Publikując pierwszy tekst na tym blogu miałam wizję pisania tekstów llajfstajlowych: życiowe rozkminy, opisy ciekawych miejsc w Trójmieście, relacje z podróży. Nieco później wróciłam do drzemiącego w mojej głowie pomysłu, aby publikować wpisy prawie-że-szafiarskie. W otchłani archiwum traficie więc i na posty związane z ubraniami lub zakupami. W międzyczasie do publikowanych tekstów wkradało się coraz więcej wątków kulturowych – muzyka, koncerty, filmy, książki… Po czasie utwierdzałam się jednak w przekonaniu, że chyba ten cały lajfstajl to jest to, co najbardziej mnie jara („jaram się stylem życia” – to nie brzmi zbyt dobrze…). Ale potem wróciłam do tematu zakupów. A potem recenzji knajp, książek, koncertów! Oooo przypomniałam sobie, że kocham robić zdjęcia, postanowione, będzie więcej fotek…!

Miotałam się przez wiele miesięcy

I tak naprawdę miotam się dalej. Zakładając bloga wychodziłam z założenia, że będzie dla mnie miejscem, w którym będę dzielić się tym, co dla mnie ważne, co mnie interesuje, co wzburza. Tłumaczyłam sobie, że ta różnorodność treści wynika z faktu, że blog ewoluuje razem ze mną. Jestem ciekawa świata i to wyciskanie z życia ostatnich soków, którym często streszczałam ideę tej strony, bardzo dobrze mnie charakteryzuje. Ale czułam się nieco zagubiona w tych wahaniach blogowych nastrojów. Niby interesowało mnie dużo różnych rzeczy, ale z drugiej strony potrzebowałam celu, potrzebowałam esencji, potrzebowałam tzw. bigger picture. Widziałam elementy układanki, ale nie miałam pojęcia na jaką całość się składają.

Ostatnie miesiące mojego życia są nieustającą próbą znalezienia swojego miejsca. Tak w sferze prywatnej, jak i zawodowej, szukam sposobu na siebie, na to, jakim człowiekiem chcę być w dorosłym życiu i w jaki sposób to wyrażać, jakimi zajęciami. Ten proces trwa i trwać będzie nadal, ale ostatnio nastąpił pewien przełom. Być może de facto niewiele zmieniło się w moim życiu, ale elementy rozsypanki w końcu zaczęły tworzyć pewną spójną całość. Dostrzegłam ten bigger picture.

Pasja. To jest to, czego szukam, czego pragnę, na czym chcę oprzeć całe swoje życie. 

Pasja: przyjemność i praca

Wspominałam już w jednym z tekstów (był to jeden z najważniejszych w mojej historii, do przeczytania tutaj), że urodziłam się bez powołania, bez życiowej pasji. Interesuje mnie wiele rzeczy, ale żadna z nich okazała się jeszcze prawdziwą pasją. Jednocześnie mam ogromną potrzebę właśnie na pasji oprzeć swoją pracę, czas wolny, życie osobiste. To stąd moje miotanie się i zagubienie. Usilnie próbuję wyrazić siebie, chwytam się wielu zajęć, wielu hobby i cały czas trafiam na ścianę. Ale niekoniecznie dlatego, że to czym się zajmuję nie jest prawdziwą pasją. Problemem jest bowiem brak silnej woli, zniechęcenie, moja słabość po prostu. W końcu zrozumiałam, że pasja nie jest kwestią wyłącznie genetyki, specyficznej linijki kodu w moim DNA. Przynajmniej w 50% wynika z pracy i wymaga ode mnie dużo, dużo uwagi. Tego właśnie zabrakło.

160622_pasja2Mój bigger picture

Gdyby ktoś dzisiaj zapytał mnie, o czym jest ten blog, bez zawahania odpowiedziałabym, że o twórczym życiu i poszukiwaniu pasji. „Twórczy” to według słownika języka polskiego: mający na celu tworzenie; odkrywczy, kreatywny. To jest esencja, której szukałam. Idea twórczego życia łączy w sobie to, co od zawsze jest dla mnie najważniejsze: kreatywność, która popycha mnie do odkrywania świata i samej siebie, i tworzenie, czyli aktywność, działanie, branie losu we własne ręce.

To właśnie robiłam po omacku przez większość swojego życia. I dalej będę to robić, ale tym razem świadomie. Znalazłam mój bigger picture. 

***

Jeszcze słowem wyjaśnienia. Co to wszystko znaczy w kontekście prowadzonego przeze mnie bloga? Otóż mogą nastąpić pewne zmiany. Nie porzucę zbyt wielu tematów, bo lubię pisać o podróżach, koncertach, o ciekawych miejscach w Trójmieście. Ale jak wspomniałam, to są tylko elementy większej układanki, mojego bigger picture. I to właśnie o nim chcę pisać więcej – o tym, jak szukam swojej prawdziwej pasji, o sposobach na zmotywowanie się do pracy nad sobą, do większego zaangażowania w zajęcia, które sprawiają przyjemność. Wiem, że takich ludzi jak ja jest więcej – takich, którzy szukają esencji, chcą żyć ciekawie, ale jeszcze nie odnaleźli sposobu na siebie, więc czują się zagubieni i zniechęceni. W tej chwili jestem dokładnie w tym samym miejscu, ale zrobiłam już krok naprzód – uświadomiłam sobie swoją potrzebę i teraz widzę cel. Mam nadzieję, że moje zmagania z samą sobą zainspirują kogoś z Was do tego samego. Do szukania pasji, która zlepi w całość lata odbijania się od jednej zajawki do drugiej i nada życiu ten jeden, istotny sens.

Fajnie byłoby razem ruszyć w jego kierunku. 

  • Tekstualna

    doooobry wybór 🙂

  • Uwielbiam to miejsce, powodzenia!

  • Doskonale Cię rozumiem. Też jestem poszukująca. 🙂

    • <3 to super! Zostań więc ze mną i razem będziemy się motywować i inspirować w naszych poszukiwaniach 🙂 Pozdrawiam Cię!

  • Ja już nie szukam, przynajmniej nie na siłę. Średnio raz na miesiąc znajduję sobie nową pasję, później kolejną i kolejną. I właśnie to próbowanie i po prostu życie też może być pasją.

    • Masz rację, to jest esencja życia, to „próbowanie”. Ale ja jednak wierzę, że na końcu tej drogi jest ta jedna, jedyna pasja. To tak jak z miłością – kochamy w życiu różne osoby i jest to prawdziwa miłość, ale gdzieś pośród nich jest ta najważniejsza, która nadaje sens całej reszcie. Wierzę, że moja pasja jest gdzieś pośród tych licznych zainteresowań. I mam silną potrzebę w końcu ją odkryć.

  • ladyM

    Fajnie, chyba będę tu częściej zaglądać. Mam podobnie, chwytam się za wiele rzeczy ale wciąż szukam tej jednej pasji, rzeczy która by mnie tak pochłaniała, że zapominałabym o wszystkim innym 🙂 Takiego czegoś co będzie dawało więcej energii do życia 🙂

    • Dokładnie tak! A ileż przyjemności w samych poszukiwaniach… 🙂 Czego człowiek przy okazji doświadczy i czego się nauczy, to jego!

      Dziękuję za komentarz i miłe słowa, polecam się do częstego zaglądania 😉 Pozdrowienia!