Praca w domu jest czymś, co wiele osób postrzega jako niekończącą się sielankę, spanie do oporu, drinki z palemką, zawsze świeżo pomalowane paznokcie i mnóstwo czasu na oglądanie seriali i przeglądanie czasopism (takie pojęcie o home office ma na przykład mój Luby). W rzeczywistości jest to trudniejsza sprawa i wymaga sporej ilości czasu, aby nauczyć się realizować stawiane sobie cele i nie tracić przy tym stabilności emocjonalnej. Chociaż z krótkimi przerwami wypełniam obowiązki zawodowe w trybie home office już ponad rok, to nadal nie jestem w tej dziedzinie mistrzynią i daleka droga przede mną. Ale widzę pewne postępy i dzisiaj chcę się podzielić z Wami moimi doświadczeniami, tak abyście na końcu tekstu mieli chociaż zarys odpowiedzi na pytanie:

Jak pracować w domu i nie zwariować?

1. Wbij sobie do głowy: że nie wychodząc z domu też można pracować!

Każda terapia ma swój pierwszy krok, który polega na uświadomieniu sobie pewnej prawdy. W przypadku uczenia się home office, pierwszym krokiem jest zrozumienie jego istoty: to, że nie ruszasz się z domu, nie oznacza, że nie pracujesz. Wpojenie sobie tego banału zajęło mi ponad rok. Naprawdę! Mimo, że mój staż zawodowy nie sięga nawet 10 lat, to wcześniej wykonywane prace nauczyły mnie, że podstawowym warunkiem pracowania jest opuszczenie miejsca zamieszkania. Na dodatek fakt, iż wszyscy z mojego otoczenia pracują poza domem, nie ułatwiał mi sprawy. I co, nagle mam uwierzyć, że siedząc w piżamie we własnym pokoju mogę realizować jakieś obowiązki firmowe? A no właśnie mogę! Dzień, w którym w końcu wbiłam sobie do głowy, że przekroczenie progu domu nie jest warunkiem koniecznym do pracowania, był pierwszym dniem, kiedy zaczęłam lubić home office.

2. Wypracuj sobie swój tryb

Innym ważnym etapem jest wypracowanie sobie swojego trybu dnia. Będąc na etacie, godziny wykonywania obowiązków są Ci zazwyczaj narzucone i to Ty musisz się do nich dostosować, ale będąc freelancerem to godziny muszą dostosować się do Ciebie. Nie ciesz się jednak na zapas, gdyż jest to bardzo trudne, a ustalenie swojego trybu dnia to proces ciągły(w moim przypadku trwa ponad rok i końca nie widać). Trzeba doskonale poznać swoje potrzeby i nawyki, a nawet naturalny system pracy naszego organizmu. Przykład? Ludzie o naturze sowy będą bardzo efektywni pracując w nocy, a skowronki wstaną skoro świt i szybko zabiorą się do roboty. Te wszystkie czynniki mają wpływ na to, jak planować swój dzień pracy. Z każdym tygodniem będzie Ci to szło lepiej, aż kiedyś uda Ci się doprowadzić swój harmonogram do ładu i odtąd działać tak sprawnie i skutecznie, że zawstydzisz Szwajcarów i ich legendarne zegarki.

Jak pracować w domu i nie zwariować?3. Rób sobie przerwy

Kolejna sprawa, której nauka przyszła mi z trudem – pozwolenie sobie na przerwy. Jak to, nie dość, że siedzę w piżamie do 13:00, nie wychyliłam nosa z domu, to jeszcze mam sobie zrobić przerwę?! No właśnie masz! Ustaliliśmy już, że w domu, tak jak w biurze, również wykonujesz swoje obowiązki, więc przerwa należy Ci się jak psu micha. Dobrze jest też wstawać sprzed komputera, przejść się do innego pokoju, zaparzyć herbatę w kuchni, usiąść z książką przy stole. Wszystko, żeby na chwilę oderwać się od monitora. Będąc w biurze tę funkcję pełniłyby krótkie pogawędki ze współpracownikami, w domu jesteś tylko Ty i należy dbać o jakość tego towarzystwa.

4. Zorganizuj sobie kąt do pracy

Dla mnie to szalenie istotna sprawa – muszę mieć swoją przestrzeń, a w niej biurko, lampkę, wygodne krzesło. Ważne jest też coś, na czym mogę zawiesić oko w chwilach, gdy poszukuję pomysłów i w mojej głowie wszystkie trybiki rozkręcają się do czerwoności (obecnie tę rolę pełni u mnie widok z okna). W naszym mieszkanku, na szczęście, mamy osobny pokój do pracy i stale urządzam go na nowo, tak aby miejsce to sprzyjało kreatywnej, przyjemnej pracy.

Czytaj także: Urządzamy domowe biuro dla dwojga (część 1.)

5. Pracuj w innym pokoju niż ten, w którym śpisz

Jeśli masz taką możliwość, swoje miejsce pracy zorganizuj w innym pomieszczeniu niż sypialnia. Jeśli mieszkasz w kawalerce, przenieś się w inny kąt, siedź plecami do łóżka. Nie powinno się wiązać pracy z intymnym miejscem, jakim jest pokój do spania. Nie, nie chodzi tu o jakieś pikantne skojarzenia, a o zasadę, że sypialnia to spokój, odpoczynek, dom, bezpieczeństwo, a kąt do pracy ma się wiązać… z pracą. Nigdy nie pracuję leżąc w łóżku, bo to zaburza ten podział i sprawia, że dosłownie wnoszę pracę do swojej strefy prywatnej. Gdy mieszkałam z rodzicami i całe swoje życie wiązałam z jednym pokojem (moim pokojem), starałam się jak najczęściej z niego wychodzić i pracować na tarasie albo przy stole jadalnianym. Wszystko, byle tylko oddzielić strefę pracy od strefy prywatnej, w której spałam lub relaksowałam się. Moim zdaniem to niezwykle istotna podstawa zdrowego home office. Ale może się mylę?

