To jest tekst pisany pod wpływem silnego wzburzenia. Złota zasada mówi: „Piłeś – nie pisz” i to samo chyba powinno się tyczyć tekstów. „Wzburzyłeś się – nie pisz”. Silne emocje nie służą obiektywizmowi, ale z drugiej strony czy ktoś kiedyś widział obiektywnego blogera? BA, czy ktoś kiedyś widział obiektywnego CZŁOWIEKA?

No właśnie. A zatem, kontynuując… Jestem wkurzona!

Zapytacie – CO SIĘ STAŁO? A ja odpowiem – to się nie stało, to się cały czas DZIEJE i końca nie widać. I to mnie tak bardzo wkurza.

Jestem wkurzona, ponieważ kobiety zostały wmanipulowane w świat botoksu, sztucznych cycków i napompowanych, monstrualnych pośladków. I wkurza mnie to, że te, które się poddały bez walki tym chorym trendom, wciągają w to następne ofiary. To jakiś chory sen, nie wierzę, że to się dzieje naprawdę!!!

Nie wierzę, że dwudziesto-paroletnia ładna dziewczyna z własnej, nieprzymuszonej, NIEZMANIPULOWANEJ (sic!) woli marzy o tym, aby zamienić swoją śliczną, naturalną twarz w sztywną, pozbawioną emocji i wyrazu facjatę. No po prostu nie wierzę! Ale jeśli codziennie jest faszerowana zdjęciami takich facjat patrzących na nią z czołówek gazet, seriali, programów telewizyjnych, ekranów w kinach, wybiegów mody, to jak ma pozostać obojętna? Jak ma oprzeć się myśli: „hej, skoro moje ulubione aktorki, modelki i artystki zrobiły sobie botoks, to czemu ja mam go sobie nie zrobić?”.

Ale to wcale nie te aktorki, modelki i artystki są tutaj źródłem całego zła

Ostatnio usłyszałam zdanie, które wyjaśniło wiele moich zagwozdek związanych z urodą kobiet i ich niekończącą się listą kompleksów: ktoś ma świetny interes w tym, aby panie nie potrafiły się wyleczyć ze swoich „słabości”. Użyłam cudzysłowiu, bo to nie są prawdziwe słabości, zostały kobietom wmówione, wykreowane przez reklamy, telewizję, gazety, osoby publiczne. Swoją drogą, myślicie, że te wszystkie znane celebrytki robią sobie te operacje ot, tak sobie? Większość, jeśli nie wszystkie z nich, stają się żywą reklamą znanych klinik medycyny estetycznej. I dostają za to hajs. I to bardzo dobry hajs. Można by je winić za takie podejście do sprawy, bo przecież są idolkami kobiet na całym świecie i powinny wykazać się większą odpowiedzialnością, ale z drugiej strony one też są tylko ofiarami. Przecież poza milionami na koncie wcale się nie różnią od zwykłych kobiet. One też zostały zmanipulowane, czują brzydkie i też szukają rozwiązania dla swoich problemów. One także padły ofiarami wielkiego biznesu, a skoro ten biznes uśmiecha się do nich szeroko i podsuwa wspaniałe rozwiązania, to czemu by nie skorzystać?

Wyścig

Przykro jest patrzeć na to, co dzieje się ze współcześnie żyjącymi kobietami. Wmanipulowano w nas w ten tragiczny wyścig i ktoś z boku patrzy, jak jedna drugą stara prześcignąć. Być jeszcze ładniejsza, z jeszcze większym tyłkiem, jeszcze bardziej napompowanymi ustami. Zauważyłyście pewnie, że wszystkie aktorki upodabniają się do siebie? Każda zastosowana u nich strzykawka botoksu pozbawia ich twarzy unikalnych cech i sprawia, że indywidualna uroda zlewa się w byle jaką całość. Nie jestem w stanie pojąć, dlaczego to sobie robimy.

