Tak się składa, że kilka dni temu minęły 4 lata odkąd występuję w sieci pod ananasowym pseudonimem. 30 lipca 2014 roku opublikowałam pierwszy tekst na tej stronie i mam wrażenie, że od tamtego dnia przeniosłam się w inny wymiar i nie do końca jestem w stanie wytłumaczyć, co i jak się u mnie, we mnie zmieniło, bo było tego naprawdę sporo. Ale blog w jakiś sposób pozwala mi to zrozumieć i to jeden z powodów, dla których tworzę tą stronę. A jakie są inne powody? Co sprawia, że poświęcam czas na pisanie, robienie zdjęć? Po co to wszystko?

Z okazji 4-lecia ananasowego bloga, postanowiłam zrobić taki blogerski rachunek sumienia. Jeśli przyglądacie się rozwojowi blogosfery i cały czas nie możecie pojąć, jak to działa i dlaczego kręci to tyle osób, być może poniższa lista w jakiś sposób rozwieje Wasze wątpliwości.

Dlaczego bloguję?

Może zacznijmy od początku…

1. Bo od tego wszystko się zaczęło

Nie skłamię, jeśli powiem, że wszystko, co osiągnęłam w swoim zawodowym życiu zaczęło się od czegoś tak trywialnego jak blog prowadzony za czasów podstawówki. Pisałam o tym w jednym z ostatnich tekstów i dziś tylko powtórzę – bloguję od zawsze, a przynajmniej takie mam wrażenie, skoro pierwszego bloga założyłam około roku 2004. Od tamtej pory tułałam się po różnych serwisach i domenach, ale zawsze kończyłam w tym samym miejscu – przed komputerem, pisząc, tworząc grafiki, robiąc i edytując zdjęcia, później zgłębiając również tajniki social mediów. A co dzisiaj stanowi mówi zawód? Pisanie, tworzenie grafik, robienie i edytowanie zdjęć, ogarnianie social mediów… Wszystko to interesowało mnie od dawna, więc przekucie tego w comiesięczną wypłatę przyszło mi znacznie łatwiej. Dziś mam za sobą 2,5 roku samozatrudnienia, w którym to czasie ani razu nie bałam się, że nie mam z czego ZUSu opłacić i to nawet po ciągłych podwyżkach. A wszystko zaczęło się od bloga.


2. Bo pisanie zawsze wychodziło mi najlepiej

Nie potrafię śpiewać, grać na fortepianie, rysuję gorzej niż kiepsko… Jedyny talent, co do którego nigdy nie było w moim przypadku wątpliwości, to lekkie pióro (i cięty język, który w pisaniu również się przydaje). Uwielbiałam i uwielbiam pisać. To ta magiczna właściwość, która od zawsze przychodzi mi z dużą łatwością i zaskakującymi efektami. Moje teksty podobały się nie tylko rodzicom, babciom i dziadkom, jakąś iskrę widziały w nich również polonistki, których sporo przewinęło się przez moje szkolne czasy. Wygrywałam konkursy o niższym i wyższym szczeblu, spisywałam powieści na kartkach zeszytów, tworzyłam całe historie i sagi… Aż w końcu odkryłam, co to są blogi i że nie muszę już pisać do szuflady – a nóż widelec ktoś na nie trafi w internecie? Jak pokazują lata blogowej praktyki i fakt, że właśnie czytacie ten post, ktoś jednak na nie trafia.


Dlaczego bloguję? 10 powodów na 4 urodziny bloga3. Bo lubię mieć poczucie, że jakoś wpływam na innych

Ten punkt pewnie kole Was w oczy i zaraz sobie pomyślicie, że pozjadałam wszystkie rozumy. Ale wyliczając powody, które popychają mnie do tworzenia bloga, nie sposób nie wymienić tego: świadomość, że w jakiś sposób wpływam na innych, jest niezwykle przyjemna i wręcz uzależniająca. Wcale nie łudzę się, że po moich książkowych czy kosmetycznych recenzjach ze sklepowych półek znikną określone produkty. Taki wpływ mnie nie kręci. Jaram się natomiast myślą, że dzięki moim tekstom i historiom, którymi dzielę się na Instagramie, kilka osób zainteresowało się tematem roślin i zaczęło dbać o zieleń wokół siebie. Cieszę się na samą myśl, że moje teksty o samorealizacji i podążaniu za własnymi pasjami, zmotywowały kogoś do podjęcia ryzyka i spróbowania sił w wymarzonym zawodzie lub samozatrudnieniu. Albo że dzięki wspominkom z moich podróży ktoś odwiedził Cinque Terre albo Sienę i mógł się przekonać, że Włochy to prawdziwy raj na ziemi.

