Jaki był mój 2016 rok?

Gdy dzisiaj zadaję sobie to pytanie, nie umiem udzielić na nie odpowiedzi. W głowie mam mętlik, na myśl przychodzi mi tak wiele momentów z minionych miesięcy, że trudno o jedno, krótkie podsumowanie.

Ale na szczęście są zdjęcia

Tradycyjnie już w ostatnich chwilach grudnia zaglądam do mojego archiwum i szukam tych wyjątkowych momentów roku. Nim otworzyłam pierwszy folder, nie potrafiłam określić, jaki był 2016 rok. Ale wystarczyło przejrzeć pierwszych kilka zdjęć, aby uświadomić sobie, że to był rok szczęścia. Nie jakiegoś wyolbrzymionego, przerysowanego, sztucznie napompowanego. Takiego zwykłego szczęścia, które jawi się pod wieloma postaciami – gorącego grzańca spożywanego w godzinach pracy, 3-dniowej podróży z okazji 25. urodzin albo małego człowieczka, który pojawił się w naszej rodzinie.

12 miesięcy szczęścia

I tak, niektóre z tych przykładów to naprawdę coś dużego i grzechem byłoby umniejszać ich znaczeniu. Raz od wielkiego dzwonu każdemu człowiekowi udaje się poczuć szczęście, ale najważniejsze to czuć je każdego dnia, chociaż przez kilka chwil, chociaż przez pół minuty, nawet sekundę. I gdy dzisiaj oglądam te zdjęcia, wracają do mnie wspomnienia mijającego 2016 roku, to czuję, że nie było w nim ani jednego dnia, kiedy nie poczułabym szczęścia. Zdarzały się doliny, zawody, nawet tragedie, ale mimo to w każdym z 366 dni przynajmniej przez krótki moment czułam się szczęśliwa.

A najlepiej pokazują to szczęście zdjęcia. Zwykłe, czasem zupełnie nieprzemyślane, innym razem nieco bardziej wyjątkowe. Chciałam wybrać z każdego miesiąca po jednej fotografii, która na swój sposób ukazuje moje szczęście. Ale zanim dotarłam do lutego, uświadomiłam sobie, że takich ujęć jest więcej.

I nie myślcie sobie, że chcę się pochwalić, jaka to ze mnie jest szczęściara

Wczoraj po raz setny oglądałam film Love Actually. Tak, ten świąteczny megahit. Uwielbiam historie jego bohaterów i chociaż znam je wszystkie na pamięć, znów złapałam się na tym, że siedziałam przed telewizorem i nie mogłam opanować uśmiechu. Moja twarz dosłownie promieniała, aż Luby patrzył na mnie pytająco „skąd to szczęście na Twojej twarzy?”. Ale to chyba tak działa, że gdy poznajemy losy innych ludzi, zupełnie zwyczajnych (no, może z pominięciem wątku premiera Wielkiej Brytanii), którzy przeżywają szczęście, to w jakiś magiczny sposób to szczęście udziela się i nam.

Dlatego publikując dzisiaj ten tekst chcę puścić w świat odrobinę szczęścia. Łapcie te kawałeczki i róbcie z nimi co chcecie. Mam nadzieję, że pozwoli Wam to odkryć swoje szczęście, to ukryte we wspomnieniach z 2016 roku, ale również to, które jest dopiero przed Wami. 2017 rok najprawdopodobniej nie będzie żadnym przełomowym, jedynym w swoim rodzaju. Może urodzą się nowi geniusze, może odejdą od nas inne osoby niż w minionym roku, ale poza tym wszystko będzie zwyczajne. Wszystko będzie jak zawsze, tylko z nieco innymi okolicznościami w tle. To od nas zależy, co z nim zrobimy, czy pozwolimy sobie na to proste, zwyczajne szczęście, czy nie.

