Im bliżej do Open’era, tym robię się bardziej sentymentalna. To będzie 8. edycja gdyńskiego festiwalu, w której wezmę udział i niestety nie zapowiada się na przełomową. Absolutnie nie zgadzam się na wielki bojkot, jaki wszczynają fejsbukowicze pod każdym kolejnym ogłoszeniem nowych wykonawców, którzy mają wystąpić na scenach w Kosakowie, ale z drugiej strony przyznaję, że tegoroczny line-up, przysłowiowo, tyłka nie urywa. Cieszę się na myśl o kilku dniach spędzonych z dala od codziennego życia, bo Open’er to dla mnie bardziej urlop niż festiwal, ale jednak żałuję, że nie ma wśród artystów nikogo, na myśl o kim mogłabym zacierać rączki i przebierać nóżkami.

Czasem mówię Lubemu, że w sumie to nawet nie jestem zaskoczona, że Open’er niczym mnie nie zaskoczył, bo w gruncie rzeczy widziałam na żywo chyba wszystkich wykonawców, jakich chciałam zobaczyć. Serio! Przez ostatnich 10 lat nie przegapiłam prawie żadnego koncertu, o jakim marzyłam. Byłam w stanie pojechać nawet zupełnie sama na Orange Warsaw Festiwal, byle tylko posłuchać Beyonce. Taka ze mnie koncertowiczka!

O przygotowaniu tego tekstu myślałam zatem od dawna, bo to temat bliski mojemu sercu, a jestem też ciekawa Waszych głosów. Przygotowałam Wam listę 10 najlepszych koncertów mojego życia. Mam nadzieję, że podzielicie się swoimi typami w komentarzach, może Wasze wspomnienia pozwolą mi zamarzyć o czymś nowym i wkrótce znów poczuję ten ulubiony dreszczyk podniecenia na myśl o zbliżającym się, długo wyczekiwanym występie. Oby!

10 najlepszych koncertów mojego życia*

* Zaczynam od końca, aby dawkować Wam wrażeń 😉

Miejsce 10.: Kings of Convenience, Open’er Festival 2010

Zespół, o którym dowiedziałam się zupełnie przypadkiem, zapadł mi w pamięć na baaaardzo długo. 7 lat temu miałam przed sobą pierwszą edycję Open’era i bardzo gorliwie się do niej przygotowywałam. Chciałam zobaczyć wszystko, co ciekawe, ale akurat KoC nie było na liście priorytetów. Trafiłam na nich przypadkiem, bo kto to widział, żeby już ok. 16:00 być na terenie festiwalu?! Zazwyczaj docieraliśmy tutaj znacznie później, ale tym razem się udało i baaaardzo jestem z tego powodu rada. To jeden z najfajniejszych, najbardziej zaskakujących i najlepiej zapamiętanych przeze mnie koncertów EVER!

Miejsce 9.: Kanye West, Coke Live Music Festival 2011

Kanye nie był moim idolem, nie słuchałam go przed festiwalem, ale na koncert postanowiłam się wybrać. I powiem Wam, że to było coś. Koleś ma rozmach i wie, jak robić dobre show. Nie wiedziałam, czego się spodziewać, a to, co zostałam w Krakowie, zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Grubo ponad 2-godzinny koncert wbił mnie w ziemię profesjonalizmem, muzycznymi doznaniami i rozmachem. To było raczej przedstawienie niż zwykły występ wokalisty, ale w mojej ocenie wszystko idealnie wyważono i dzięki temu dzisiaj wspominam to jako jeden z najlepszych koncertów, w jakich miałam okazję wziąć udział.

