Wróciłam! Uff, wcale nie tak łatwo jest usiąść do pisania po sporej przerwie, a tym bardziej zmotywować się do ogarnięcia mieszkania i wykonania kompletnej dokumentacji fotograficznej. Ale dzisiaj miałam dobre flow na sprzątanie i postanowiłam wykorzystać moment na publikację nowego, długo zapowiadanego tekstu mieszkaniowego! W końcu o naszym mieszkanku nie pisałam już dawno, a wiem, że lubicie wnętrzarskie tematy i cieszę się niezmiernie, gdy uda się Wam podejrzeć u nas jakieś sprytne rozwiązania. Zapraszam Was dzisiaj na salony, do głównego pomieszczenia, w którym spędzamy zdecydowanie (za) dużo czasu. Chodźcie zobaczyć, co się tutaj zmieniło!

Uwaga! Jeśli nie pamiętasz, jak prezentował się salon jeszcze rok temu, zajrzyj do >> tego tekstu <<.

„Zacznijmy od ogólnego spojrzenia na ten pokój”

171031_nasz_salon_po_roku_02

Jego główny punkt pozostał niezmieniony – jest nim wielgachna kanapa z Agata Meble, której rozmiary bardzo sobie chwalimy. To mebel, który zwraca uwagę wszystkich naszych gości, a jedni znajomi zrobili mu nawet zdjęcie, z takim dokumentem pognali do salonu AM i poprosili o identyczny egzemplarz. Podobnie jak my, również są zadowoleni z zakupu. Co prawda czasem żałuję, że zdecydowaliśmy się na taki „toporny” model, ale gdy tylko mam okazję powylegiwać się na jego giga szezlongu, szybko zapominam o tej wadzie. Nie ma ludzi i kanap idealnych, a ta i tak ma sporo do zaoferowania!

171031_nasz_salon_po_roku_20Podobnie ma się sprawa ze stolikiem z VOX Meble. Luby jest w nim niezmiennie zakochany, ja również nie narzekam, chociaż czasem dopada mnie taka myśl, że w połączeniu z kanapą wprowadza on dużo ciężaru do wnętrza. W końcu zarówno kanapa, jak i stolik mają formę dużego pudła. Poza tym, stolik doskonale sprawdza się na co dzień, gdy chcemy szybko doprowadzić salon do ładu – wszystkie gazety i koce lądują w jego ukrytych komorach. O dziwo, udaje nam się utrzymać w nich porządek, więc ci z Was, którzy uważali, że ten mebel sprzyja bałaganieniu, w tym konkretnym przypadku byli w błędzie. Ale wiadomo – wszystko przed nami, c’nie!

Jedyne, do czego można się przyczepić w przypadku stołu, to pokrycia blatów, na których zostają ślady nie-do-wyczyszczenia (przynajmniej mi się to nie udało) oraz odprysk, który powstał sami-nie-wiemy-kiedy. Niestety obawiam się, że proces ten może postępować, a na tak gładkiej, matowej powierzchni trudno cokolwiek ukryć.

171031_nasz_salon_po_roku_17

Aby ułatwić sobie utrzymanie porządku na stole, już rok temu pojawiła się na nim szklana szkatuła, w której chowamy piloty i podkładki pod kubki. Z tego rozwiązania jestem bardzo zadowolona, bo piloty to przedmioty, które zwykle walają się po kątach i nigdy nie wiadomo, co z nimi zrobić, gdy nie są akurat potrzebne. Szkatuła – IKEA

171031_nasz_salon_po_roku_08

171031_nasz_salon_po_roku_09

Plakaty wiszące na ścianie są Wam już dobrze znane, z tym wyjątkiem, że wcześniej BB-8 stał na podłodze, a w tym miejscu znajdował się plakat z Hulkiem. W związku ze zmianami kolorystycznymi w salonie (o nich dowiecie się w dalszej części wpisu), musiałam dokonać pewnych szarad w rozstawieniu dekoracji i plakatów. To również fajnie odświeżyło ogólny wystrój pomieszczenia.

