Top
4 książki, które ostatnio przeczytałam

W życzeniach, które złożyłam sama sobie na 25. urodziny (do przeczytania tutaj) obiecałam dużo, dużo czytać. Zawsze powtarzam, że kwestia czytelnictwa jest moim największym kompleksem z czasów nastoletnich – poza lekturami szkolnymi przez kilka lat przeczytałam chyba tylko serię o Harrym Potterze. Teraz czytam z ogromną przyjemnością i często doskwiera mi to nieprzyjemne uczucie, że zmarnowałam tyle lat na nieczytanie. Ile ja wtedy mogłabym książek pochłonąć! A teraz… nie ma się tyle czasu „co za dzieciaka”, aż strach pomyśleć, co będzie za kilka lat, gdy dojdą inne obowiązki… Niemniej jednak od czasu wprowadzki udało mi się przeczytać (prawie) 4 książki. Nie jest to bardzo imponujący wynik, ale dość łatwo go wytłumaczyć – w międzyczasie obejrzałam też jakieś 3 sezony Chirurgów, a jak wiadomo doba ma tylko 24 godziny…

Dzisiaj chciałabym Wam opowiedzieć w kilku zdaniach o tych 4 książkach, które ostatnio przeczytałam. To dość zróżnicowana literatura, więc myślę, że każdy może znaleźć wśród poniższych tytułów coś dla siebie. Przed nami jeszcze kilka tygodni długich i ciemnych wieczorów, a to doskonała okazja, aby nadrobić zaległości czytelnicze. Ja mam już w głowie całą listę książek, które planuję przeczytać do końca roku – o nich wspominam pod koniec tekstu.

4 książki, które ostatnio przeczytałam

1. Fatum i Furia Lauren Groff

Przed wizytą w osiedlowej bibliotece (czy wspominałam, że KOCHAM chodzić do biblioteki?) przejrzałam w internecie listę czytelniczych bestsellerów ostatnich miesięcy. Moją uwagę zwróciła powieść Fatum i Furia Lauren Groff, szybko sprawdziłam dostępność tej książki w mojej bibliotece. Jest! Biorę! Tym sposobem zabrałam się za dość obszerną lekturę, która (jak zapewniał opis na okładce) miała mnie porwać od pierwszych stron i totalnie zahipnotyzować. Tymczasem pierwsze rozdziały nie były aż takie porywające, jak tego oczekiwałam.

Powieść podzielona jest na dwie części, Fatum Furię, które opisują tę samą historię z punktu widzenia dwóch głównych bohaterów – Lancelota i Mathilde, którzy są małżeństwem. Po pierwszej części czytelnik ma już ukształtowany jakiś obraz sytuacji, po czym zabiera się za dalszą lekturę i okazuje się, że w gruncie rzeczy to nic nie wiadomo.

Koncepcja książki podzielonej na dwie perspektywy bardzo mi się spodobała i dlatego miałam wysokie oczekiwania względem fabuły. Niestety, większość wydarzeń udało mi się przewidzieć, którą to umiejętność pewnie odziedziczyłam po mojej Mamie (jest mistrzynią spoilerów, bo zawsze potrafi przewidzieć, co wydarzy się w książce/filmie). Ale pomijając moje zdolności predykcji, historia Lancelota i jego tajemniczej żony jest warta Waszej uwagi. Lauren Groff doskonale zbudowała klimat tej historii i udało jej się wykreować bardzo prawdziwe, zmysłowe postaci, które intrygują czytelnika.

Moje ulubione fragmenty z książki Fatum i Furia:

„W jakiś sposób, choć była tak inteligentnym strategiem, stała się żoną, a żony, jak wiadomo, są niewidzialne. To elfy troszczące się o małżeństwo, wychodzące na świat o północy.” 

Pomyślała, że życie ma kształt stożka, teraźniejszość to jego szeroka podstawa, a przeszłość zwęża się ku ostremu wierzchołkowi. Im dłużej się żyje, tym bardziej rozszerza się podstawa, a rany i zdrady, których wcześniej się nie zauważało, rozrastają się jak plamki na powoli nadmuchiwanym balonie. Drobna skaza u dziecka staje się w dorosłym życiu okropną i nieodwracalną deformacją o postrzępionych brzegach.”

