Wiesz, czego boję się chyba najbardziej gdy myślę o mojej pracy i, jak to się modnie mówi, samorozwoju? Najbardziej boję się tego, że za X lat dojdę do jednego, smutnego wniosku – zmarnowałam się. Nie samą pracą żyjemy, to prawda. Ale wierzę, że człowiek może czuć się spełniony i tym samym obdarowywać sobą innych tylko wtedy, gdy jego praca czy dowolne zajęcie, któremu się poświęca, w jakiś sposób go ubogaca. I ja straszliwie się boję, że moje dzisiejsze wybory kiedyś ocenię negatywnie.

Z drugiej strony myślę, że z decyzjami dotyczącymi kariery czy pasji jest dokładnie tak jak z każdym innym życiowym wyborem – nie ma żadnej gwarancji, dokąd nas zaprowadzi i tym samym nie możemy być pewni, czy po czasie uznamy go faktycznie za najlepsze wyjście. Nikt tego nie wie i nikt nam tego nie powie. Nie ma więc rady na to, czym się kierować. Nie ma złotej recepty, drogowskazu, wyliczanki albo innego magicznego sposobu na podejmowanie słusznych decyzji. Ale o tym pisałam już ostatnio.

Dzisiaj jest mi dobrze z tym, czym się zajmuję, ale i tak, boję się, jak ocenię swoje dotychczasowe wybory w przyszłości. Istnieje jednak pewien sposób na to, jak zminimalizować ryzyko niezadowolenia i frustracji za te X lat. To jedyna złota rada, jakiej mogę Ci dziś udzielić, bo mam co do niej pełne przekonanie. A brzmi ona: nigdy nie przestawaj szukać.

Moi bliscy często wypominają mi, że nie potrafię usiedzieć w miejscu. Że żyję zajawkami i nigdy nie przechodzę w stan spoczynku. Ba, mówię „moi bliscy”, a tak naprawdę mam na myśli szczególnie jednego bliskiego – mojego Lubego. Wielokrotnie z jego ust słyszałam, że nie potrafię cieszyć się tym, co jest, tylko od razu przechodzę do czegoś nowego. Jeden plan zrealizowany, super, pora na kolejny. To jest jedna z najtrafniejszych charakterystyk, jakiej Luby kiedykolwiek dokonał w stosunku do mojej osoby.

Błędne koło

Z jednej strony można by pomyśleć, że to błędne koło. Błędne, wyniszczające i potwornie męczące koło, w którym nie ma czasu na chwilę kontemplacji, odpoczynku, zregenerowania sił fizycznych i mentalnych. Tak, to z pozoru może tak wyglądać. Ale w rzeczywistości potrafię odpoczywać i wiem, jakie to ważne, po prostu na razie nie chcę tego robić. Odczuwam wewnętrzną potrzebę ciągłego poszukiwania zajęć i sposobów wykorzystania czasu, a ponad wszystko – moich umiejętności. Takich, których jestem świadoma, ale też tych, które drzemią gdzieś w ukryciu, w oczekiwaniu na swój wielki coming out.

Dlatego szukam

Próbuję. Jestem głodna wrażeń i wyzwań. Popycham siebie naprzód, wymyślam nowe zadania, projekty, dorzucam do terminarza kolejne spotkania, szkolenia. To również z tego powodu powstał mousse, o którym pisałam Wam na Facebooku w ubiegłym tygodniu. Mam już bloga, robię dużo zdjęć i coraz lepiej mi to idzie, więc po co mi nowa strona? Więcej obowiązków? Po co sobie dokładać, skoro można by się rozsiąść na kanapie, nadrobić zaległości w książkach albo odkryć fenomen Netflixa, skoro jestem chyba ostatnią istotą, która jeszcze nie spróbowała tego łakocia? A jednak ruszyłam z mousse, jednak poświęcam godziny na montaż vlogów, jeżdżę na spotkania z totalnie nieznanymi mi ludźmi, piszę więcej, robię więcej zdjęć i jeszcze więcej ich retuszuję. Szukam. Próbuję. Nie przestaję. Jestem głodna.

Głód

Właśnie – głód. Kojarzycie te słowa, jakie wypowiedział niegdyś Steve Jobs podczas swojego chyba najsłynniejszego wystąpienia, tego dla absolwentów Stanford University? Krótko podsumował to, o czym ja rozwodzę się przez tych kilka akapitów: Stay hungry. Stay foolish.

Wiem, że wizja leżenia na kanapie i zgłębiania tajemnic Netflixa jest nad wyraz kusząca, ale od serca mogę Ci dziś radzić – nie przestawaj szukać. Nie daj się sobie nasycić. Stale popychaj siebie do czegoś nowego. Nie bój się. W najgorszym wypadku po prostu popełnisz błąd, taki sam, jakie codziennie popełniamy my wszyscy. Dokonujemy złych wyborów, ot, cała filozofia. Nie chodzi o to, aby się zamęczać. W końcu każdy z nas na tej kanapie musi wylądować i wziąć głęboki oddech. It’s okay. Nie namawiam Cię do robienia czegoś ponad Twoje siły. Poddaj się po prostu swoim instynktom, swojej intuicji. One będą Ci najlepszymi przewodnikami. Dopóki nie powiedzą głośno: „go home, you’re done”, nie przestawaj.

Największy błąd, jaki możesz popełnić. O lodach i poszukiwaniach

Co do tego mają lody?

Nie dam Ci niestety gwarancji, że wieczny głód zapewni zapewni Ci finalne najedzenie w przyszłości. Możesz szukać całe życie, a i tak na koniec poczuć brak spełnienia. Pewnie przemknie Ci teraz przez głowę myśl: to po co się męczyć? Odpowiem pytająco: czy wiedząc, że po zjedzeniu kubka lodów nadal będziesz odczuwać nienasycenie, darujesz sobie tę chwilę przyjemności płynącą z jedzenia ów loda? Nawet, jeśli to będzie Haagen Dazs i to ten z płynnym karmelem? I orzeszkami makadamia?

Tylko głupiec by odpuścił. Bo największa przyjemność nie płynie ze stanu sytości. Ona płynie z aktu jedzenia.

Więc szukaj, jedz i nie przestawaj, bez obaw o kalorie.

  • rudawstazka.wordpress.com

    Bardzo fajny wpis 😀 Szczególnie, że i mnie łapie taki głód nowości

  • O to to! Ja wierzę w ulepszanie świata, i w ulepszanie siebie samej. Pozdrawiam, Zofia!