A już najbardziej przeraża mnie to, że ten proceder dotyczy coraz młodszych osób. Kiedyś urodę poprawiały głównie starsze kobiety (one również nie mają lekkiego życia w pościgu za młodością, a przecież można się pięknie i naturalnie zestarzeć!). Teraz robią to 30-, a nawet 20-parolatki. Byłam załamana, gdy kilka lat temu oglądałam zdjęcia napompowanej Małgorzaty Sochy. Przepiękna (!!!), młoda kobieta robi sobie coś takiego – w imię czego? W imię bycia ładniejszą? Ładniejszą według kogo? Czy gdyby wyłączyć wszystkie teleodbiorniki, internet i wstrzymać druk gazet, taka Socha pomyślałaby któregoś dnia „hej, chyba nastrzyknę sobie twarz botoksem, będzie super!”. No w życiu!

Dziewczyny z sąsiedztwa

Równie niebezpieczne stają się blogerki. Z założenia są to takie „dziewczyny z sąsiedztwa”, z którymi utożsamia się wiele kobiet, w tym bardzo młode dziewczynki. Topowe blogerki modowe są obserwowane przez uczennice podstawówek i gimnazjów. Tymczasem to, co zrobiła sobie z twarzą jedna z takich fashionistek trudno jest mi zrozumieć. Śliczna, młoda dziewczyna gdzieś zniknęła, pozostało po niej tylko mgliste wspomnienie (wyjaśnienie: emocje towarzyszące mi podczas pisania tego tekstu wynikają właśnie z tego konkretnego przypadku, bo trafiłam na jej profil na Instagramie).

To wszystko wynika z manipulacji biznesu, manipulacji zakrojonej na tak wielką skalę, że  przerasta nasze wszelkie wyobrażenia. Nie wiadomo do końca, kto za tym stoi, ale jedno jest pewne – ten ktoś krocie na tym zarabia. I pewnie przeciera oczy ze zdumienia, że poddajemy się tym absurdom bez walki.

Najgroźniejszy narkotyk

Lista sztucznych twarzy wydłuża się z roku na rok, z miesiąca na miesiąc. Sztywne od botoksu lica coraz częściej widujemy na ulicach. Efekty są fatalne, ponieważ rynek medycyny estetycznej rozrasta się w niekontrolowanym tempie i te biedne, zmanipulowane, młode dziewczyny trafiają do amatorów, którzy nie mają pojęcia o swoim fachu. A może mają, tylko nie muszą się przykładać, bo i tak nie brakuje klientek, więc robią wszystko po łebkach. Tym gorzej dla kobiet… Wychodzą z zabiegów zmasakrowane, z monstrualnymi ustami albo nieproporcjonalnie wystającymi policzkami. I zostają z tym, święcie przekonane, że w końcu są ładne. Ale za rok, może pół roku, dochodzą do wniosku, że efekt jest niezadowalający. Chyba zwróciłyście uwagę na to, że znane artystki czy celebrytki rzadko kiedy poprzestają na jednej poprawce wyglądu? Medycyna estetyczna staje się najgroźniejszym narkotykiem naszych czasów. Najgroźniejszym, bo niszczącym kobiety. Od środka i od zewnątrz. A co świat pocznie bez kobiet? Zginie marnie.
Jestem wkurzona! O biznesie i botoksie
Czy bez podpisu ktokolwiek rozpoznałby kobietę z okładki HOT moda? Zgroza! Dla porównania – w tle naturalna i PIĘKNA, a przede wszystkim PRAWDZIWA Meryl Streep.

Pewnie zaraz ktoś krzyknie „Skoro jesteś taka mądra…

…to przestań się malować!”. Ja jednak uważam, że to są dwie odrębne sprawy. Owszem, wynikają z tej samej kobiecej potrzeby – z potrzeby czucia się piękną i to nie tylko dla siebie (nie czarujmy się, również dla mężczyzn i otoczenia). Ale makijaż nie zabija naturalnego piękna (ważne: dobrze dobrany makijaż, wiadomo), on potrafi je doskonale podkreślić. Natomiast botoks czy wypełniacze zabijają naturalny urok, pozbawiają twarz wszystkiego, co w niej najcenniejsze – indywidualizmu. Nieodwracalnie traci się wyjątkowy, jedyny w swoim rodzaju charakter.