2. Włosi John Hooper

O tej książce wspominałam już na Instagramie – sięgnęłam po nią głównie ze względu na świetną okładkę, dawno nie widziałam tak udanej kreacji graficznej, doskonałej w swej prostocie przekazu. Design 10/10! Postanowiłam dać szansę temu, co znajduje się za tą okładką i przyznam, że nie zawiodłam się. Włosi to literacki portret narodu słonecznej Italii, która przez wielu uważana jest za raj na ziemi. Podczas naszej majowej podróży do Cinque Terre i Sieny wielokrotnie przechodziło mi przez myśl, że mieszkać w tych krainach musi być jak sen na jawie (no, może wyłączając te tłumy turystów zapychające wąskie uliczki miast). Tymczasem John Hooper przedstawia Włochów takich, jakimi są naprawdę i jakich ukształtowała burzliwa historia ich kraju. Z książki dowiemy się wiele na temat historii Włoszech, ale, co mnie szczególnie zainteresowało, spora jej część poświęcona jest wyjaśnieniu socjologicznych ciekawostek związanych z tym narodem. Wiecie na przykład, że Włosi są jedną z najbardziej nieufnych nacji na świecie i to między innymi dlatego tak ochoczo noszą okulary przeciwsłoneczne?

4 książki, które ostatnio przeczytałam

To nie jest tak, że Hooper postanowił zburzyć idylliczny obraz narodu włoskiego, bo w jego słowach wyczuwalna jest ogromna sympatia do mieszkańców Italii. Nie zabrakło mu jednak odwagi na krytykę pewnych zachowań, zwłaszcza włoskiej polityki i protekcjonizmu. Dla mnie książka Włosi była przede wszystkim dowodem na to, że nie ma krajów idealnych i każda nacja zmaga się z własnymi demonami – nie ma więc sensu wiecznie narzekać na „Polaczków-cebulaczków”.

Moje ulubione fragmenty z książki Włosi (jest ich znacznie więcej, podaję trzy wybrane):

„Sir Winstonowi Churchillowi przypisuje się słowa: „Włosi przegrywają wojny tak, jakby to były mecze, a mecze tak, jakby to były wojny”.”

„[…] Powstrzymywało ich coś, co nazwał „amoralnym familizmem”: lojalność wobec najbliższej rodziny stawiali ponad moralność. […] Lojalność wobec rodziny wyparła lojalność dla jakiejkolwiek większej grupy – wsi, prowincji, regionu czy kraju.”

„Po kilku miesiącach lub latach spędzonych w tym kraju zaczyna się zauważać dziwną rzecz: ludzi niepełnosprawnych spotyka się tu w miejscach publicznych równie rzadko co rudowłosych. […] Ukrywanie osób dotkniętych kalectwem to jeden z wielu efektów przeogromnego wpływu Kościoła katolickiego na życie we Włoszech. Pomimo zdecydowanego odrzucenia niektórych idei, pokutujących od czasów średniowiecza, nadal subtelnie oddziałują one na społeczeństwo. Jedną z takich idei jest przekonanie, że deformacje fizyczne to kara boska.” Sic!

3. Twitter – sukces komunikacji w 140 znakach Eryk Mistewicz

Książka ta jest w mojej domowej biblioteczce już od pewnego czasu, ale ostatnio ze względu na pewne projekty zawodowe, postanowiłam w końcu poświęcić jej więcej uwagi. Liczyłam na znalezienie w niej wielu konkretów przydatnych dla marketingu w social mediach, a tymczasem Eryk Mistewicz raczej tłumaczy mechanizmy serwisu i zjawiska socjologiczne z nim związane aniżeli radzi, jak na Twitterze sprzedawać. Dlatego właśnie uważam tę lekturę za bardzo ciekawą i cenną, również z punktu widzenia regularnych użytkowników internetu, a nie wyłącznie osób związanych z marketingiem. Nie ukrywam, że „nie umiem w Twittera”, zresztą jak patrzę po swoich znajomych oraz wielu nawet czołowych blogerów czy ludzi internetu, przez wielu z nich Twitter jest zupełnie ignorowany. Po przeczytaniu książki Mistewicza dostrzegłam jednak więcej uroku w 140-znakowej komunikacji i rozumiem, skąd popularność Twittera w określonych kręgach społecznych (i nie mam tu na myśli tylko polityków – bo to dość krzywdzący stereotyp o tym serwisie, na Twitterze jest dużo więcej ciekawych osób niż sami politycy!). Nie pomogło mi to (jak dotąd) włączyć Twittera do mojej codziennej aktywności w social media, ale na pewno znacznie częściej do niego zaglądam.

Moje ulubione fragmenty z książki Twitter – sukces komunikacji w 140 znakach:

„Jaki świat w nowych mediach zaakceptujemy, taki będzie nam towarzyszył. Namawiam wszystkich do zachowania tych standardów, w jakich zostaliśmy wychowani.”

„Twitter jest syntezą świata.”

