Moje podejście do kwiatów i roślin w naszym dwuosobowym domu urosło już do miana dowcipu. Dla przykładu, oto niedawna wymiana zdań z Lubym:

Ja: Wiesz, że ta roślina w naszym biurze to drzewko szczęścia?! Nie miałam pojęcia, że to jest drzewko szczęścia!

Luby: Drzewko szczęścia, serio?

Ja, gdy w końcu dotarła do mnie ironia tej sytuacji: Drzewko to może i tak, ale szczęścia to na pewno nie u mnie! (w tym miejscu wpadłam w histeryczny, diaboliczny śmiech)

(Gdy tak teraz czytam tą wymianę zdań, to dochodzę do wniosku, że wcale nie jest aż taka śmieszna, jak mi się wcześniej wydawało 🤔)

W każdym razie, w ten sposób można zilustrować moją rękę do zielonych istot żywych. Odkąd zamieszkaliśmy razem, uśmierciłam już kilkanaście okazów i to na wiele różnych sposobów – bo podlewałam je za dużo, bo podlewałam je za mało, bo nie dostarczyłam im słońca, bo spleśniało im podłoże, bo nie nawoziłam, bo zjadły je robaczki, których nie mogłam wytępić… Długo można by tak wymieniać. Znacie ciekawy sposób na uśmiercenie rośliny? Pewnie już go sprawdziłam, więc zadawajcie pytania w komentarzach…!


Jednak nie myślcie sobie, że taki stan rzeczy mnie zadowala. Ja wcale nie chcę być seryjną zabójczynią roślin, bo w głębi ducha bardzo je lubię i chciałabym, aby stanowiły ozdobę naszego mieszkania. Dość szybko po wprowadzce przekonałam się, że nie co innego, jak rośliny właśnie stanowią najpiękniejszą dekorację każdego wnętrza i naprawdę pozytywnie oddziałują na nasz nastrój. Czuję się o niebo lepiej w naszych czterech ścianach odkąd zaczęło w nich przybywać tych istot żywych i zgodzę się z każdą teorią mówiącą o ich zbawiennym wpływie na człowieka (wcale nie ogranicza się to do produkcji tlenu i filtrowania powietrza, zapewniam!).

I właśnie dlatego postanowiłam, że w 2018 zostanę Simoroślą – od teraz rośliny to moje największe hobby i planuję poświęcać mu tyle czasu i uwagi, ile tylko uda mi się znaleźć w moim napiętym kalendarzu. Ale może po kolei!


Co to jest Simorośl?

Na wstępie wyjaśnię przewrotność tytułu niniejszego tekstu. Jeśli tak jak ja wychowywaliście się grając w gry z serii The Sims, to z pewnością kojarzycie, że Simorośl to Sim, który oddawał się opiece nad roślinami do tego stopnia, że sam stał się jedną z nich. I chociaż niekoniecznie chciałabym mieć liście zamiast włosów (chociaż, biorąc pod uwagę mizerną jakość mojej czupryny, mogłaby to być całkiem intratna dla mnie zamiana), to z pewnością chciałabym podzielać entuzjazm Simorośli do opieki nad roślinami, nie wspominając o doskonałych umiejętnościach ich pielęgnacji. Właśnie dlatego postanowiłam zostać Simoroślą!


Jak zostać Simoroślą?

W grze było to dość łatwe – wystarczyło często opryskiwać rośliny (opryskuję moje regularnie i nic! 😞) albo wpisać odpowiedni kod w grze (ten lifehack też niestety nie działa), ja natomiast mam na to inny pomysł. Poniżej dzielę się z Wami najważniejszymi elementami mojego roślinnego planu na ten rok.

  • Dużo czytać o roślinach – no tak: „chcesz się czegoś nauczyć? poczytaj o tym!”. Niezbyt to oryginalna metoda, ale chyba każdy może potwierdzić, że bardzo skuteczna. Chociaż od początku mojej domowej hodowli (tj. od momentu wprowadzki) miałam plan zajmować się roślinami, to ani razu nie skusiłam się na jakąś lekturę na ich temat. Wydawało mi się, że to żadna filozofia – ot, podlać raz na jakiś czas, ustawić w okolicy okna i po sprawie. Sądząc po moich śmiertelnych statystykach, jednak musi być w tym coś głębszego, inaczej byłabym już właścicielką bujnego ogrodu w naszym mieszkaniu. Właśnie dlatego postanowiłam dużo czytać na temat roślin. Jakie lektury sobie wybrałam? O tym w dalszej części tekstu.
  • Prowadzić domowy atlas roślin – jak to zwykle bywa w moim przypadku, ważnym elementem nauki czegokolwiek jest dla mnie prowadzenie odpowiednich notatek. W tym celu założyłam specjalny zeszyt, w którym wklejam zdjęcia wszystkich posiadanych przeze mnie gatunków, a następnie notuję w nim informacje, jakie udaje mi się o nich znaleźć. Ma to być również miejsce, w którym zamierzam spisywać własne obserwacje oraz podawać prawdopodobną przyczynę zgonu, jeśli mi jednak z daną roślinką nie wyjdzie 😉 Ogólnie rzecz ujmując, chciałabym mieć to wszystko zebrane w jednym miejscu i móc sięgać po to w dowolnej chwili.