No dobrze, to by było na tyle jeśli chodzi o niezmienione elementy aranżacji naszego salonu. Poza kanapą i stolikiem przybyły nam bowiem aż dwa nowe meble, oba szalenie ciekawe i oba totalnie odmieniające to wnętrze. A przecież poza nimi pojawił się również dywan i trochę dekoracji, więc jest o czym opowiadać!

Fotel z żyłek

171031_nasz_salon_po_roku_13

Zacznijmy od tego makaroniarza, który nieśmiało spogląda w kierunku obiektywu z drugiego końca pokoju. Oto fotel, który pewnie śni Wam się po nocach, bo wszędzie jest go pełno. Mają go blogerki (helou, to ja!), mają go niezliczone knajpy, z dużym prawdopodobieńswem mają go Wasi dziadkowie, piszą o nim w gazetach, a identyczne modele możecie znaleźć również w podręcznikach o designie, jako że jest to chamska zżynka z ikonicznego fotelu Acapulco, znanego z tradycji Meksyku. W tym sezonie makaronowy fotel podbił znane sieciówki wnętrzarskie i pojawiał się zarówno na wyższych półkach, jak i tych najniższych. Mój pochodzi właśnie z tej drugiej kategorii, jako że jest to zakup z JYSK i pochłonął zaledwie 149 zł z mojego budżetu. Nie zabolało, a ileż z niego radości!

171031_nasz_salon_po_roku_06

Fotel – JYSK

Co ciekawe, makaroniarz pojawił się w salonie czystym przypadkiem. Jego oryginalną destynacją był balkon, ale nim zrobiłam mu tam miejsce, chwilę postał w pokoju dziennym. Z trudem przemogłam się, aby przestawić go na zewnątrz, tak mi tam pasował! Postanowiłam, że gdy tylko pogoda przestanie nam sprzyjać i siedzenie na balkonie przestanie być bezpieczne dla zdrowia, mebel od razu wróci do środka. Tym sposobem udało mi się znaleźć idealny fotel do naszego salonu – rozglądałam się długo i każdy wydawał mi się zbyt ciężki (zwłaszcza w zestawieniu z kanapą i stolikiem), a ten żyłkowy przystojniak ma w sobie tyle gracji i powabu, że doskonale równoważy to wnętrze. Big success!

171031_nasz_salon_po_roku_16

171031_nasz_salon_po_roku_14

Niebieska szafka z kolekcji IKEA PS 

171031_nasz_salon_po_roku_18

Rower widoczny na zdjęciu miał spędzić zimę w piwnicy, ale tam groziła mu rychła kradzież, więc tymczasowo wrócił do salonu. Planuję zawieźć go do Rodziców, aby tam spokojnie przezimował, chociaż z drugiej strony naprawdę przyzwyczailiśmy się do tej „dekoracji” (zobaczcie, jak prezentował się zimą) i być może zostanie tu na stałe.

Przejdźmy dalej, do tej pięknej, wściekle niebieskiej szafki RTV, dzięki której pozbyliśmy się stoliczka-reliktu z PRL (ale nie takiego ładnego, tylko takiego niezbyt atrakcyjnego; gdyby był ładny, to bym go nie wymieniała, to chyba jasne!). Jest wykonana ze stali i to zdecydowanie jej największa zaleta, choć nie jedyna. Zawsze podobały mi się tego typu meble, o nieco industrialnym charakterze, a ten konkretny model z IKEA zwracał moją uwagę ilekroć przechadzałam się po dziale z przechowywaniem. Któregoś dnia wybraliśmy się z Lubym do IKEA, aby sfinalizować zakup regałów BILLY do naszego domowego biura. Niestety nie byliśmy w stanie kupić tego, po co przyjechaliśmy (zabrakło nam niektórych wymiarów), a ja bardzo, ale to bardzo nastawiłam się na przyjemność wynikającą z nowością w mieszkaniu. I tak chodzę naburmuszona po sklepie, aż tu nagle Luby proponuje, abyśmy kupili sobie tą dziwaczną, niebieską szafkę. Pomysł spodobał mi się od razu i szybko zapomniałam o nieudanej misji BILLY, ale, jak to zwykle bywa, w pierwszej chwili powiedziałam „bierzmy białą!”. Dobrze, że Lubemu czasem udaje się mnie przekonać do jego dziwnych pomysłów 🙂 Wściekle niebieska szafka okazała się trafem w dziesiątkę i uważam, że to ona stanowi teraz najciekawszy element aranżacji naszego salonu. Świetnie współgra z granatową ścianą w kolorze kosmosu, a materiał wykonania, tj. stal, wniósł sporo świeżości do pokoju.