Miejsce 8.: The Cardigans, Open’er Festival 2012

To miał być Open’er beze mnie, bo nie było z kim iść, a no i wykonawcy jakoś mnie nie porwali. Ostatnie ogłoszenie brzmiało: „THE CARDIGANS ZAGRAJĄ W GDYNI!”. Musiałam to zobaczyć na żywo, posłuchać, przeżyć. Ich muzyka to najpiękniejsze piosenki miłosne, przy których wychowywałam się w okresie gimnazjum i liceum. Tak, to również piosenki miłosne moje i Lubego, chociaż jego akurat zabrakło ze mną wtedy w Kosakowie. Mimo tego, to i tak zdecydowanie jeden z najważniejszych koncertów mojego życia, bo nigdy nie spodziewałam się, że będę miała szansę posłuchać tych utworów na żywo. A jednak! Marzenie, o którym nie śmiałam myśleć, spełniło się! (i nawet stałam w pierwszym rzędzie!!!)

Miejsce 7.: Beyonce, Orange Warsaw Festival 2013

Jak wspomniałam już we wstępie, na Orange Warsaw Festival 2013 pojechałam sama, samiutka i zupełnie nieświadoma tego, co mnie czeka. Festiwal w obcym mieście w pojedynkę? Na stadionie, a nie na trawie? Czy ja zwariowałam? Aby mieć dobre miejsce na koncercie Beyonce, już ok. 17:00 ustawiłam się w okolicach estrady. Stałam tam aż do 23:00, gdy wyszła na scenę i wytrzymałam do godziny 1:00 w nocy, gdy z niej schodziła. Bez picia, jedzenia i toalety. Taka byłam wytrwała i zdeterminowana! Nie zemdlałam, dałam radę i dzięki temu przeżyłam jeden z najlepszych koncertów w swoim życiu. Doskonałe widowisko! Ani przez chwilę nie żałuję, że wybrałam się tam sama. Musiałam to zobaczyć i brak chętnych do towarzystwa nie mógł mi w tym przeszkodzić, no po prostu nie mógł! Nie jestem jakąś wielką fanką Bey, ale wiedziałam, że jej koncerty są wydarzeniami nie-do-ominięcia i nie pomyliłam się <3

Miejsce 6.: Alicia Keys, koncert w Poznaniu 2013

2013 był rokiem, kiedy na żywo słuchałam swoich 3 ukochanych wokalistek (najpierw Beyonce, później Alicia, a o trzeciej z nich przeczytacie w dalszej części tekstu). Występ Keys był zupełnie inny, bo to pojedynczy koncert, a nie widowisko w ramach festiwalu. Wspaniała muzyka, potężny głos, przepiękna Alicia. Bardzo cieszę się, że wybrałam się do Poznania, aby na żywo posłuchać takich hitów, jak If I ain’t got you, New York czy Girl on fire. Uwielbiam Alicię praktycznie od zawsze, towarzyszy mi od pierwszych swoich piosenek (czy ktoś jeszcze pamięta You don’t know my name?). W Poznaniu spełniło się moje wielkie koncertowe marzenie <3

Miejsce 5.: Tom Odell, Open’er Festival 2015

Sama nie wiem, jak to się stało, że Tom znalazł się wyżej w rankingu niż chociażby Alicia, ale tak to jest z koncertami – są nieprzewidywalne i z pozoru zupełnie nieistotne wydarzenie może stać się najważniejszym w życiu. Podobnie było z występem Odella w 2015 roku. Do dziś żałuję, że spóźniłam się na ten koncert i wysłuchałam może 2/3 całego występu na żywo, ale tyle, ile doświadczyłam, i tak mi starczyło. Rety, ale ten facet czuje rock’n’rolla! Podczas jego koncertu panowała tak niesamowita atmosfera, takie flow dało się odczuć wśród publiczności, że zupełnie nieoczekiwanie Tom Odell okazał się jednym z najlepszych wykonawców tamtej edycji Open’era, jeśli nie NAJlepszym! Serio! Miałam ochotę na powtórkę i chciałam kupić bilety na jego późniejsze występy w Polsce (trochę ich było od tego czasu), ale z drugiej strony bałam się utracić wspaniałe wyobrażenia, które zostały mi po Kosakowie. Według mnie ten koleś musi śpiewać w takich warunkach, jak na Open’erze – na otwartej przestrzeni, przy zachodzącym słońcu, z wielotysięczną publiką. Mistrz!

