Wiem, że być może pomyślałyście: „ma dwadzieścia kilka lat i już czyta książki o starzeniu się…?! Zgroza”. Moja pierwsza myśl była podoba. Gdy otrzymałam propozycję zrecenzowania książki Francuzki nie potrzebują liftingu. Sekrety piękna i radości życia w każdym wieku autorstwa Mireille Guiliano miałam wrażenie, że po tę lekturę powinnam sięgnąć za 15, no, może za 10 lat. Ale teraz, gdy wciąż jeszcze zmagam się ze śladami młodzieńczego trądziku, a nie oznakami starzenia…?

160710_francuzki3

Moje wrażenie było jednak mylne i lekturę uważam za niezwykle przyjemną i, co najważniejsze, bardzo pomocną w codziennej pielęgnacji i kreowaniu swojego stylu. Podobnie jak wiele kobiet na całym świecie, ja również od lat jestem pod wrażeniem francuskiej mody i podejścia do urody. W wielkim tłumie zawsze wychwycę Francuzkę, bo odróżnia ją od innych  ta niesamowita aura luzu, samoakceptacji i wdzięku. Uwielbiam francuski szyk i elegancję, a podczas podróży do Paryża więcej zdjęć robiłam przypadkowym przechodniom niż obłędnej architekturze. Każdy ma swoje priorytety, c’nie.

No dobrze, ale dlaczego młoda dziewczyna powinna sięgnąć po książkę Francuzki nie potrzebują liftingu? Pozwólcie, że w formie listy przedstawię Wam najważniejsze powody.

160710_francuzki
Konkrety, konkrety i jeszcze raz konkrety. Miałam okazję przeczytać już kilka książek o modzie i urodzie, ale w poradniku Mireille Guiliano pierwszy raz spotkałam się z tak dużą ilością konkretnych rad, co warto stosować. I nie chodzi tu o precyzję na poziomie „jedz ostrygi” (które swoją drogą, pisarka poleca na każdym kroku), ale o wskazywanie konkretnych marek, a nawet nazw produktów. To chyba najbardziej zwróciło moją uwagę, a każdy polecany produkt zaznaczałam sobie w tekście kolorową naklejką, aby móc kiedyś do nich wrócić. Co równie istotne, nie są to kosmetyki trudno dostępne i ekskluzywne, ale preparaty marek takich jak L’Oreal, Garnier albo BaByliss, na które z reguły każdy może sobie pozwolić.

Francuski luz. „Starzenie się na luzie” jest myślą przewodnią całej książki. W ten sposób Guiliano określa stosunek Francuzek do upływu lat i wydaje mi się, że to niezwykle trafne sformułowanie. Tak właśnie ja sama postrzegam francuskie kobiety – że niezależnie od sytuacji i wieku, zawsze zachowują swój wrodzony dystans do świata i do życia w ogóle. Autorka podaje wiele przykładów na to, co robić, aby wzorem Francuzek starzeć się szczęśliwie, jakkolwiek banalnie to zabrzmi.

Urodowe life hacks. Gdybym miała procentowo określić, ile czasu poświęcam na dbałość o zdrowie, styl i pielęgnację, liczby rozłożyłyby się pewnie następująco: zdrowie 35%, styl 55%, pielęgnacja 10%. Tymczasem w książce Francuzki nie potrzebują liftingu podano mnóstwo powodów, dlaczego warto dbać o skórę twarzy i ciała, włosy (!), paznokcie… W moim przypadku szczególnie zaniedbane wydają się włosy, bo poza codziennym ich myciem (którego autorka wcale nie popiera) w żaden sposób nie działam na ich korzyść. Po lekturze poradnika Guiliano postanowiłam jednak więcej uwagi przykładać do kwestii pielęgnacji, ze szczególnym naciskiem na naturalne i domowe sposoby. To właśnie ich w książce znajdziemy najwięcej i to właśnie je postrzegam jako największą wartość dla młodych czytelniczek. Wychodzę z podobnego założenia, co pisarka, która podkreśla, że o pielęgnacji powinnyśmy myśleć na każdym etapie życia, a nie dopiero po pojawieniu się pierwszego siwego włosa.

Francuski lifestyle = slow life? Nie pierwszy raz odnoszę wrażenie, że spopularyzowane w ostatnich latach filozofie slow life slow fashion mają swoje początki we francuskim stylu życia. Dokładnie te same wnioski nasunęły mi się podczas lektury Francuzki nie potrzebują liftingu. W książce nie znajdziemy porad typu „bądź na czasie, podążaj za trendami, kupuj ile wlezie”. Mniej znaczy więcej to sformułowanie, które chyba najczęściej pojawia się na stronach poradnika Guiliano, a które zdaniem pisarki odnosi się zarówno do spraw mody, jak i całego stylu życia Francuzek. A ponieważ filozofia ta jest bliska również mojemu sercu i uważam, że od najmłodszych lat powinnyśmy skupić się na życiu w zgodzie ze sobą, tym przyjemniej czytało mi się tę książkę i tym goręcej polecam ją również Waszej uwadze.
160710_francuzki2

Jest też kilka rzeczy, które w poradniku podobały mi się nieco mniej, albo których po prostu mi zabrakło. Jedną z nich są zwroty w języku francuskim, często wplatane w treść książki. Wiem, że miało to zbudować klimat lektury i poniekąd tak było, ale jako osoba niemówiąca po francusku czułam się lekko poirytowana, że nie rozumiem co któregoś zdania. Tym bardziej, że nie zawsze jego sens można było wychwycić z kontekstu… Jeśli zaś chodzi o to, czego mi zabrakło w książce Francuzki nie potrzebują liftingu, to są to zdecydowanie zdjęcia. Ich brak najdotkliwiej odczułam w pierwszych rozdziałach, gdzie autorka rozpisywała się o francuskiej modzie. Jako miłośniczka tego stylu i ogromna fanka Pinteresta (czyt. osoba kochająca kolekcjonować inspirujące zdjęcia) byłabym niezwykle usatysfakcjonowana mając „podane na tacy” zdjęcia ilustrujące myśli autorki. Po przeczytaniu pisarskiego debiutu Garance Dore wiem, że zdjęcia mogą niesamowicie ożywić lekturę i wydaje mi się, że nawet pojedyncze fotografie mocno ubarwiłyby poradnik Guiliano.

***

Na koniec mam dla Was niespodziankę – kod uprawniający do 35% zniżki na zakup książki Francuzki nie potrzebują liftingu oraz innych pozycji ze sklepu Wydawnictwa Znak! Dokonując zakupów na stronie www.znak.com.pl w polu „kod rabatowy zamówienia” wpisz hasło francuzki. Et voilà! Kod jest ważny do 31 lipca 2016 r., a szczegóły promocji poznacie na tej stronie. Przypomnę tylko, że w sklepie dostępne są dwa modowe bestsellery, tj. Love Style Life oraz popularny Elementarz stylu. Zachęcam Was do uzupełnienia domowej biblioteczki, zwłaszcza teraz, gdy nadeszła już jesień i nie ma pogody, aby chodzić na plażę 😉

160710_francuzki4

(Visited 395 time, 1 visit today)