O dziwo, w mojej ocenie to wszystko jakoś do siebie pasuje: kanapa do stolika, żyłkowego fotela i stalowej szafki RTV. Co Wy sądzicie o naszym zestawie salonowym?

171031_nasz_salon_po_roku_21

Od pewnego czasu chodzi mi po głowie, aby dokupić drugą taką metalową szafkę i postawić dwie obok siebie. Cały czas zastanawiam się, jak zaaranżować tę dużą ścianę salonu, zawsze zakładałam, że z czasem pojawią się na niej jakieś regały, ale przyznam szczerze, że przywykłam już do obecnego stanu. Stąd pomysł, aby dołożyć coś więcej od samej podłogi. Telewizor pewnie w końcu zawiśnie na ścianie (od początku powinien się tam znaleźć, ale nie zmotywowaliśmy się jeszcze do misji montażu), a fajnie byłoby mieć pod nim dwa meble, na których moglibyśmy poustawiać książki, drobne dekoracje czy rośliny. Natomiast do środka zmieściłyby się wszystkie nasze sprzęty, płyty itp. W tej chwili pojedyncza szafka jest większości zapełniona, więc dodatkowe miejsce do chowania różnych różności z pewnością będzie mile widziane. Co o tym sądzicie? Kupować drugą czy to już będzie przesada? Może macie inny pomysł, jak zaaranżować tę ścianę?

171031_nasz_salon_po_roku_01

Szafka RTV – IKEA PS

No dobrze, w ten sposób omówiliśmy meblowe zmiany w salonie, ale przed nami jeszcze opowieść o tekstyliach i roślinach. No i o nowych kolorach, bo to ważne!

Kolory i dywan SALTBÄK

171031_nasz_salon_po_roku_15

Dywan SALTBÄK – IKEA (obecnie jest przeceniony z 699 na 499 zł, więc korzystajcie!)

Zakup niebieskiej szafki zainspirował mnie do wprowadzenia pewnych zmian kolorystycznych w pokoju dziennym. Bazowe szarości szybko zaczęły mnie nudzić, a ten nagły zastrzyk koloru spowodował, że zachciałam więcej nowości. Początkowo nie wiedziałam, jak bezpiecznie wprowadzić do aranżacji inne odcienie, tak, aby to wszystko miało jakiś sens i dobrze się ze sobą komponowało. Aż któregoś dnia trafiłam w IKEA na przepiękny dywan SALTBÄK, który łączy w sobie już obecne w salonie biel, szary i niebieski, z zupełnie nowymi kolorami – beżem i, UWAGA, różem! No idealna kompozycja! Szybko pojawił się w naszym mieszkanku i od tej pory przemycam w detalach dodatkowe barwy. W ten sposób róż zagościł na poduszkach i drobnych dekoracjach. Nie ma go dużo, ale wystarczyło, aby ożywić pokój i zaspokoić mój głód zmian.

