Mam to (nie)szczęście, że dość często na swojej drodze spotykam zdolnych ludzi. Grafików, architektów, projektantów, tancerzy, wokalistki, rzeźbiarzy… Gdy opowiadają mi o swoich pasjach, w ich oczach pojawia się takie światełko jakie Piotr Korzecki zawsze dostrzegał w oczach Magdy M (chociaż ja się długo przyglądałam i nigdy ich tam nie zauważyłam). Słucham ich opowieści, a głowie przewija mi się tylko jedna myśl, która zawsze znajduje ujście na zewnątrz i w końcu wypowiadam ją na głos: nie lubię zdolnych ludzi.

Kulka z celulozy

Ilekroć ktoś utalentowany opowiada mi o swojej pasji, zwijam się w sobie w środku jak kartka papieru ściskana w dłoni. Coraz bardziej, coraz bardziej, aż w końcu zostaje ze mnie tylko zmiętolona, nieciekawa kulka celulozy. Zawstydzają mnie ich talenty, bo sama nie zostałam obdarzona ani umiejętnością rysowania ani malowania ani śpiewania (zwłaszcza śpiewania, niestety!). Najzwyczajniej w świecie zazdroszczę, że potrafią zaprojektować mebel, stworzyć kompletną identyfikację wizualną albo totalnie odmienić czyjeś mieszkanie.

I tak, mówię im wtedy na głos: „nie lubię zdolnych ludzi”. To prawda, ja ich bardzo nie lubię, ale jednocześnie nie potrafiłabym się bez nich obejść. Ich opowieści są dla mnie jak paliwo, napędzają i nakręcają do działania. Inspirują. Czarują. Bawią. Uwielbiam ich słuchać i skrycie liczę na to, że każda ich anegdota wzbogaci mnie i może kiedyś ja, nawet bez specjalnych uzdolnień, poradzę sobie z podobnymi wyzwaniami.

Nie ma gorszych i lepszych talentów

W takich sytuacjach myślę też o swoich talentach. Chociaż zdolni ludzie wprawiają mnie w zawstydzenie, to żyję w przekonaniu, że każdy ma jakiś talent, jakieś unikalne zdolności. Wierzę, że w tym względzie świat jest sprawiedliwy. I chociaż zazdroszczę pewnych umiejętności znajomym, to staram się trzymać wersji, że nie ma gorszych i lepszych talentów. Jak już to są tylko te bardziej i te mniej spektakularne. Rzeźba pokazywana na wielkim wernisażu na pewno jest bardziej spektakularna niż tekst napisany w Wordzie, ale oba te owoce twórczego życia są tak samo dobre i tak samo ważne. Bo powstały z czyjejś pasji i ktoś wyraża nimi siebie. Nie może tu być mowy o jakiejkolwiek gradacji.

Pasożyt

Czasem śmieję się w duchu, że jestem trochę jak pasożyt, bo czerpię z innych twórczą energię. Znajduję sobie najbardziej utalentowanych i proszę ich, aby podzielili się ze mną swoją pasją i historią z nią związaną. Ale potem przyglądam się im i widzę, że sprawia im to równie wielką przyjemność co mnie. Z talentami i pasjami jest tak jak z przysłowiowym szczęściem – że mnożą się, gdy się nimi dzielimy. I chociaż świat moich talentów jest totalnie różny od talentów tej drugiej osoby, to w jakiś magiczny sposób te światy potrafią się przenikać i wynikają z tego nowe, absolutnie fantastyczne rzeczy.

A zatem mimo, że nie lubię zdolnych ludzi…

…to szukam ich w swoim życiu. Może w pierwszej chwili zazdroszczę im talentu i może faktycznie staję się tą nieciekawą kulką celulozy, ale już po chwili kartka papieru rozwija się do swojej pierwotnej postaci. Staje się płótnem, które dzięki pasji i talentom innym jestem w stanie wykorzystać w nowy, zupełnie nieznany mi dotąd sposób.

(Visited 1 131 time, 1 visit today)