Miejsce 4.: Crystal Fighters, Open’er Festival 2013

Trzykrotnie bawiłam się na koncercie CF, pierwszy raz był właśnie na Open’erze. Ależ ja się wyskakałam, wyszalałam, wytańczyłam! Uwielbiam takie występy, do których nie wystarczy tylko stać, trzeba skakać, bawić się, żyć tym wszystkim na 100%. Crystal Fighters dają doskonałe koncerty, a i sama muzyka sprzyja tańcom. Moim zdaniem ich występ na Open’erze był najlepszym spośród wszystkich, na których byłam (a słuchałam ich na żywo m.in. w gdańskim B90), ale liczę, że nadchodzące Cudawianki okażą się równie mocne. Koniecznie wybierzcie się do Gdyni i odpłyńcie przy najbardziej wakacyjnych i letnich piosenkach, o jakich można zamarzyć!

Miejsce 3.: Rudimental, Open’er Festival 2014

Równie dobrze mogłabym na 3. miejscu umieścić koncert w Warszawie, ale decyduje pierwszeństwo – na Open’erze słuchałam ich na żywo po raz pierwszy. Rudimental to absolutnie mój najukochańszy zespół i przez kilka długich lat czekałam na występ w Polsce. Gdy dowiedziałam się, że zagrają w Kosakowie, od razu wiedziałam, że to będzie wyjątkowa chwila w moim życiu. Znowu nie zawiodła moja intuicja. Dali mi to, czego oczekiwałam – doskonałą muzykę i genialną energię podczas występu. Kojarzycie takie chwile w życiu, gdy jest się w idealnym miejscu i czasie i wiecie, że tak, jak czujecie się w danej chwili, chcielibyście się czuć całe życie? Że to chwila jak scena z najlepszego filmu? Koncert Rudimental był jedną z takich chwil. Kocham ich za to jeszcze bardziej, a to kolejny powód, jaki mi ku temu dają.

Miejsce 2.: Florence and The Machine, Coke Live Music Festival 2013

Na koncert Florentyny czekałam baaaardzo długo. Odkąd w 2010 roku zakochałam się w tym głosie, na bieżąco sprawdzałam jej muzyczne trasy. Moje marzenie o posłuchaniu Florence na żywo spełniło się dopiero po 3 latach, ale wiem, że było warto czekać. Artystka, niczym magiczny elf, biegała boso po scenie, czarowała swoim głosem i sypała na głowy widzów błyszczący brokat (chociaż mam podejrzenia, że to mogły być jednak dragi, bo czułam się wtedy jak na haju <3) Wiecie, tak naprawdę to trudno jest pisać o takich przeżyciach i uczuciach, bo nie do końca wiem, czym były. Powiedzieć, że to coś niesamowitego, to jak nie powiedzieć nic. Florence dała mi baaaardzo dużo i to, co przeżyłam podczas jej krakowskiego występu zapamiętam na całe życie. Tak chyba smakują spełnione marzenia.

Miejsce 1.: Coldplay, Open’er Festival 2011

Zaszczytne miejsce 1. przypada Chrisowi Martinowi i jego formacji. Coldplay nie jest moim najukochańszym zespołem, ale to zdecydowanie do nich należy pozycja lidera w zestawieniu 10 najlepszych koncertów mojego życia. Gdy w myślach przywołuję chwilę, gdy ze sceny w Kosakowie dało się słyszeć słynne „oooooo-eeee-ooooo” z Viva la Vida, moje serce się rozpala. To była chwila absolutnego spełnienia, absolutnej wolności, chwila, gdy byłam młoda, beztroska i tak jak w filmach – obłędnie szczęśliwa. Jeśli oglądacie video z występów Chrisa z tras koncertowych i uśmiechacie się na widok jego zajawki koncertowej (on jest stworzony do występów na żywo!), pomnóżcie to razy milion i być może uda Wam się zrozumieć, czym był ich openerowy show. Wiem, że już jutro wystąpią ponownie w Warszawie, ale według mnie Coldplay najlepiej smakuje w Gdyni, pod gołym niebem i koniecznie w 2011 roku. Czekam na występ, który pobije moje katharsis z koncertu tego zespołu, ale od wielu już lat jest to moje muzyczne wspomnienie numer jeden.