Głos rozsądku 

Ten tekst nie ma być wielką krytyką kobiet, które poddają się zabiegom medycyny estetycznej. Ten tekst, bardzo bym tego chciała, ma być głosem rozsądku. Doskonale wiem, że w życiu nic nie jest czarne ani białe, wszystko jest szare i dlatego nie twierdzę, że każda kobieta z nastrzykniętą twarzą jest zła to szpiku kości. Być może nawet niektóre z nich są w 100% pewne swoich decyzji, chociaż śmiem w to wątpić. Życzyłabym zatem sobie i nam wszystkim, drogie panie, abyśmy z większą świadomością podchodziły do sprawy naszej urody. Abyśmy uodporniły się na manipulacje mediów i wielkiej biznesowej machiny. Wiem, że to niełatwe, ale spróbujmy. Pokażmy środkowy palec tym, którzy za tym stoją. Zróbmy im na złość i bądźmy szczęśliwe z naszymi naturalnymi ustami, niezależnie od ich wielkości (wąskie też są piękne!!!). Cel jest szczytny: nie dać się zwariować, więc chyba warto podjąć tę rękawicę, prawda? I jak mantrę musimy sobie powtarzać: „Wyluzuj, wszystko będzie dobrze”.

Będzie dobrze, ale tylko wtedy, jeśli podejmiemy jakąś akcję. No więc zróbmy coś, no!

  • Dominika

    To, że ten szał na bycie idealną pięknością dotyczy dorosłych kobiet, to jeszcze nic. Mam okazję obserwować moją 11-letnią kuzynkę i to, jak z roku na rok, zmieniają się jej priorytety. Wiadomo, wchodzi w wiek nastoletni, zaczyna w inny sposób postrzegać swoje ciało i rodzącą się w nim kobiecość, zaczyna się interesować płcią przeciwną. Ale gdy porównuję ją z moimi doświadczeniami sprzed 10 lat to widzę różnice. Jak na razie tylko w fascynacji modowymi youtuberkami (jej ulubiona zabawa to ich naśladowanie przed lustrem) i kokieteryjnymi zdjęciami, które jak na razie ustawia tylko w awatarze komunikatora. Z takich pełnych energii, nieskrępowanych, naturalnych i uśmiechniętych dziewczynek, coraz częściek wyrastają 13/14-latki wbite w obcisłe jeansy i krótkie topiki lale. W makijażu jakiego ja do dziś nie jestem sobie w stanie zrobić (brak wprawy) i ze sztucznym wyrazem twarzy. Bije od nich taka wyższość – bo są świetnie ubrane i wyglądają sexy. Wystarczy przejść się po centrum handlowym, żeby w oczy rzuciły się tak wyglądające gimnazjalistki. Efekt kolorowych pism i „wartości” promowanych w sieci?

    • Masz rację z tymi centrami handlowymi, też to zauważyłam!!! Młode, energiczne dziewczyny, a przyjmują wyraz twarzy pt. „bitch face” i patrzą z taką wyższością na cały świat. Żal mi ich również, bo za tym sztucznym grymasem kryje się tylko zagubiona dziewczyna, która nie wie jeszcze, kim jest, czym jest jej ciało, i z możliwych postaw wybiera chyba najgorszą, czyli dodawanie sobie lat, byle tylko wyglądać na starszą i bardziej sexy. Zauważmy, że dziewczyny od najmłodszych lat pretendują do bycia sexy!!! To jest dramat! Ja w gimnazjum w ogóle się nie malowałam, pierwszy raz rzęsy pomalowałam sobie na przedstawienie w III kl. gim. i potem przez tydzień nie wiedziałam, jak to zmyć!!! A takie malowanie malowanie to dopiero liceum i w gruncie rzeczy tylko dlatego, że zmagałam się z trądzikiem :/ Ma-sa-kra…

  • Aleksandra Stańczyk

    Całkowicie się z Tobą zgadzam, Haniu 🙁 mnie już osobiście przeraża, jak młode dziewczyny w moim liceum malują się tak mocno, że po prostu tworzą sobie nową twarz. Jeden z nauczycieli był lekko zniesmaczony, bo jak sam mówił ,,Ładne, naturalne dziewczyny zniknęły za sztywnymi maskami tapety. Niektórych z nich sam nie mogłem rozpoznać.”
    Straszne.