6. Na koniec dnia nie wyrzucaj sobie „Boże, znowu niczego dzisiaj nie zrobiłam”

Ten problem nie dotyczy tylko pracy w domu, ale ogólnie branży kreatywnej, gdzie 80% czasu spędza się na obmyślaniu strategii, szukaniu inspiracji czy planowaniu. Po skończonym dniu nie otrzymuje się gotowego produktu w sensie fizycznym, ewentualnie jest to kilka plików tekstowych albo grafik. I o ile chodząc codziennie do pracy do agencji reklamowej człowiek szybko przywyka do braku fizycznych rezultatów swoich wysiłków, to w przypadku pracy w domu to poczucie bardzo się nasila i często sprawia, że naprawdę zaczynamy powątpiewać w sens swoich starań. Mimo, że w domowym biurze robię dokładnie to, co robiłam siedząc w siedzibie firmy, to i tak często kończę dzień z myślą „Boże, znowu niczego dzisiaj nie zrobiłam”. Nie pomaga to zmotywować się do wstania z łóżka następnego dnia. Na szczęście zrozumiałam swój błąd i obecnie walczę sama ze sobą, aby nie dopuszczać takich myśli do głosu. Pomaga.

7. Rób sobie bardzo szczegółowe listy zadań

Odnajduję ogromną frajdę w codziennym sporządzaniu planów na dany dzień. Staram się rozkładać każdą czynność na części pierwsze i na liście „TO DO” umieszczam nawet najdrobniejsze sprawy. Odhaczanie kolejnych sfinalizowanych tasków daje mi dużego motywacyjnego kopa i dlatego staram się, aby zadań było dużo, ale aby były jak najmniej złożone. W ten sposób okazji do skreśleń jest dużo, a każda podkręca mój zapał i zwiększa produktywność. Polecam ten sposób!

8. Staraj się robić zadania od początku do końca i nie rozpraszaj swojej uwagi

Taka mądralińska jestem, prawda? Łatwiej powiedzieć niż to zrobić – wiem o tym doskonale, bo sama codziennie topię w czeluściach internetu i Facebooka długie, długie godziny. Ale wszystkie wcześniejsze punkty tego tekstu (zwłaszcza punkt 7.) mają pomóc Ci w pełnym skupieniu podczas pracy w trybie home office. Trzeba samemu narzucić sobie dyscyplinę, bo nikt inny za Ciebie tego nie zrobi. Rozłożenie wszystkich dużych zadań na malutkie sprzyja realizacji tego punktu, bo zamiast przebiegać od razu maraton, lepiej jest zrobić kilka sprintów. W ten sposób łatwiej przyjdzie Ci realizować zadania.

Jak pracować w domu i nie zwariować?

9. Najgorsze, co możesz zrobić, to policzyć godziny do końca pracy

Nie znoszę tego robić, a mimo to nadal mi się to zdarza. Na przykład: w czwartki od 18:00 zawsze jestem na zajęciach fitness, więc mam ograniczony czas pracy. Gdy rano zasiadam przed komputerem, często liczę sobie, ile godzin zostało mi do wyjścia z domu i w ten sposób z góry spisuję ten dzień na straty. Od tego momentu będę wciąż spoglądać na zegarek i w myślach obliczać, ile mam czasu na dokończenie zaplanowanych zadań. Bardzo poważny błąd! Nigdy nie postępuj w ten sposób, po prostu rób swoje i nie przejmuj się czasem. Zawsze możesz to dokończyć po powrocie z siłowni, prawda?

10. Jak pracować w domu i nie zwariować? To proste: w weekendy uciekaj z domu

Z dumą mogę wyznać, że od początku roku przepracowałam tylko jeden weekend i był to weekend delegacji do Kolonii. Wszystkie pozostałe dni wolne spędzałam z dala od komputera, a nawet jeśli zdarzyło mi się sięgnąć po laptopa, zawsze miało to na celu relaks i odpoczynek. Cudowne uczucie usiąść w poniedziałek rano do pracy i mieć to poczucie, że oto skończył się weekend i pora wracać do roboty. To przyzwyczajenie, które pozostało mi po pracy na etacie i z którego nie chcę rezygnować nawet w home office.

Czytaj także: Photo diary: smaczki z IMM Cologne 2017

***

Tak jak wspomniałam na początku, nauka pracy w trybie home office to proces ciągły. Nie wiem, czy kiedykolwiek będę mogła powiedzieć, że oto potrafię w końcu pracować w domu. Myślę, że poza wszystkimi wskazówkami, jakimi się podzieliłam, szalenie istotne są pewne indywidualne predyspozycje. Nigdy nie stroniłam od lekcji i uczenia się, a przecież praca to taka kontynuacja szkoły. Dlatego też nigdy nie miałam większych problemów ze zmotywowaniem się do wykonania swoich obowiązków wynikających z zawodu. Bez tego byłoby mi trudniej, ale czy ta cecha jest konieczna do skutecznego home office? Być może wcale nie.

(Visited 655 time, 1 visit today)