Włochów jeszcze bardziej!

160608_cinqueterre17

160608_cinqueterre18

Szlaki Cinque Terre porasta bujna roślinność, a wśród niej dużo, dużo aloesu. To właśnie gigantyczne liście aloesu są w tych rejonach „płótnem” dla street artowców i turystów, oczywiście.

160608_cinqueterre19

Monterosso jako jedyna z pięciu miejscowości może pochwalić się piękną, piaszczystą plażą.

160608_cinqueterre20

Droga z Monterosso do Vernazzy

Nie mieliśmy z Lubym wystarczająco czasu, aby obejść cały park (myślę, że będąc zapalonym piechurem można by tu spędzić tydzień, nawet dwa i nie obejść wszystkich tras), więc wybraliśmy jeden, najbardziej malowniczy odcinek, z Monterosso do słynnej Vernazzy.

160608_cinqueterre21

160608_cinqueterre22

Na samym początku szlaku piechurów wspomagali lokalni muzykanci, a wraz z nimi pies, który rozwalił mnie swoją pozycją spania. No uroczy, po prostu! 🙂

160608_cinqueterre23

Park Narodowy Cinque Terre to przede wszystkim obszar rolniczy, o czym turystów regularnie informowały liczne tabliczki na szlakach. O ile w miastach to turyści dominują, to na zboczach wybrzeża można poczuć sielski klimat i obserwować olbrzymie plantacje i sady. W niektórych zakamarkach skalnych rolnicy wystawiali stragany (jak widać czasem obywało się nawet bez straganu) i oferowali zmachanym piechurom świeżo wyciskane soki z owoców prosto z plantacji.

160608_cinqueterre24

160608_cinqueterre25

W dniu, gdy odwiedzaliśmy Cinque Terre, panował wysoki upał – około 28 stopni, silne słońce i znikomy wiatr. Już po kilkudziesięciu minutach wędrówki odczuliśmy z Lubym zmęczenie, więc przy pierwszej lepszej okazji zboczyliśmy ze szlaku i usadowiliśmy się w cieniu drzew, tuż nad górskim potokiem. Tak naprawdę chcieliśmy po prostu wypić nasze wino, ale przyznaję, że w takich warunkach smakowało jeszcze lepiej!

160608_cinqueterre26

160608_cinqueterre27

160608_cinqueterre28

Wspominałam o tym, że widoki wgniatały w ziemię, prawda? W tle widać już Vernazzę.

Vernazza

160608_cinqueterre29

Jeśli powyższe miejsce wygląda Wam znajomo, to najpewniej widzieliście je na okładkach wszystkich przewodników po Włoszech lub na Pintereście. Tak, to właśnie słynna Vernazza.

160608_cinqueterre30

160608_cinqueterre31

160608_cinqueterre32

160608_cinqueterre33

Ciasne uliczki Vernazzy miały swój niepowtarzalny klimat.

160608_cinqueterre34

160608_cinqueterre35

160608_cinqueterre36

Corgnilia

Corgnilia to chyba najmniej turystyczna ze wszystkich pięciu miejscowości Cinque Terre, co moim zdaniem naturalnie wynika z jej położenia: w przeciwieństwie do pozostałych miasteczek, Corgnilia usytuowana jest wysoko ponad poziomem morza, a dostęp do niej z peronu kolei jest możliwy wijącą się szosą lub wysokimi schodami liczącymi sobie kilkaset stopni. Ale moim zdaniem to dzięki temu Corniglia miała w sobie najwięcej tajemniczości, była skromniejsza, ale jednocześnie skrywała w sobie niesamowity klimat i chyba jak żadna inna zachowała w sobie coś z tego „odcięcia od świata”. Czuć było w powietrzu, że tutaj nie rządzą turyści, więcej było folkloru, mieszkańcy byli bardziej widoczni. Cała Corgnilia była po prostu „BARDZIEJ”.

160608_cinqueterre37

Na jednym z zakrętów schodów wesoły Włoch śpiewał różne serenady i skoczne piosenki. Miał w sobie tyle radości, że w pewnym momencie miałam wrażenie, że nawet ptaki zaczęły wtórować mu do rytmu. A mi uśmiech nie mógł się odkleić od twarzy. Rety, jakie to było włoskie!

160608_cinqueterre38

160608_cinqueterre39

160608_cinqueterre40

160608_cinqueterre41

Cinque Terre zniewalało też bujną roślinnością, tak zróżnicowaną, że trudno było przejść obok niej obojętnie.

Manarola

160608_cinqueterre42

Manarolę wspominamy bardzo dobrze, bo tutaj w końcu zjedliśmy obiad – wędrując cały dzień szkoda mi było czasu na siedzenie, a gdy już dopadł nas głód jak na złość nie mogliśmy trafić na żadną smaczną i przystępną knajpkę. Przy okazji widzicie standardową kuchnię tego regionu – makaron i owoce morza. W przewodniku wyczytałam, że warto skosztować w Cinque Terre morskich przysmaków, a że Luby jest ich smakoszem, nie omieszkał spróbować. I nie żałował.

160608_cinqueterre43

160608_cinqueterre44

160608_cinqueterre45

Dopiero po powrocie doczytałam, że z Manaroli (lub do Manaroli) biegnie lazurowa ścieżka miłości, ponoć wyjątkowo malowniczy szlak pieszy. My z Lubym dotarliśmy tylko do jej początku, gdzie odpoczywaliśmy po obiadokolacji i rozkoszowaliśmy się widokami (znowu…). Czuć jednak było, że to miejsce widziało wiele, w powietrzu wisiała taka romantyczna aura, czego przypieczętowaniem były kłódki zawieszone na barierkach odgradzających trasę od skalistego urwiska.

Riomaggiore

160608_cinqueterre46

160608_cinqueterre47

160608_cinqueterre48

160608_cinqueterre49

Do Riomaggiore dotarliśmy tuż przed zachodem słońca. Wspólnie z Lubym mieliśmy ochotę na jakieś wyjątkowe zakończenie naszej całodniowej wycieczki, więc wybór wina i truskawek (dla nas pierwszych w tym roku!) wydawał się najbardziej naturalny.

160608_cinqueterre51

160608_cinqueterre52

Być może gdybyśmy szybciej wybrali smakołyki, zdążylibyśmy na oglądanie zachodu w zatoce, niestety dotarliśmy tam tuż po tym, jak słońce schowało się za horyzontem.

160608_cinqueterre53

160608_cinqueterre54

Nie przeszkodziło nam to jednak cieszyć się chwilą, a mi zatapiać myśli w otaczającej nas wodzie i spróbować ułożyć sobie w głowie wszystko to, czego doświadczyłam tamtego dnia. Chociaż od tamtej chwili minęło już trochę czasu, nadal nie jestem w stanie przejść nad tym wszystkim do porządku dziennego.

Rety, jakie to włoskie!

(Visited 573 time, 1 visit today)