Zauważyłam, że wraz z wyprowadzką z rodzinnego domu, dość radykalnie zmieniło się grono moich „ulubionych rzeczy”. Kiedyś byłyby to głównie ubrania, z dużym naciskiem na buty, ewentualnie jakiś kosmetyk. Aktualnie znacznie bardziej doceniam przedmioty codziennego, domowego użytku, książki, rośliny, również dekoracje. I tak, nadal zdarza mi się zachorować na ciuch albo zgrabne sandałki, to chyba oczywiste, ale ogólnie patrząc, w bardziej przemyślany sposób dobieram sobie swoich ulubieńców i okazuję im więcej szacunku.

Do tej pory dzieliłam się nimi z Wami w tekstach z cyklu Najlepsze w tym tygodniu. Ale jak to w życiu bywa, wszystko się zmienia i dzisiaj również to następuje. Trochę po to, aby dać sobie oddechu, a trochę po to, bo potrzebuję jakiegoś impulsu. Ten blog zawsze ewoluował razem ze mną i to właśnie dzieje się ponownie. Nie jest to jakaś wielka zmiana, ale wystarczająco znaczna, abym poczuła nowy wiatr w żaglach.

Moje 3 ulubione rzeczy*

* ostatnimi czasy

#1

Stara pleciona torebka po mojej Mamie

3 ulubione rzeczy

Rzadko zdarza mi się wybrać coś używanego ponad kolejną nowość. Kiedyś lubiłam odwiedzać lumpeksy, dzisiaj jakoś trudniej znaleźć mi na to czas. Gdy szukam mebla do mieszkania, też prędzej pojadę po niego do IKEI niż zajrzę na OLX. Jednocześnie posiadanie czegoś, co zasłużyło już sobie na status „vintage”, sprawia mi nieukrywaną radość. I tak właśnie było, gdy przypadkiem znalazłam w piwnicy domu moich rodziców starą plecioną torebkę. Ma idealny rozmiar i kształt, można ją nosić wysoko na brzuchu, czyli tak, jak ostatnio lubię najbardziej, do tego idealnie wpasowuje się w aktualne trendy. Ba, traktuję ją jako ponadczasową! W ostatnich tygodniach to nieodłączny element mojej codziennej garderoby.

#2

Szklana klepsydra

Wiem, że to być może nie jest szczyt designu, ale coś urzekło mnie w tej klepsydrze. Myślę, że chodzi tu o pewien paradoks – coś tak przestarzałego jak klepsydra, doczekało się swojej disco wersji. Nie mogłam się temu oprzeć! Minimalna forma – tylko różowy piasek i bezbarwne szkło. Staram się nie zastawiać naszego mieszkania zbędnymi gadżetami, ale na klepsydrę znalazło się miejsce w salonie. To kolejny różowy drobiazg, dzięki któremu nieco ożywiłam to pomieszczenie. Kilka porcyjek różu i od razu inaczej się żyje w tych czterech ścianach!

dscf7593

#3

Zamszowe  pantofle

Inaczej nie mogę ich nazwać – dla mnie to właśnie są pantofle. Na niskim obcasie-klocku, w fasonie, którego nie powstydziłaby się moja babcia 50 lat temu. Niby kobiece, a jednak niejeden facet skrzywi się na ich widok. Niby niekobiece, a jednak stukają obcasami jak najlepsze szanele czy labutiny. Co najważniejsze – są baaardzo wygodne i pasują mi do wszystkiego. A gdy jeszcze zdradzę, że to zdobycz z wyprzedaży, na którą czyhałam od wielu miesięcy, to ich notowania jeszcze pójdą w górę, prawda?

dscf7601