Czas jest ulubionym tematem dorosłym. Gdy jesteśmy młodzi, dziadkowie, rodzice, a nawet starsze rodzeństwo – wszyscy zanudzają nas truizmami o tym, jak szybko mija czas i jak bardzo nie zdajemy sobie z tego sprawy. Słyszymy to tak często, że w końcu przestajemy reagować. Niedługo potem, już jako rodzice, a nawet dziadkowie, powtarzamy naszym dzieciom te same frazesy. A one nie reagują. Gdyby tylko wiedziały to, co my wiemy teraz…

Przekleństwo twórczego życia

Nie jestem jeszcze babcią, ba, nie jestem jeszcze matką, ale już wiem, o co chodzi z tym całym upływem czasu i dlaczego jest to tak ważne. Należę do wyjątkowo kreatywnych osób i takich, które największą radość czerpią z realizacji swoich pomysłów. A skoro w mojej głowie nowa idea rodzi się średnio raz na godzinę, potrzebuję naprawdę sporo czasu, aby móc je wszystkie zrealizować. To największe przekleństwo twórczego życia, jakie do tej pory odkryłam. W praktyce kończy się to tym, że finalizuję tylko ułamek planów. Dobre i to. Ale najgorsze są te momenty, w których wiem, że wszystkie moje idee są świetne i powinnam je zrealizować. Niestety, nie robię tego, nie jestem w stanie. Zgadnijcie, dlaczego…? To największe przekleństwo twórczego życia, jakie do tej pory odkryłam.

Oto nadszedł

Piszę dzisiaj o tym wszystkim, ponieważ właśnie trafił się taki moment. Ten, w którym wiem, że każdy z moich wielkich pomysłów dokądś mnie zaprowadzi i każdy pozwoli mi się realizować. A ponad wszystko – każdy da mi szczęście, bo każdy opiera się na moich wielkich pasjach. I chociaż naprawdę jestem zmotywowana do wykonywania wszystkich zadań po kolei, nie starcza mi czasu. Próbuję przeorganizować swój dzień, tydzień, miesiąc, siedzę po nocach, pracuję w weekendy, ale smutna prawda jest taka, że żaden sprytny zabieg nie wydłuży doby. Żaden. I dlatego tak ważne jest, aby spośród wielu zajęć i pomysłów wybierać te, które naprawdę mnie uszczęśliwią. Dlatego to jest tak cholernie ważne.

Nie starczy Ci czasu na wszystko. O przekleństwie twórczego życia„Czy mam na to czas?”

Niedawno spotkałam się z kimś, kto miał mi do zaoferowania biznes. Super wypasiony biznes, na którym podobno dużo zarobię. I to wcale nie jest tak, że w to nie wierzę, bo okej, jestem w stanie wyobrazić sobie, że on działa. Problem jest jednak taki, iż byłaby to praca stricte dla kasy, bo nic co się z nią wiąże nie leży w kręgu moich pasji i zainteresowań. Zrobiłam zatem w myślach szybki rachunek sumienia: czy mam na to czas? Albo raczej: czy angażując się w ten mniej interesujący projekt (chociaż bardzo intratny), będę mogła pogodzić go z moimi ulubionymi zadaniami? Tymi, przy których dostaję wypieków na twarzy i dla których mocniej bije mi serducho?

I znów: marzyć czy zarabiać?

Poniekąd wracam w tym miejscu do tematu marzyć czy zarabiać?, gdyż nieodłącznie wiąże się on z upływem czasu: jeśli w życiu najbardziej kręci nas fotografia, śpiew, sport, cokolwiek, byle nie kasa, to powinniśmy 10 razy zastanowić się nim zarobek postawimy ponad pasją. Oczywiście, są ludzie, którzy wybierają kasę i nie ma w tym nic złego, widocznie mają swoje powody. W każdej innej sytuacji pomyślcie sobie, że czas, w którym tylko zarabiacie, moglibyście wykorzystać na to, co kochacie najbardziej. Dopóki jest co do garnka włożyć, dopóki bliscy, za których odpowiadacie, żyją godnie i niczego nim nie brakuje, warto rozważnie dysponować swoim czasem. Bo naprawdę nie mamy go dużo.

Mój wybór

Znów muszę to powiedzieć: pewnie jestem naiwna, pewnie jestem frajerem, ale ja wybieram pasję. Zawsze, na upartego, nawet wręcz logice, wybieram pasję. Mam ten niepokojący głos w mojej głowie, który podczas gdy ja próbuję upchać w kalendarz kolejnych kilka spraw, jak na złość szepce mi: Nie starczy Ci czasu na wszystko. To właśnie on nie pozwala mi dokonać innego wyboru. I to on podpowiada, że w przyszłości, spoglądając na to, czym się w życiu zajmowałam, będę żałowała tylko tych dni, w których nie miałam wypieków na twarzy i mocniej nie biło mi serducho. 

 

I ja mu wierzę.

 

 

  • wszystko zależy od aktualnego punktu siedzenia, czasem warto na jakiś czas wziąć pracę dla kasy chociażby po to żeby za chwilę mieć pieniądze na realizację innych planów zawodowych
    też nie czuję potrzeby zarabiania dużych pieniędzy jeśli miałabym poświęcać dużo czasu i energii na coś czego nie lubię

  • Jest też dużo osób, które na pasji zarabia. Mam znajomego, który pracował w branży, która jest najgorszą z najgorszych i zarabia się beznadziejnie, ale pracował od rana do wieczora, bo to kochał. Teraz ma firmę 10-osobową i zarabia x razy więcej ode mnie 😉

  • Mam ten sam problem co Ty. Pracuje jako fotograf, modelka, copywriter, ogarniacz social mediów. Prowadzę stronę, piszę książkę, aspiruje jako dziennikarka. Ale to nic. Chciałabym szyć, spełnić swoją bucket list, wiec i zarabiać. Chce więcej, więcej i więcej. Organizować, pisać, robić, tworzyć. Kocham sztukę i nie potrafię zrezygnować z żadnej z moich pasji chociaż nie są dochodowe absolutnie. Pieniądze na szczęście nigdy nie były na mojej liście priorytetów i dobrze, bo zarabianie fortuny tym bardziej brak mi czasu. Tak, żyje twórczo w innej czasoprzestrzeni, przeżywając życie tak jak chce.