Jesienny Restaurant Week Polska dobiega końca – tylko do niedzieli 30 października możecie próbować najlepszych polskich restauracji w całym kraju. W tym roku z nieukrywaną przyjemnością przyjęłam propozycję zostania ambasadorem trójmiejskiej edycji RW. Dzięki akcji mogłam już skosztować specjałów gdyńskiego Przystanku Orłowo, zaś w tym tygodniu odwiedziłam gdańską Restaurację INK, czyli hotelowy lokal w PURO Hotel. Jak było? Czy warto? Co najbardziej mnie zachwyciło? Przeczytajcie tekst i koniecznie obejrzyjcie zdjęcia, chociaż ostrzegam, że mogą być nieodpowiednie dla osób z lękiem wysokości.

Restauracja INK – recenzja menu festiwalowego

Festiwalowe menu w INK jest bardzo ciekawe. W Przystanku Orłowo wybieraliśmy z Lubym spośród dobrze znanych nam smaków (jesteśmy wielkimi fanami pasty), natomiast INK zaproponował gościom Restaurant Week coś zupełnie innego. Wraz z siostrą, która towarzyszyła mi podczas wizyty w INK, mogłyśmy wybierać spośród dwóch menu:

Menu 1 (mięsne, wybrane przeze mnie)

Przystawka: Krem z buraka z malinami i kozim serem

Danie główne: Policzki wołowe w sosie czekoladowym z ziemniakami truflowymi i marynowana marchwią

Deser: Lody z zielonej herbaty

Menu 2 (wegetariańskie, wybrane przez siostrę)

Przystawka: Krem z buraka z malinami i chrustem ziemniaczanym

Danie główne: Risotto z dzikiego ryżu z serem tofu

Deser: Lody z zielonej herbaty

Od razu odnotowałam fakt, że menu były zróżnicowane. Nawet, jeśli na przystawkę zaproponowano ten sam krem z buraka z malinami, to został on uzupełniony innymi dodatkami, które zupełnie zmieniały jego smak. Dzięki temu mogłyśmy z siostrą delektować się bardzo bogatą feerią smaków. Poniżej nasze wrażenia.

Przystawka

Krem z buraka z malinami miał bardzo ciekawy smak. Moim zdaniem smaczniejsza była aranżacja przystawki z menu wegetariańskiego, czyli połączenie kremu z chrustem ziemniaczanym. To dlatego, że lubię gdy w kremach jest też coś do pochrupania, np. grzanki albo groszek ptysiowy. W moim kremie znalazł się dodatek sera koziego, który nie zawsze przypada mi do gustu. Ser kozi ma dość specyficzny smak i w połączeniu z niektórymi daniami jest dla mnie „męczący”. W kremie z buraków przygotowanym przez kucharzy Restauracji INK proporcje smakowe zostały odpowiednio dobrane, więc moją przystawkę uważam za smaczną, ale i tak z chęcią podjadałam wersję z talerza mojej siostry.

Restauracja INK recenzja zdjęcia

Krem z buraka z malinami i kozim serem

Restauracja INK recenzja zdjęcia

Krem z buraka z malinami i chrustem ziemniaczanym

Danie główne

Tak jak przystawki zazdrościłam siostrze, tak dania głównego z menu wybranego przeze mnie nie wymieniłabym na nic innego. Policzki wołowe jadłam pierwszy raz w życiu, ale mam szczerą nadzieję, że nie ostatni. Co prawda przed wyborem menu wolałam upewnić się u pani kelnerki, czy poliki nie są przypadkiem rodzajem podrobów (których nie lubię), ale uprzejma pani zapewniła mnie, że absolutnie nie i że na pewno będę zadowolona. Po czasie mogę powiedzieć, że nie kłamała. Mięso było mięciutkie, bardzo delikatne, rozpływało się w ustach. Trochę obawiałam się czekoladowego sosu, ale niepotrzebnie – czekolada była delikatna, nie dominowała wśród pozostałych smaków.

Restauracja INK recenzja zdjęcia

Policzki wołowe w sosie czekoladowym z ziemniakami truflowymi i marynowana marchwią

Nieco mniej trafione okazały się dla mnie ziemniaki truflowe. Co prawda ich widok był niezwykle ciekawy (są fioletowe!), ale nie przepadam za ziemniakami, tym bardziej tak suchymi w środku. Pani kelnerka wyjaśniła mi, że faktycznie truflowa odmiana ziemniaków jest bardziej sucha niż nasze tradycyjne polskie pyry. Natomiast wykończenie dania głównego w postaci marynowanych marchewek  uważam za bardzo trafione. Moim zdaniem ich słodki smak świetnie pasował do pozostałych składników.

Podsumowując – baaardzo polecam Wam spróbować tego dania od INK.

161029_ink_gdansk_recenzja_zdjecia_11

Risotto z dzikiego ryżu z serem tofu

O risotto nie jestem w stanie Wam dużo napisać, bo posmakowałam go tylko odrobinę, ale sądząc po minie mojej siostry podczas konsumowania swojego dania, była przynamniej tak samo ukontentowana jak ja z policzków wołowych.