***

Przyjemnie było powspominać te wyjątkowe muzyczna chwile. Nigdy bym nie podejrzewała, że z czasem stanę się taką zapaloną koncertowiczką, ale występy na żywo dają mi coś ważnego. Nie umiem do końca wyjaśnić, co to jest, ale chyba chodzi o wspomniane wcześniej uczucie szczęścia i bycia tu i teraz. Zapomina się o całym świecie, o problemach, troskach, stresach, jest się w danym miejscu i czasie i myśli nie wybiegają poza to miejsce. A ja czuję się wtedy tak, jak chciałabym się czuć całe życie. Czuję, że żyję pełną piersią.

10 najlepszych koncertów mojego życia

Przyglądając się liście 10 najlepszych koncertów mojego życia zauważyłam, że, z jednym wyjątkiem, wszystkie miały miejsce podczas większego festiwalu i na otwartej przestrzeni (chociaż Beyonce grała na stadionie). Muszę przyznać, że występy pod chmurką sprawiają mi największą frajdę. Pode mną trawa, przede mną ulubieni wykonawcy, a nade mną rozgwieżdżone niebo. Taka sceneria zawsze będzie wygrywać z zamkniętymi ścianami wielkich stadionów. Przykładowo, Florentyny słuchałam na żywo również w Łodzi, w Atlas Arenie w 2015 roku i uważam, że to wydarzenie nie było nawet w połowie tak dobre, jak to krakowskie, pod gołym niebem. No nie i już, koniec kropka!

Z niecierpliwością czekam na Wasze toplisty. Które koncerty uważacie za najlepsze i najważniejsze w Waszym życiu?

  • Ola

    Niesamowicie żałowałam, że nie byłam na Odellu w Poznaniu, dlatego jak zobaczyłam, że będzie w Warszawie to nim zdążyłam to przemyśleć, to kupiłam bilet 😀 Powiedzieć, że było cudownie to jakby nie powiedizeć nic. Tom rzucał sie po fortepianie, skakał po głośnikach, no widać, że dawał z siebie wszystko. Było magicznie.
    Na Coldplay’u byłam pięć lat temu, też w Warszawie i niesamowicie żałuję, że teraz nie dałam rady jechać, bo to co się tam działo, to też magia 🙁

    • Powiem Ci szczerze, że ja też czasem żałuję, że nie poszłam na czyjś koncert drugi raz. W sumie rzadko się na to decyduję (poza Crystal Fighters i Florentyną). Pisząc ten tekst nabrałam chętki na koncert Coldplay i gdyby nie brak biletów to pewnie skończyłabym w minioną niedzielę w Warszawie. Ale z drugiej strony, trochę się boję stracić te wrażenia, które mam. To, co zostało mi w głowie i w sercu po ich koncercie w 2011 roku nadal starcza mi do dzisiaj. Np. na Florentynę pojechałam drugi raz i trochę przyćmił się mój obraz z jej koncertu w Krakowie. Owszem, dalej jest na drugiej lokacie w tym rankingu, ale słuchając jej w Atlas Arenie, nieco zawiedziona ten zawód przeniosłam też na wcześniejszy koncert i w ten sposób odebrałam sobie maciupką porcję magii. Wolę zostać z pierwszym, idealnym wrażeniem, choć nie wykluczam, że kiedyś się wybiorę na Coldplay czy wspomnianą Florence 🙂

  • Prawdziwa z Ciebie festiwalowiczka 🙂 Opener daje dużego kopa i fajnej energii 🙂 W tym roku niestety nie mam szans, żeby tam się pojawić, ale życzę Ci dużo pozytywnych dźwięków i słonecznej pogody! 😉