„Zdanie Sylvain Léauthier w Université Catholique w Lyonie: „Na Facebooku wymaga się, aby być pięknym – publikując tam swoje zdjęcia. Inaczej na Twitterze, tam ceni się mądrość, inteligencję – publikując swoje myśli”.”

4. Sztuka minimalizmu w codziennym życiu Dominique Loreau (nie polecam)

Przyznaję się bez bicia, że nie przebrnęłam przez tę książkę. W gruncie rzeczy zawdzięczam jej wiele, bo uświadomiła mi, że nie ma sensu czytać wszystkich dostępnych na rynku książek z hasłem „slow life” albo „minimalizm”, bo większość kręci się wokół tego samego, a ich odkrywanie to strata czasu. Zresztą ostatnio dość trafnie opisała ten problem Agata z Allspice Design. Po książce Loreau spodziewałam się raczej konkretów, a tymczasem pierwsze rozdziały to bardzo górnolotne przemyślenia na temat idei minimalizmu, które mogłabym podsumować krótkim zdaniem: „za głęboko”. Przewertowałam książkę i wydaje mi się, że w dalszych częściach jest już bardziej przyziemna, ale mimo to wróciła do biblioteki zanim postanowiłam dać jej drugą szansę. Kto wie, może kiedyś do niej wrócę, na razie postanowiłam skupić się na ciekawszych tytułach.

4 książki, które ostatnio przeczytałam

Książki, które planuję przeczytać do końca 2016 roku

1. Harry Potter i przeklęte dziecko J.K. Rowling, John Tiffany & Jack Thorne Liczę na przeżycia jak z czasów dzieciństwa, gdy jako 10 latka oczekiwałam sowy na 11 urodziny. Jestem bardzo ciekawa, co czeka mnie w tej książce!

2. Meryl Streep. Znowu ona! Michael Schulman Biografię Streep kupiłam po przeczytaniu wywiadu z aktorką, który to wywiad zainspirował mnie do napisania tego tekstu (bardzo ważnego dla mnie tekstu). Książka czeka na swój czas już kilka tygodni, pora w końcu wziąć się za lekturę!

3. Światło, którego nie widać Anthony Doerr Książka wypożyczona z biblioteki z sekcji „NOWOŚCI”. Skusiłam się na nią głównie dlatego, że to nówka sztuka nieśmigana i stwierdziłam, że fajnie być pierwszym czytelnikiem biblioteki, który ją odkryje 🙂 Później przeczytałam jej opis w internecie i okazuje się, że to prawdziwe arcydzieło, które nawet doczekało się Nagrody Pulitzera 2015.

4. Gdzie jesteś, Bernadette? Maria Semple Druga wypożyczona wczoraj pozycja z biblioteki. Pomyślałam, że skoro biorę się za lekturę trudnej powieści historycznej (patrz punkt 3.), warto dla równowagi wypożyczyć coś lżejszego. Znów zadziałała magia okładki – może nie jest to szczyt designu i nie oczarowała mnie tak, jak okładka Włochów, ale wyróżniała się wśród innych powieści na półce i postanowiłam dać jej szansę. Podobno przy czytaniu można boki zrywać – zobaczymy!

5. #Szefowa. Najseksowniejszy prezes świata Sophia Amuroso Nigdy wcześniej nie trafiłam na tę książkę, mimo że lubuję się w historiach kobiet sukcesu. Na #Szefową natknęłam się wczoraj w internecie – przeczytałam news, że słynna założycielka marki Nasty Gal (Amuroso) złożyła do sądu wniosek o upadłość, później zaczęłam szukać o niej więcej informacji i bach – trafiłam na Amazon i książkę jej autorstwa. Ponoć nie jest to autobiografia, a raczej luźnej formy dziennik z przemyśleniami. Ma bardzo różne opinie wśród czytelników, ale wszyscy zgadzają się co do jednego – daje niezłego kopa motywacyjnego. Dodaję ją więc do listy książek, które chcę przeczytać do końca roku. Mam tylko wątpliwość, czy czytać oryginał czy lepiej jednak polskie tłumaczenie. Ktoś z Was miał okazję poznać tę lekturę? Może mi coś poradzicie, która wersja lepsza?

***

Przede mną mocne zakończenie czytelniczego roku – jestem ciekawa, czy uda mi się przeczytać wszystkie wyżej wymienione książki. Przed rozpoczęciem 2017 planuję stworzyć obszerną listę lektur na cały następny rok i już powoli uzupełniam ten wykaz. Jeśli zatem czytaliście ostatnio coś ciekawego albo dopiero macie na oku wartą uwagi powieść, wpisujcie tytuły w komentarzach, będę bardzo zobowiązana. Muszę jakoś nadrobić te wszystkie lata nieczytania!