Cały świat mężczyzn oszalał na punkcie Pokémon Go. Wszyscy zachwycają się możliwością codziennego odkrywania nowych Pokémonów ukrytych gdzieś w zakamarkach miasta. Z perspektywy osoby, która też powoli wsiąka w to Pokémonowe bagno, mogę powiedzieć, że właśnie odkrywanie jest istotą tej zabawy i myślę, że to jara graczy najbardziej. Ludzie mają w sobie instynkt odkrywcy, który sprawia, że Pokemon Go powoli staje się jedną z legend współczesności.

A teraz następuje zwrot.

Zwrot w tekście, bowiem nie o grze chciałam Wam dzisiaj opowiedzieć. Niezależnie od jej popularności i ilości czasu spędzonego przeze mnie na uganianiu się za Pikachu, Pokémon Go ma mi dzisiaj posłużyć tylko za metaforę. Metaforę, którą ja uznałam za objawienie na miarę odkrycia polonu i radu, a Luby skwitował krótkim „serio…?”.

KOBIETY I POKÉMONY

„Wszystko zaczęło się od historii zasłon do naszej sypialni.”

Kupiłam piękny materiał, który należało dopasować do wysokości pomieszczenia i wymiarów karnisza. Obmyśliłam więc projekt, popędziłam do krawcowej i tydzień czekałam na odbiór gotowego dzieła. Taka byłam szczęśliwa, taka dumna z siebie i mojej zdolności ogarniania życia. Zasłony według własnego projektu! Mojego projektu! Kto by pomyślał…!

W czwartek wieczór wpadłam do mieszkanka, ledwo mieszcząc się w drzwiach wejściowych przez to nadęcie spowodowane moim wielkim sukcesem. Pędzę do sypialni, ściągam karnisz z uchwytów, szybko wsuwam go w szlufki zasłon, wieszam z powrotem i… odkrywam, że zasłony wiszą 20 cm ponad podłogą. A co najlepsze, właśnie w ten sposób je zaprojektowałam. Nie przewidziałam jednak, że uzyskam efekt zasłonek wyglądających jak po skurczeniu się w praniu. Czyli całość będzie wyglądała po prostu idiotycznie, tak jakby w trakcie szycia zabrakło materiału aby zasłony sięgały do ziemi, czyli jak należy.

„W każdym innym momencie życia moja reakcja ograniczyłaby się tylko do kilku „k.wa” rzuconych w myślach, ale nie tym razem.”

W ten sposób zastałam siebie ślęczącą nad przykrótką zasłoną, zalewającą się łzami i wydzwaniającą do bliskich z błaganiem o pocieszenie. Oczywiście zasłony były tylko wierzchnią warstwą problemu. To na ich widok płakałam, ale w duchu czułam, jakby ktoś nieodwracalnie wyrwał mi duży kawałek poczucia własnej wartości. A wszystko to przez 20 cm brakującego materiału w palmy…!

Leżałam w sypialni rozłożona na łopatki i nie potrafiłam zebrać się do kupy. W końcu z telefonicznym wsparciem przybyła mi moja Mama, która zapewniła mnie, że zasłony jeszcze uda się odratować i że póki co mam zostawić je tam gdzie wiszą, a później razem spróbujemy temu coś zaradzić. W ten sposób udało mi się wyrwać z histerii i zebrać do wyjścia. W drodze do domu postanowiłam zrelaksować się łapiąc po drodze kilka nowych Pokémonów, wiecie, tak żeby zająć czymś myśli i przestać dopatrywać się kolejnych moich wad i słabości. Bo to chyba jasne, że nieprzemyślany projekt zasłon to tylko wierzchołek góry lodowej, c’nie.

I właśnie wtedy, jedną ręką wciąż ocierając łzy po nieszczęsnym widoku okna w sypialni, a drugą rzucając pokéballa w nowego Pokémona, przyszło mi na myśl, jak wiele wspólnego z tą śmieszną gierką ma kobieca psychika. Faceci zachwycają się odkrywaniem nowości w Pokédexie, a tymczasem dla kobiet codzienne odkrycia są czymś zupełnie powszednim i w gruncie rzeczy jesteśmy ekspertkami w dziedzinie łapania Pokémonów. Przepraszam – emocji, bo to one są dla nas jak Pokémony. Nie dość, że objawiają się pod najdziwniejszymi postaciami (histeria z powodu zasłonek jest tutaj najlepszym przykładem), to na dodatek zawsze zaskoczą nas czymś nowym (histeria w powodu zasłonek jest tutaj NAJlepszym przykładem). Czasem zaskakują nas in plus, bo stawiamy czoła wielkim wyzwaniom i niczym Joanna D’Arc potrafimy znaleźć w sobie niezbadane pokłady siły i wytrwałości, a czasem wręcz przeciwnie – jak najgorsze kretynki marnujemy czas na niewytłumaczalne reakcje, o które samych siebie byśmy nie podejrzewały. Tak, zgadliście – histeria z powodu zasłonek jest tutaj najlepszym przykładem.

160814_kobiety_i_pokemony2

Uwaga, nadchodzi puenta!

Z całej tej opowieści i mojej pokrętnej teorii o analogii między kobiecą psychiką a Pokémon Go wynika pewne pocieszenie – że emocje da się oswoić. Gdy łapiemy nowego Pokemona, rejestrujemy w naszym Pokédexie wszystkie najważniejsze informacje o nim – typ, wielkość, waga, cechy charakterystyczne i zwyczaje. Gdy spotkamy innego osobnika tego gatunku, wiemy już, z czym mamy do czynienia i jak się z nim obchodzić. Tak samo dzieje się z naszymi emocjami. To prawda, że wciąż odczuwamy coś nowego, ale nad każdą nowością prędzej czy później udaje nam się zapanować. Nasz emocjonalny Pokédex zapełnia się świeżymi danymi, a my jesteśmy bogatsze o kolejne doświadczenia. Dzięki temu w przyszłości udaje nam się uniknąć wylewania łez na widok zasłonek i już nigdy nie pozwolimy sobie na podobnie absurdalne zachowanie.

Gdy tak myślę o kobiecej psychice i Pokémon Go, dochodzę do wniosku, że ta gra może przejść do historii nie tylko jako legenda pokolenia albo genialny sposób na walkę z otyłością. Gdyby użyć słownictwa Pokémon do objaśnienia mężczyznom zawiłości kobiecych emocji, być może Wenus i Mars stałyby się sobie bliskie jak nigdy wcześniej. Niestety dość szybko przytomnieję, bo wraca do mnie obraz Lubego, który dostarczył mi niezbywalny dowód na to, że w naszej odwiecznej walce płci nigdy nie nastąpi wielki przełom.

Wystarczyło mi jego krótkie „serio…?”.