  • Zasięgać rady bardziej doświadczonych – dość regularnie zaglądam do osiedlowej kwiaciarni, w której słynę już z tego, że kupuję kwiaty dla własnej przyjemności. Jest mi bardzo miło z tego powodu, bo moim marzeniem było, aby mieszkając u siebie zawsze otaczać się świeżymi bukietami. I faktycznie, przez większą część roku, a zwłaszcza na wiosnę, w naszym „m” roi się od wazonów wypełnionych zielenią. Przy okazji wizyt w kwiaciarni, zwykle rozmawiam z florystkami na temat roślin i niemal zawsze zaskakują mnie ciekawymi informacjami. Chciałabym częściej zasięgać u nich rady. Tak samo planuję wykorzystać wiedzę mojej Mamy, która znana jest ze swojego zamiłowania do zieleni. Aż żal nie skorzystać z takiego źródła wiedzy!
  • Poświęcać roślinom dużo czasu i cierpliwości – o ten element planu boję się najbardziej, bo zwykle brakuje mi obu tych rzeczy. Ale chciałabym, aby moje nowe hobby właśnie tego mnie nauczyło – pielęgnację roślin zawsze postrzegałam jako niezwykle relaksujące i wyciszające zajęcie i między innymi dlatego chciałabym zostać Simoroślą. Myślę, że tyle samo czasu i cierpliwości, ile poświęcę zieleni, ona odda mi z powrotem. Bardzo na to liczę.

Sami widzicie, że moja recepta na bycie Simoroślą wcale nie jest jakaś odkrywcza, bo sprowadza się do zwykłej idei posiadania hobby – czego byśmy sobie nie wymyślili w naszym wolnym czasie, wszystko wiąże się z edukacją, wymianą doświadczeń z innymi entuzjastami oraz poświęcaniem odpowiedniej uwagi.


Moje źródła wiedzy o roślinach

Nie ukrywam, że to dopiero początek moich poszukiwań, ale przez ostatnie tygodnie udało mi się znaleźć kilka ciekawych tytułów i blogów, które dotyczą tematu domowej uprawy zieleni. Poniżej przedstawiam Wam ich wstępne zestawienie, ale liczę, że będzie się ono rozrastać w szybkim tempie (tak jak moje rośliny, wiadomo!). Jestem również otwarta na Wasze propozycje – jeśli znacie ciekawe blogi lub książki dla entuzjastów roślin, bardzo proszę o wszelkie polecenia! ☺️

  • „O roślinach. Domowa uprawa” , Radek Berendt, Łukasz Marcinkowski – o tej książce opowiadałam Wam na Instagramie. Przepięknie wydana, jest solidnym źródłem wiedzy o najpopularniejszych gatunkach roślin pokojowych. Przepiękne fotografie i przejrzysty układ pomogą każdemu wczuć się w zielony klimat i myślę, że zachęcą do uprawiania roślinnego hobby. Dodatkowo w książce zawarto kilka felietonów oraz poradników dotyczących pielęgnacji i stylizacji roślin, więc jest to ciekawa lektura, która starczy nam na bardzo długo.

  • Serwis Zielony ogródek – dużo przydatnych artykułów dotyczących pielęgnacji i informacje praktycznie o każdym gatunku roślin, nie tylko pokojowych.
  • Blog Zielona bombonierka – jak dotąd chyba najlepiej prowadzony blog o roślinach, jaki udało mi się znaleźć. Wybór blogów o tej tematyce wcale nie jest jakiś zawrotny, a zależało mi również na przyjemnej lekturze. Teksty tej autorki czyta się przyjemnie, opisuje sporo swoich obserwacji i doświadczeń, nie są to zatem suche fakty przepisane z podręcznika. Z pewnością będę tam zaglądać!
  • Roślinne porady – blog Wam pewnie znany i był pierwszym, do którego udałam się w poszukiwaniu informacji. Jest to jednak bardziej źródło inspiracji niż rzetelnej wiedzy, bo tej drugiej jest tam dość niewiele. Zachwycają natomiast subtelne zdjęcia każdego przedstawianego gatunku i chociażby dla nich zamierzam na bloga dość regularnie zaglądać (a jeśli nie na bloga, to na pewno na Instagram!).

Jak widzicie, nie jest to jakaś pokaźna lista i stąd bardzo liczę na Wasze rekomendacje – książkowe i blogowe, a może nawet vlogowe? W tej chwili mam jeszcze na oku dwie książki, obie anglojęzyczne: Urban jungle i House of plants. Być może skuszę się na zakup, ale obiecałam sobie, że ma to być nagroda za udany luty – jeśli faktycznie dalej będę poświęcać czas i uwagę roślinom, dopieszczę samą siebie pięknie wydanym albumem. Grunt to odpowiednia motywacja! 😉


Moje postanowienie, że w 2018 zostanę Simoroślą, to również chęć odzyskania przyjemności z uprawiania hobby. Kiedyś była nim fotografia, ale obecnie jest to również mój zawód. Nie to, żebym nie kochała tego, czym się zajmuję, ale warto mieć od tego odskocznię. Tymczasem poza czytaniem książek, brakowało mi ostatnio w życiu analogowych zainteresowań, które nie wiążą się z pracą i stąd pomysł, aby znaleźć sobie coś nowego. Mam nadzieję, że rośliny mi w tym pomogą.