STYCZEŃ

161230_styczen

Pamiętam, że panował siarczysty mróz, spacerowaliśmy warszawską starówką i nagle naszła nas ochota na barszcz z kołdunami. Weszliśmy do pierwszej w kolejności restauracji i… skończyło się na pysznym grzańcu. Świat kręcił się wokół jak w każdy inny dzień roboczy, a my siedzieliśmy przy restauracyjnym oknie, sączyliśmy gorący trunek i marzyliśmy, aby ta chwila trwała bez końca. I nie, nie mamy problemu alkoholowego 😉

LUTY

161230_luty

W lutym skończyła się moja przygoda z pracą na cudzy rachunek. Nie planowałam tego kompletnie, po prostu tak zadecydował los. Pamiętam, że po ostatnim dniu pracy wyszłam z biura i poszłam sama do pobliskiej knajpy. Zamówiłam najpyszniejsze ciasto z karty, gorącą czekoladę, usiadłam przy stoliku i kontynuowałam czytanie książki, którą miałam ze sobą. Byłam spokojna, nie bałam się tego, co będzie.

MARZEC

161230_marzec

W Wielką Sobotę do późnej nocy grałam z Lubym, Siostrą i Szwagrem w planszówki. Stół stał już nakryty na niedzielne przyjście gości, a my spędzaliśmy czas na wspólnej zabawie. Mama krzątała się w kuchni, Tata oglądał telewizję za naszymi plecami. Czułam się szczęśliwa, czułam się bezpieczna, czułam bliskość. Czułam się jak w Rodzinie.

KWIECIEŃ

161230_kwiecien3

To była niedziela. Pierwsza prawdziwie wiosenna niedziela. Odwiozłam Rodziców na samolot, wylatywali na weekendowy urlop. Wracając z lotniska zajechałam do kiosku, kupiłam sobie stertę dawno nieczytanych magazynów, wróciłam do domu, zaparzyłam herbatę i usiadłam przy biurku. Światło było tak ostre, że ledwo udało mi się cokolwiek przeczytać. Ogarnął mnie błogi spokój. Nic nadzwyczajnego, a jednak to niezwykle szczęśliwe wspomnienie.

161230_kwiecien2

161230_kwiecien

W kwietniu często porywaliśmy Bebka na wiosenne spacery. Przy okazji sami mieliśmy szansę, aby nadrobić zaległości w miejskiej beletrystyce. Dolne Miasto w Gdańsku jest przepiękne! Pamiętam, że chodząc tamtymi ulicami czułam się jak u siebie. Byłam szczęśliwa, że żyję w tym właśnie mieście i to już od 25 lat. Ani mi się śni się stąd wynieść.

MAJ

161230_maj3

161230_maj2

W maju skończyłam 25 lat. Wyjechaliśmy z Lubym na 3 dniową wycieczkę do Cinque Terre, po drodze zwiedzając Pizę i Sienę. To była chyba najpiękniejsza podróż mojego życia. Gdy dotarliśmy do piątego z miasteczek Cinque Terre, do Riomaggiore, kupiliśmy wino w sklepiku, pudełko truskawek i ruszyliśmy nad zatokę, aby oglądać zachód słońca. Nie zdążyliśmy na czas. Usiedliśmy na skałach i ani przez chwilę nie czułam złości, że ominęła nas okazja. Dawno nie czułam się tak szczęśliwa jak wtedy, na tych skałach, nad samym morzem. Trudno mi opisać emocje, jakie się we mnie gotowały. To chyba było to prawdziwe szczęście i na pewno nie było zwyczajne. To było coś niezwykłego.

CZERWIEC

161230_maj

W czerwcu po raz kolejny wyprawiliśmy z Lubym wspólną imprezę urodzinową. Drugi raz zaprosiliśmy naszych przyjaciół na ognisko za miastem. Pogoda dopisała, humory jeszcze bardziej. Doskonale się wtedy bawiłam i jeśli wierzyć opiniom przyjaciół, nie byłam w tym odosobniona.

LIPIEC

161230_lipiec2

161230_lipiec3

To był mój 7. Open’er. Co roku zastanawiam się, czy jest sens znowu wydawać tyle kasy na kilka koncertów i co roku kupuję bilet z dużym wyprzedzeniem. Bilet na przyszłoroczny festiwal kupiłam już we wrześniu, gdy nie znałam ani jednego planowanego wykonawcy. I chociaż często powątpiewam w sens tej imprezy (w końcu tyle ich za mną, ile można?), to z każdej edycji wracam mega zadowolona, szczęśliwa po prostu. Nie potrafię odmówić sobie tego uczucia.

