O książce Magia sprzątania Marie Kondo usłyszałam pod koniec zeszłego roku – seledynowa okładka mignęła mi wśród kilku postów na obserwowanych przeze mnie blogach. Tytuł nie zainteresował mnie wówczas na tyle, aby wziąć się za lekturę, ale wystarczająco, aby na Święta podarować poradnik bliskiej mi osobie. Niedawno gościłam u tej samej osoby i gdy na regale z książkami mój wzrok padł właśnie na Magię sprzątania, poczułam, że to idealna pora aby zapoznać się z jej treścią. Idealna, bo oto przede mną pierwsza w życiu przeprowadzka i każda rada na temat porządkowania przestrzeni mieszkania jest dla mnie na wagę złota.

Rozpoczynając lekturę nie do końca wiedziałam, czego spodziewać się po bestsellerze Marie Kondo. O samej autorce wiedziałam tylko tyle, że pochodzi z Japonii, a o książce – że dotyczy sprzątania (no shit, Scherlock!). Ostatnio chłonę jak gąbka wszystko, co związane z urządzaniem wnętrz i sprzątaniem, więc miałam ogromne oczekiwania względem poradnika Magia sprzątania. Czy warto go przeczytać? 

Tak, warto!, czyli najciekawsze fragmenty książki

„Najlepszym kryterium wyboru, co zatrzymać, a czego się pozbyć, jest odpowiedź na pytanie, czy zatrzymanie danej rzeczy da ci poczucie szczęścia i radości.”

To hasło wyraża najważniejszą ideę, na której Marie Kondo oparła całą filozofię sprzątania. Osobiście uważam ją za niezwykle trafną – uczucie radości zawsze powinno stanowić sedno wszystkich naszych działań, porządkowanie przestrzeni wokół nas nie jest tu wyjątkiem. Marie Kondo radzi, aby podczas sprzątania brać każdą pojedynczą rzecz do ręki, bo poprzez bezpośredni kontakt z danym przedmiotem najłatwiej jesteśmy w stanie poczuć, jakie wyzwala w nas emocje. Brzmi dość dziwnie, ale wielokrotnie tego doświadczałam, tylko nie potrafiłam tego tak celnie zdefiniować. Marie Kondo zrobiła to w końcu za mnie i za to jestem jej wdzięczna.

„Porządkowanie rzeczy oznacza także uporządkowanie twojej przeszłości. To jak przestawienie życia na nowe tory i uregulowanie zaległych rachunków po to, żeby można było zrobić krok naprzód.”

Dzięki temu fragmentowi już wiem, że moja potrzeba sprzątania w określonych momentach życia nie bierze się znikąd. Ilekroć kończyłam projekt, szkołę czy związek, zawsze brałam się za porządki. Wyrzucałam całe worki pełne papierów i notatek, układałam wszystko na nowo i dopiero, gdy ostatni przedmiot znajdował właściwe miejsce w moim pokoju, dopiero wtedy mogłam poczuć się lekka i gotowa na nowe wyzwania.

„Powinniśmy cenić nie wspomnienia, ale osobę, którą się dzięki nim staliśmy.”

To zdanie Marie Kondo sformułowała przy okazji rozdziału, w którym opisywała, jak uporać się z przechowywanymi nietrafionymi prezentami czy różnymi pamiątkami. W moim przypadku ta grupa rzeczy jest niezwykle obszerna, bo zwykłam zachowywać najdrobniejsze pamiątki, nawet stare bilety do kina. Po przeczytaniu Magii sprzątania czuję się na siłach, aby w końcu uporać się z tymi zbiorami.

„Porządkując swój dom i zmniejszając stan posiadania, zobaczysz, jakie są twoje rzeczywiste wartości i co się dla ciebie liczy w życiu. […] Skoncentruj się na dokonaniu wyboru rzeczy, które przynoszą ci radość i zbliżają do wymarzonego stylu życia.”

W tym fragmencie wyraźnie widać powiązania między filozofią sprzątania KonMarie (jak nazywa swoje teorie sama pisarka) a popularnym w ostatnich latach minimalizmem. Nie przepadam za „minimalizmem”, bo to taka ogromna kolorowa kokarda, którą ozdobiono coś powszechnie znanego jako zdrowy rozsądek i zaczęto sprzedawać pod różnymi postaciami. W książce Magia sprzątania akcent minimalizmu jest jednak na tyle delikatny, że nie razi mnie jako czytelnika, zamiast tego inspiruje i zachęca do zmian w postrzeganiu posiadanych przez nas rzeczy. Do przemyślenia.

„Sedno skutecznego przechowywania stanowi zasada: wyznacz miejsce dla każdej rzeczy, jaką posiadasz.”

Ta rada jest niezwykle przydatna w codziennym życiu. Z doświadczenia wiem, że gdy coś nie ma „swojego miejsca” w domu, to nigdy nie uda nam się doprowadzić przestrzeni wokół nas do porządku. Takie bezdomne przedmioty wędrują z półki na półkę, walają się po szufladach i psują nam humor. Przy przeprowadzce do naszego mieszkanka mam zamiar zadbać o to, aby wszystko miało wyznaczone miejsce do przechowywania i można było odkładać każdą najdrobniejszą rzecz na swoje miejsce.

„Codziennie opróżniaj więc torbę.”