A Wy jakie macie postanowienia na ten rok?

Jakim hobby chcecie się oddawać w najbliższych miesiącach?

ZapiszZapisz

  • Monika

    Jestem totalnym roślinnym laikiem, ale za to mam w rodzinie dwóch ogrodników zawodowców z ponad dwudziestoletnim doświadczeniem-moich rodzicow i jeżeli chodzi o jakiekolwiek roślinne problemy to ufam im bezgranicznie i mogę Ci dać jedną radę, której kiedyś udzieliła mnie moja mama, aby nigdy nie kupować roślin w sklepach typu OBI, Castorama itd. Moja mama mówi, że bardzo często rośliny w tego typu sklepach, ze względu na to że ich koszt ma być jak najniższy są od początku błędnie pielęgnowane, np.rosną w zbyt małych pojemnikach, nieprawidłowo przewożone, w ścisku, lub po prostu w transporcie zdarzy im się przegrać lub zmarznąć, no i taka roslinka jest już z góry skazana na śmierć niezależnie od naszej troski, doświadczenia i zdolności ogrodniczych. A co do tej rady to już z własnego doświadczenia powiem, że chyba faktycznie się sprawdza, ponieważ kwiaty doniczkowe kupione przeze mnie w dużych sieciowych sklepach faktycznie już dawno padły, a te kupione w mojej zaprzyjaźnionej kwiaciarni trzymają się (odpukać) od kilku lat w dobrym stanie.

    • Też już o tym słyszałam, niestety jeszcze nie wdrożyłam w życie tej rady 🙁 Moje dwie najnowsze roślinki, które szalenie mi się podobają, kupiłam w Leroy Merlin. Nie przeczę, mam wrażenie, że niektóre wcześniejsze nabytki faktycznie z góry były skazane na zagładę, niezależnie od mojej troski, ale mam też całkiem udane okazy, które trzymają się super i nic im nie dolega, a pochodzą z tego samego źródła. Myślę, że nie ma na to żadnej reguły – czasem się uda, czasem nie.

      A odnośnie sieciówek, ja jeszcze bardziej niż OBI, LM czy Castoramę, w celu poszukiwania roślin odwiedzam… Auchan. Wybór roślin jest naprawdę przyjemny, ceny jeszcze niższe i dość często wyprzedają asortyment (pewnie dlatego, że niewiele ludzi wpada na pomysł, aby tam szukać roślin). Ostatnio na takiej wyprzedaży kupiłam 6 nowych gatunków i suma, jaką zapłaciłam za nie + osłonki do każdej (!), to raptem 110 zł. Mam nadzieję, że nic im nie będzie, wcześniej kupiona w Auchan monstera (20 zł!) trzyma się dobrze 🙂

  • Też mam zamiar rozbujać moją domową dżunglę. Od paru lat lubię rośliny (bez nich mieszkanie wygląda mega łyso i nieprzytulnie), ale do tej pory sprowadzałam je do domu na zasadzie ryzyk-fizyk, „wyjdzie albo nie wyjdzie”. No i raz wychodziło, a raz nie. Pora podejść do tematu bardziej systemowo.

    • No, to mam już jedną entuzjastkę do wymiany opinii i doświadczeń! 😉

      Podejście systemowe to mój jedyny ratunek, bo mam wrażenie, że moje dotychczasowe dżunglowe podboje mają zdecydowanie ujemny bilans. Liczę, że nie zabraknie mi motywacji i wkręcę się w to zielone hobby po całości 🙂

  • Zacisze Lenki

    Obecnie nie mam żadnych roślin, ale może czas pomyśleć o powrocie do hodowania roślin doniczkowych… Chętnie bym poczytała u Ciebie więcej wpisów na ten temat. gdzie kupiłaś kopułę widoczną na ostatnim zdjęciu po prawej (kopuła jest z lewej strony)?

  • Piękne postanowienie na ten rok! Trzymam kciuki, żeby wszystko bujnie rosło i żebyś się nie zniechęciła przy ewentualnej porażce, tfutfu 😉 Bardzo się cieszę, że mój blog się przydaje. To miłe co napisałaś i ogromnie motywujące! Lecę pisać nowe teksty uskrzydlona, ach! A co do książki „Urban Jungle” to pochwalę się, że ją mam. Planuję jakiś krótki live, żeby ją pokazać, bo wiele osób mnie pyta, czy warto kupić. Może się ośmielę wypowiedzieć na żywo, chociaż szczerze – wolę pisać niż mówić 😉 A! I jest nowy tekst o trendzie urban jungle, wpadnij. Ze swojej strony polecam blog Łukasza „Bez-ogródek”, też ma dużo dobrych tekstów o roślinach domowych. Pozdrawiam serdecznie i do poczytania.