171031_nasz_salon_po_roku_12

171031_nasz_salon_po_roku_10

Tekstylia

Wspomniane wcześniej poduszki to nie jedyni nowi, tekstylni bohaterowie na salonach. Najważniejsze okazały się być zasłony, które totalnie odmieniają wnętrze – możecie mi wierzyć na słowo! Jeśli wydaje Wam się, że czegoś brakuje Waszemu mieszkaniu, z dużym prawdopodobieństwem są to właśnie zasłony. Dopóki ich nie powiesiliśmy, totalnie nie czułam potrzeby ich posiadania. No, może w bardziej słoneczne dni trochę trudno wytrzymywało się w tym pokoju, ale poza tym wydawało mi się, że okno bez zasłon wygląda całkiem w porządku. Jednak im częściej przyglądałam się wnętrzom Kasi z Piąty Pokój, tym większą ochotę miałam na ubranie okien w salonie. Zdecydowałam się na materiał, który jest półprześwitujący, czyli nawet po zasunięciu zasłon nadal wpada do pomieszczenia trochę słońca. Chciałam też, aby tkanina wyglądała bardzo naturalnie i stąd pomysł na taką supełkową. Obyło się bez pomocy krawcowej, bo nasze zasłony kupiłam w H&M Home (wydaje mi się, że są jeszcze w sprzedaży i to w kilku kolorach). Aby nie popełnić błędu jak z palmowymi zasłonami w sypialni, tych w pokoju dziennych postanowiłam na razie nie skracać i zobaczyć, jak będą się układać. Jak dotąd – nie narzekam.

171031_nasz_salon_po_roku_04

171031_nasz_salon_po_roku_07

Na zdjęciach powyżej możecie zauważyć strukturę materiału, z których uszyto zasłony. To taka delikatna, półprześwitująca tkanina supełkowa.

Rośliny

171031_nasz_salon_po_roku_03

Od początku posiadania mieszkanka mieliśmy z Lubym trochę zielonych akcentów. Praktycznie od pierwszych dni cały parapet w domowym biurze był zastawiony sukulentami i mini kaktusami, podobnie rzecz się miała w salonie. Ale to, czego nam brakowało, to takie większe rośliny, których nie sposób przeoczyć. Gdy dzisiaj patrzę na ten pokój, to wydaje mi się, że roślinność „zrobiła” w nim największą robotę – o ileż przyjemniej spędza się czas w tych ścianach, gdy wokół widać akcenty Matki Natury. Do tej pory dorobiłam się jęzorów teściowej, które mają swoją rodzinną historię (są szczepem rośliny, która od dawien, dawna rośnie w domu moich Dziadków), popularnej pilei, którą kupiłam w IKEA, palmy Chamedory wytwornej, która w momencie zakupu miała wysokość ok. 10 cm i 3 liście na krzyż. No i od tygodnia jestem również szczęśliwą posiadaczką monstery! Dorwałam ślicznotkę w Auchan, a pochłonęła zaledwie 22 złote z mojego budżetu, więc nie była to wygórowana cena jak za taki ładny okaz.

171031_nasz_salon_po_roku_05

Specjalnie z myślą o monsterze kupiłam w H&M Home materiałowy pojemnik, który idealnie sprawdza się jako osłonka doniczki.

171031_nasz_salon_po_roku_19

Wraz z pojawieniem się roślin w salonie, miejsce zamieszkania zmienił również Hulk, który wcześniej stał na półce nad kanapą. Teraz zdobi roślinny zakątek pokoju dziennego. 

To tylko część z zielonych przybyszów, którzy zagościli w naszym salonie (reszty nazw niestety nie znam). Jestem ciekawa, ilu z nich przetrwa pod surowym władaniem takiej (pseudo) ogrodniczki jak ja. Niestety ręki do kwiatów nie mam jakiejś wybitnej, chociaż bardzo się staram. Pozostaje mieć nadzieję, że trafiły mi się naprawdę silne osobniki.

***

171031_nasz_salon_po_roku_22Myślałam, że to będzie krótki wpis, ale trochę się rozpisałam – widocznie brakowało mi konkretnego blogowania. Liczę na Waszą wytrwałość i na to, że udało Wam się przebrnąć przez całą tą salonową opowieść. Jeśli macie jakieś przemyślenia lub rady w kwestii dalszego urządzania naszego salonu, komentarze są do Waszej dyspozycji. W końcu nadal pozostaje do zagospodarowania ściana widoczna na zdjęciu po lewej, a jak dotąd nie wpadłam na nic ciekawego… Może Wy macie jakiś pomysł? (miał się tu znaleźć jakiś regał lub półki, ale to musi być coś super ekstra!)