161230_sierpien3

Ten dzień nie był ciepły, nie był słoneczny, nie był nawet bezdeszczowy, chociaż kalendarz wskazywał połowę lipca. Ale to był bardzo szczęśliwy dzień, bo widziałam i czułam, że i on jest szczęśliwy. Bebek. 12 letni pies, z którym spędziłam połowę swojego życia. Tak niewiele potrzeba, aby uszczęśliwić takie stworzenie. Ot, pusta plaża i nielimitowany dostęp do morza. Dawno nie widziałam go tak szczęśliwego, a wraz z nim cieszyłam się i ja.

161230_lipiec

Pod koniec lipca doczekaliśmy się odbioru mieszkanka po remoncie. Pamiętam, że pan majster ledwo zdążył wręczyć nam klucze i opuścić progi naszego lokum, a my już zwoziliśmy zewsząd wcześniej kupione meble. Nie mogliśmy doczekać się momentu składania i ustawiania mebli w pokojach. Do wczesnych godzin porannych montowaliśmy kolejne obiekty i patrzyliśmy, jak wypełnia się przestrzeń naszego pierwszego wspólnego mieszkania. To było czyste szczęście.

SIERPIEŃ

161230_sierpien2

Nie zwykłam chodzić na plażę, tym bardziej latem, w szczytowym momencie sezonu. A jednak oglądając zdjęcia ze spotkania z Tekstualną serce mi się raduje. Nie znamy się długo, ale też nie krótko (dokładnie to 2,5 roku), nie spotykamy się często, ale raz na 2-3 miesiące. I to wystarczy, aby pójść na randkę, pośmiać się, poopowiadać. Dużo nas łączy i pewnie tyle samo dzieli, ale gdy się widzimy, to wszystko nie ma znaczenia. Po prostu jesteśmy razem i spędzamy czas. To jest to przyjemne, zwyczajne szczęście.

161230_sierpien

Jeszcze nim oficjalnie wprowadziliśmy się do naszego mieszkanka, w pewne sierpniowe przedpołudnie zjedliśmy razem pierwsze wspólne śniadanie u siebie. Uwielbiam to wspomnienie. To było szczęście.

WRZESIEŃ

161230_wrzesien2

2 września wyszłam z domu i już nie wróciłam. Pierwszy weekend u nas przepłakałam, dlatego w drugi weekend września zapobiegawczo ukradłam Rodzicom Bebka, aby mieć przy sobie chociaż część rodzinnego domu. Chociaż pokoje są zupełnie inne, to Bebek był jak zwykle ten sam. I jak zwykle zajumał nam skarpetki, które nosił w paszczy i śpiewał.

161230_wrzesien

15 września do naszej Rodziny dołączył Kazik, mój siostrzeniec i chrześniak. Świat już nigdy nie będzie taki sam, wszystko się zmieniło. Chyba pierwszy raz w życiu doświadczyłam takiego zbiorowego, rodzinnego szczęścia. Wszyscy się cieszyli, bez wyjątku.

PAŹDZIERNIK

161230_pazdziernik

W mijającym roku jesień była piękna i długa. Chętnie korzystałam z pogody, dużo spacerowałam, jeździłam na rowerze. Towarzyszył mi oczywiście Bebek.

LISTOPAD

161230_listopad

W listopadzie zaczytywałam się w książkach. Poznałam, co to znaczy „cosy autumn” i każdą wolną chwilę spędzałam pod kocem na naszym szezlongu. Po trudnych początkach z mieszkaniem w nowym domu, poczułam się we właściwym miejscu, poczułam się bezpiecznie. Chyba dopiero wtedy zaczęło do mnie to wszystko docierać.

GRUDZIEŃ

161230_grudzien

Święta były wspaniałe, jak zawsze. Czułam to rodzinne szczęście, że jesteśmy razem. Brakowało jednej wyjątkowej osoby, ale pojawiła się inna wyjątkowa osoba. Taka kolej rzeczy. Jednak szczególnie szczęśliwa poczułam się w Wigilię, około 2:00 nad ranem. Do późnej nocy piekłam pierniczki, ciasta, pakowałam prezenty. Gdy wstałam stołu i obejrzałam się za siebie, zobaczyłam najpiękniejszy bałagan świata. Nasz pierwszy przedświąteczny rozgardiasz. U nas w domu. 

***

Z całego serca życzę Wam jak najwięcej szczęścia, tego niezwykłego i tego zwyczajnego.

(Visited 1 159 time, 1 visit today)