    Dobry makijaż powinien maskować niedoskonałości i podkreślać atuty, jednocześnie sprawiając, że inni zachwalają nasz zdrowy i witalny wygląd, a nie.. ładny makijaż. Tworzenie sobie nowej twarzy nie ma żadnego sensu – i tak w końcu dojdzie do sytuacji, gdy inni zauważą nas takie, jakie jesteśmy. Należy jedynie zacząć dbać o siebie – i to bynajmniej nie w taki sposób, jak botoks czy zastrzyki.

    Nie pamiętam już niestety, u kogo to przeczytałam, ale za to zapamiętałam doskonale – ,,Gdy w innym mieście ludzie widzą, że większość chodzi do jednego fryzjera/dentysty, to w Los Angeles wszyscy wiedzą, kto do jakiego chirurga chodzi.” Smutne. Co to za różnica, zasłanianie się chustą czy grubą warstwą sztucznego silikonu, który jest a)niezdrowy, b)sztuczny c)sztuczny….

    Smutny to temat, ale trzeba też obserwować, co się dzieje wokół nas. Przeraża mnie, jak wiele atrakcyjnych, choć nieco zaniedbanych kobiet poważnie myśli o tego typu zabiegach.

    • Masz rację, to jest straszne i smutne jednocześnie. Tak jak pisałam, nawet trudno winić same kobiety, bo to nie jest coś co same wymyśliłyśmy, tylko coś co zostało nam skutecznie sprzedane, wciśnięte siłą manipulacji. Chociaż jak czasem patrzę na te dwudziestolatki po botoksie to krew mnie zalewa i mam ochotę wykrzyczeć im że COŚ TY ZE SOBĄ ZROBIŁA?!

      I jak wspominasz nastolatki, one też nie są do końca winne. Przecież to jeszcze młode dziewczyny, są jeszcze bardziej podatne na wpływ otoczenia niż kobiety starsze… Współczuję im, w życiu nie chciałabym dorastać w dzisiejszych czasach, a i moje nie były najlżejsze. Ale wtedy chociaż nie było mediów społecznościowych takich jak dzisiaj i ta presja na bycie piękną, szczupłą i sztuczną jednocześnie była znacznie mniejsza… Okropne, co muszą czuć matki takich dziewczyn, chcące pomóc córce, ale z drugiej strony nie wiedzą pewnie, jak do niej przemówić, jak przekonać, że jest piękna bez tej sztuczności…

      Dziękuję Ci za komentarz i udział w dyskusji, to ważny głos!

  • Mądrze powiedziane i też uważam że makijaż nie psuje naturalnego piękna ale je podkreśla. Niestety, nic na to nie poradzimy. Młodość, bogactwo i sława te czy atrybuty są nieodłączną cechą celebrytów. Zabraknie jednego, przestają istnieć. Dlatego się cieszę, że nie jestem celebrytką i mogę się zestarzeć spokojnie.
    Swoją drogą, dziwie się że młode dziewczyny decydują się na botoks. Po jaką cholerę ? Skoro już, są inne metody medycyny estetycznej dające podobne rezultaty i nie czyniącego przy tym z człowieka sztucznej lali.
    Nie wyobrażam sobie pod jaką presją, żyją współczesne gwiazdy by co rusz gonić się odmładzać. To musi być straszne, nie zazdroszczę im tego.

  • Pozostaje nie brać udziału w tym chorym wyścigu i uświadamiać w przyszłości nasze córki, że to indywidualność i naturalność jest sexy. O ile taka moda będzie się wciąż utrzymywać.
    Nie znam osobiście nikogo kto poddałby się takim zabiegom więc może (wykluczając świat celebrytów i blogerek) nie jest aż tak źle. Zauważyłam nawet, że wiele kobiet w moim otoczeniu ogranicza się do lekkiego makijażu lub rezygnuje z niego wcale.