161029_ink_gdansk_recenzja_zdjecia_12

Lody z zielonej herbaty

Deser

Jak się później okazało, danie główne było tylko wstępem do wyjątkowych doznań kulinarnych. Deser, jaki nam podano, to królewskie wręcz zwieńczenie naszej wizyty w Restauracji INK. Chyba nigdy wcześniej nie jadłam tak ciekawego i tak mało słodkiego deseru, który smakował jednak jak najpyszniejsza ambrozja. Coś wspaniałego! Tytuł „Lody z zielonej herbaty”, jak napisano w festiwalowym menu, nawet w jednym procencie nie oddaje tego, co otrzymuje się na talerzu. Bo poza małą gałką loda, który naprawdę smakuje jak zielona herbata – nie jest słodki i ma charakterystyczny herbaciany aromat (jako fanatyczka zielonej herbaty wiem, co mówię!), mogłyśmy posmakować delikatnej poduszeczki ciasta miętowego, do tego oliwy z dyni i malinowego sezamka (sic!).

Dawno już nie próbowałam czegoś tak egzotycznego, chociaż w gruncie rzeczy nie były to żadne prawdziwe egzotyki tylko dość powszechnie składniki kulinarne, ubrane jednak w wyjątkowe kompozycje. Trudno mi coś więcej napisać o tym deserze, po prostu musicie spróbować!

Nawiasem dodam, że dzięki INK-owi pierwszy raz spróbowałyśmy Fentimans, czyli gazowanych napojów stworzonych na bazie naturalnych składników. Dobra alternatywa dla przesłodzonej coli.

Restauracja INK recenzja zdjęcia

Restauracja INK recenzja zdjęcia

Wyjątkowa architektura, świetna obsługa i… przerażające wysokości

Restauracja INK znajduje się w hotelu PURO i jest połączona z hotelowym lobby. Wnętrze zostało zaprojektowane w stylistyce nowoczesnego retro (jak ja to mówię, lepiej mnie nie cytujcie), dominują w nim bajeranckie drewniane meble, pasiaste lub skórzane obicia kanap i krzeseł, duże żarówki tzw. „edisonki” i betonowe ściany, na których gdzieniegdzie powieszono designerskie okrągłe, złote lustra. Część ścian pokryta jest też drewnianymi panelami.

W wystroju wnętrza łatwo wyłapać nawiązania do Gdańska – na olbrzymiej ścianie restauracji, która ciągnie się przez 8 pięter (sic!) hotelu PURO, zawieszono drewniane żurawie, z nich zwisają sznury, a do tych z kolei u dołu przytwierdzono lampy. Od razu skojarzyło mi się to z gdańskim Żurawiem i stocznią, co później potwierdziła zresztą uprzejma pani kelnerka. Poniżej zamieszczam dużo zdjęć z wnętrza Restauracji INK – kliknijcie w wybraną fotografię, aby obejrzeć całą galerię.

W tekście parokrotnie wspominałam o „uprzejmiej pani kelnerce” – faktycznie, trafiła nam się profesjonalna i jednocześnie bardzo sympatyczna obsługa. Nie dość, że czułyśmy się odpowiednio dopieszczone smakowo, to obsługująca nas dziewczyna chętnie dzieliła się swoją wiedzą o serwowanych daniach i dokładnie wyjaśniała nam pochodzenie każdego składnika. Byłam pod ogromny wrażeniem jej wiedzy, ale też pasji, z jaką ewidentnie oddaje się swojej pracy. Nie wiem, czy to sprytny chwyt marketingowy (pewnie po części tak), ale odnosiło się wrażenie, że obsługa Restauracji INK to naprawdę szczęśliwi i zadowoleni ze swojej pracy ludzie.

Pani kelnerka nawet zaproponowała nam wjazd windą hotelową na 8. piętro, tak abyśmy mogły przekonać się o obłędnej wysokości hotelu, którą trudno wyobrazić sobie siedząc na dole w restauracji. Faktycznie, gdy wjechałyśmy na ostatnie piętro i spojrzałyśmy w dół, zrobiło nam się nieco słabo. Hotel i sama restauracja z tej perspektywy wyglądały zupełnie inaczej. Byłyśmy bardzo wdzięczne obsługującej nas pani za tę ciekawą wycieczkę, dzięki której mogłam wykonać poniższe zdjęcia.

Restauracja INK recenzja zdjęcia

Restauracja INK recenzja zdjęcia

Restauracja INK recenzja zdjęcia

Podsumowując – feeria smaków i zachwycająca architektura

Bardzo bogate smakowo menu, świetny design wnętrza i obłędne wysokości to trzy najważniejsze powody, dla których warto odwiedzić Restaurację INK w Gdańsku. Wraz z siostrą naszą wizytę w lokalu uznałyśmy za bardzo udaną i cieszymy się, że dzięki Restaurant Week Polska mogłyśmy się tutaj znaleźć. Nie czarujmy się, gdyby nie festiwal, pewnie żadna z nas nie wpadłaby na pomysł odwiedzenia restauracji hotelowej i tym samym pozbawiłybyśmy się okazji spróbowania chyba najciekawszego deseru w naszym życiu. Warto więc wziąć pod uwagę wizytę w Restauracji INK, tym bardziej teraz, gdy trwa jeszcze Restaurant Week i za wybrane menu zapłacimy tylko 39 zł. Ja ze swojej strony mogę Wam gorąco polecić tę właśnie restaurację i życzę Wam, abyście trafili na równie dobrą obsługę, może nawet zasłużycie sobie na wycieczkę windą, aby zachwycać się widokami jak powyżej.

Zróbcie sobie tę przyjemność i zarezerwujcie sobie stolik już teraz!

Trójmiasto Restaurant Week jesień 2016

(Visited 301 time, 1 visit today)