Kolejna cenna rada, która mnie osobiście wprawiła w zachwyt – aby po przyjściu do domu codziennie opróżniać torebkę z całej zawartości i nazajutrz zapełniać ją z powrotem, ale tylko naprawdę potrzebnymi przedmiotami. Każda kobieta zna popularne zjawisko zwane burdelem w torebce. Ostatnio przy okazji remontu i urządzania mieszkanka, moja torebka z burdelu stała się chlewem. Jest w niej dosłownie wszystko, a najgorsze są walające się w środku karty płatnicze i paragony ze sklepów budowlanych. Nigdy nie odważyłabym się opróżniać torebkę każdego dnia, a jednak Marie Kondo przekonała mnie, aby spróbować. Będzie to terapia eksperymentalna, ale jeśli dzięki temu w mojej torebce zapanuje błogi spokój, a ja przestanę wieczne szukać w niej kluczy i karty płatniczej, to będę wniebowzięta!

„Ubrania w sklepie to produkty, natomiast ubrania w domu, to rzeczy osobiste.”

Marie Kondo opisała zjawisko bardzo mi bliskie – skłonność do zachowywania metek na nowych ubraniach do czasu pierwszego założenia. Wyrobiłam w sobie podobny nawyk kilka lat temu, gdy każdą wolną gotówkę wydawałam na ubrania (…) i bardzo często zdarzało mi się dokonywać zwrotów (w tych czasach miałam hopla na punkcie zakupów i coś kupionego we wtorek, jeszcze w piątek potrafiłam uznać za niemodne…). Kondo radzi, aby zrywać metki z nowych ubrań z chwilą przyniesienia ich do domu. Dzięki temu dane ubranie staje się w pełni nasze i chętnie sięgniemy po nie przy najbliższej okazji. Nieodrywając metek możemy mieć pewność, że dana rzecz pozostanie nienoszona przez bardzo długi czas, o ile w ogóle kiedyś zdecydujemy się ją założyć.

„Życie w bałaganie jest tak wyczerpujące, ponieważ długo musimy szukać, aby przekonać się, czy rzecz, której potrzebujemy, w ogóle tam jest.”

To cała ja – wiecznie szukająca jakiejś instrukcji, paragonu, umowy… Powyższe zdanie wyraża w 100% moje największe problemy związane z bałaganem – że nigdy nie mam pewności, czy daną rzecz wyrzuciłam, czy tylko zapodziałam. Życie w porządku musi być niezwykle przyjemne…!

Czy warto przeczytać książkę "Magia sprzątania" Marie Kondo?

***

Nie, nie warto…

Przyznam szczerze, że jestem mocno zaskoczona ilością fragmentów, które bardzo spodobały mi się w książce. Podczas lektury wielokrotnie łapałam się bowiem za głowę i chciałam wykrzyczeć „co ja czytam?!”. Moi faworyci do szydery to przede wszystkim:

– fragment, w którym Kondo pisze, że sprzątając ubiera się elegancko, bo sprzątanie to uroczystość pożegnania rzeczy, które wypełniły ważną misję w naszym życiu… Zdaniem autorki trzeba celebrować moment ich wyrzucenia, ponieważ dużo im zawdzięczamy i są dla nas jak przyjaciele, zasługują więc na takie honory [*];

– fragment:

„To dlatego, wyrzucając coś, nie wzdychaj i nie stwierdzaj, że nigdy nie wykorzystałeś tej rzeczy czy też że przykro ci, że jej nie użyłaś. Odeślij ją z radością i pożegnaj słowami: „Dziękuję, że mnie odnalazłaś”, lub „Dobrej podróży i do zobaczenia wkrótce!”.

Dobrze, że te słowa padają pod koniec książki, a nie na początku, inaczej nigdy nie dobrnęłabym do ostatniej strony. Jakby to krótko podsumować: laska nieźle popłynęła z tematem [*].

***

Gdybym miała jasno podsumować, czy warto przeczytać Magię sprzątania, powiedziałabym wprost – warto, jeśli jesteś w trakcie przeprowadzki. Dla mnie moment sięgnięcia po poradnik był idealny: dzięki Marie Kondo czuję się gotowa na czekające mnie wyzwanie uporządkowania rzeczy uzbieranych przez 25 lat życia w rodzinnym domu. Niektóre jej wskazówki uważam za niezwykle przydatne i liczę, że pozwolą mi ograniczyć ilość niepotrzebnych przedmiotów. W każdym innym wypadku lektura Magii sprzątania wydaje mi się co najmniej niekonieczna – nic Wam się nie stanie po przeczytaniu książki, ale też nie stracicie dużo, gdy z niej zrezygnujecie.

Jest jeszcze jedna strona tego medalu, mniej związana z samą treścią, a bardziej z osobą Marie Kondo – zaimponowała mi jej pasja do sprzątania. Czytanie jej nieco pokręconych metod porządkowania było uzależniające. Lubię słuchać ludzi, którzy opowiadają o tym, co kochają robić, a Kondo napisała o tym cały poradnik! Kto by pomyślał, że pasją może być sprzątanie, prawda? A ta kobieta udowodniła, że pasją może być wszystko i to w książce Magia sprzątania podoba mi się najbardziej.

Wszystkie fragmenty pochodzą z książki Marie Kondo Magia sprzątania. Japońska sztuka porządkowania i organizacji,  MUZA SA, Warszawa 2015