    • Wiesz co, niby wśród moich najbliższych znajomych nie ma takiego trendu, ale wystarczy przejść się na przykład na siłownię… Wiem, że kobiety, które się tam widuje, to dość osobliwy przypadek, ale kiedyś pozwalały sobie tylko na solarium i hennę, a teraz wszędzie widzę kacze dzioby. I to tak kacze, że słowo „kacze” nie oddaje w pełni ich kaczyzmu. Kiedyś tak nie było…

      • też strasznie mi się nie podobają napompowane usta, a to jest chyba trend promowany przez część blogerek:D
        może to zależy od siłowni, u mnie widuję normalne zadbane kobiety, chociaż z drugiej strony może też nie zauważam bo niespecjalnie się przyglądam
        za to często w galeriach handlowych rzuca mi się w oczy makijaż – maska oparty na konturowaniu, może na zdjęciach coś takiego wygląda dobrze, ale w rzeczywistości poraża sztucznością

        • Tak, galerie handlowe to dobre miejsce do tego typu obserwacji 😉 Co do konturowania, będąc młodą studentką wciąć poszukującą własnego JA probowałam zabawy w konturowanie i porzuciłam ją po tygodniu… Ile to czasu zajmuje, masakra!!! Szkoda życia na takie bzdety! Chciałabym zrezygnować z makijażu, niestety problemy z cerą mi to trochę utrudniają, ale marzy mi się kiedyś wychodzić z domu ot, tak. Naprawdę długo tak robiłam, moje koleżanki już dawno się malowały, a ja nie, bo w ogóle tego nie potrzebowałam…

          • problemy z cerą na pewno kiedyś miną, może to kwestia odżywiania?
            mi kiedyś rzadko zdarzało się wychodzić z domu bez umalowanych rzęs, teraz rzadko zdarza mi się je malować, a jeśli moja cera ma gorszy dzień używam kremu bb – genialny wynalazek:) grunt to wszystko z umiarem i na miarę rzeczywistych potrzeb

  • Ja jestem przerażona sztucznością dziewczyn w moim wieku. Mam 24 lata, a moje rówieśniczki mają sztuczne rzęsy, sztuczne włosy, sztuczne paznokcie, zrobione usta, dorysowane brwi… Kiedyś każda kobieta była inna, każda z nas miała inną urodę, teraz wszystkie są identyczne, stosują identyczne zabiegi, identycznie kontrurują twarz, identycznie pozują, uśmiechają się. Wszystkie chcą być wyjątkowe, a wszystkie są dokładnie takie same. Smutne.

    • Dokładnie! Smutno na to patrzeć, po prostu.

  • Aleksandra

    Trafiłam na ten post parę dni po tym jak dyskutowałam z mamą jak to wiele naszych rodzimych prezenterek i aktorek ma wypukłe poliki i usta. Nie wiem tylko czy one teraz nadal zaprzeczają, czy już otwarcie mówią o botoksie – za mało plotkarskich stron i pism czytam:) Osobiście mnie ta tendencja tak jak Ciebie przeraża, szczególnie wśród coraz młodszych kobiet i to, że chcą wyglądać jakby były po prostu w pewnych miejscach napompowane – naprawdę to jest lepsze od zmarszczek?

    • Przeglądając gazety typu VIVA czy GALA mam wrażenie, że oglądam wciąż jedną i tą samą twarz, a to po prostu atak klonów… Każda taka sama, jeśli któraś się wyróżnia, to tylko naturalnością. Lub, co gorsza, źle zrobionym zabiegiem. Spójrzmy na Joannę Racewicz… Biedna kobieta.

      • Aleksandra

        Właśnie od Joanny Racewicz zaczęły się moje rozmyślania:) Martwi to, że jakimiś dziwnymi standardami w telewizji stały się takie zabiegi oraz Ci osoby (bo chyba to nie muszą być lekarze), którzy takie krzywdy potrafią ludziom robić.