W każdym blogerze tkwi ten pociąg do posiadania wpływu – nie bez przyczyny mówi się teraz o „influencerach”. Nie dbam o to, czy osób, które zmotywuję do podjęcia pewnego działania lub nawet zastanowienia się nad czymś, jest pięć czy pięćdziesiąt. Wystarczy mi jedna. To moja forma ulepszania świata, choćby ograniczonego do jednego istnienia. Dla takiej świadomości warto blogować!Bo dzięki blogowi stwarzam sobie okazję do nowych doświadczeń


4. Bo dzięki blogowi stwarzam sobie okazję do nowych doświadczeń

Nie mam za sobą wielu komercyjnych współprac, ale nawet tych kilka pozwoliło mi sprawdzić się w czymś nowym, zdobyć kolejne doświadczenia, bardzo ważne również z punktu widzenia mojego zawodu. Ale nie tylko o współprace komercyjne tu chodzi – w archiwum bloga możecie odnaleźć m.in. mój reportaż o gdańskim schronisku Promyk i ludziach, którzy wymyślili świetny sposób, aby zwiększyć liczbę adopcji zwierząt. Pamiętam jak dziś, gdy wpadłam na pomysł, aby przeprowadzić wywiad z tymi osobami i poszerzyć grono, do którego trafiają informacje o pupilach „z bidula”. W ten sposób napisałam swój pierwszy poważny reportaż – bez bloga nigdy by mi się to nie udało!

Dzięki pisaniu w sieci dostałam też niegdyś ciekawą pracę – redaktor z największego regionalnego portalu w Polsce, trojmiasto.pl, po przeczytaniu moich tekstów, zaproponowała mi angaż w jednym z działów. W ten sposób przez kilka miesięcy mogłam się sprawdzić w roli reporterki – zbierałam materiały do tekstów, przeprowadzałam wywiady, tworzyłam artykuły. Zgadnijcie, czy wydarzyłoby się to gdyby nie moja blogowa pasja…?


Dlaczego bloguję? 10 powodów na 4 urodziny bloga

5. Bo blog to wolność

Tworzenie serwisu według własnego widzimisię, poruszanie tematów, które wzbudzają nasze gorące emocje i skłanianie do przemyśleń innych – blog zdecydowanie ma dużo z wolności. Mogę pisać, o czym chcę, mogę dzielić się swoimi własnymi opiniami i dzięki blogowi docierać z nimi do całej masy ludzi. Oczywiście, jak każdy rodzaj wolności, blog również musi być prowadzony z poszanowaniem praw innych – nie pochwalam publikowania treści agresywnych i obrazoburczych. Ale wierzę, że blogi pełnią bardzo ważną funkcję w internetowym ekosystemie. Pozwalają dojść do głosu każdemu (co ma dobre i złe strony, wiadomo), wzbogacając światopogląd ogółu.


6. Bo poznaję w ten sposób sporo interesujących ludzi, z którymi łączy mnie wspólna pasja

Pierwszy raz drugiego żywego blogera  spotkałam na stażu w agencji reklamowej i było to po wielu latach od rozpoczęcia swojej blogowej pasji.  Mowa o Monice Tekstualnej. Zadziwiła mnie, że tak otwarcie mówi o tym, że bloguje. Jak to tak, to tak można, otwarcie i to w pracy? A jeśli ktoś to przeczyta?

Przez lata blogowałam niemalże w ukryciu – adres mojego bloga znała garstka rodziny i znajomych, social media jeszcze nie istniały, więc szansa, że na moją stronę trafi ktoś obcy była równa zeru. Podobnie sprawa się miała z odkrywaniem przeze mnie innych blogerów. A potem pan Zuckerberg odmienił losy świata i internetu i okazało się, że innych blogerów jest ich całkiem sporo. Dzięki social mediom więzi między nami zaczęły się zacieśniać, poznawaliśmy się już nie tylko przez pryzmat pisanych tekstów, ale też na bieżąco wrzucanych zdjęć i przemyśleń. Z czasem zaczęto organizować całe konferencje i meetingi, dzięki którym można było się poznać również poza siecią.

Potem poszło już z górki – dzięki rozwojowi blogosfery, ja również wyszłam z ukrycia, zaczęłam jawnie dzielić się swoimi tekstami wśród znajomych w social mediach, zapisywałam się również na te konferencje i meetingi i co rusz poznawałam nowe osoby. Nie to, że mam moją internetową klikę i kółeczko wzajemnej adoracji, ale z pewnością moje grono dobrych znajomych byłoby uboższe o kilka istnień, gdyby nie prowadzony przeze mnie blog. A mam nadzieję, że takich osób będzie tylko więcej, bo nie od dziś wiadomo, że pasję, również tą do pisania w sieci, najlepiej dzielić z innymi.


7. Bo to forma spełniania marzeń o pracy w magazynie

Przez wiele lat marzyłam o pracy felietonistki w Glamour albo innym piśmie kobiecym. Właśnie dzięki blogowaniu spełniam to życzenie – mogę tworzyć dokładnie takie treści, na jakie mam ochotę, o stylistyce, która mi odpowiada, w odstępach czasowych, na które mogę sobie pozwolić (chociaż akurat w tym obszarze chciałabym poczynić jakieś postępy). Tymczasem moje krótkie, aczkolwiek bardzo rozwijające doświadczenia z pracy w większej redakcji są takie, że nie jestem szczęśliwa pisząc pod dyktando innych, z nastawieniem na tematy, które się „dobrze klikają” i które zrobią szum, choćby ten szum miałby się ograniczyć do perfidnego hejtu, a nie rzeczowej dyskusji. Nie mówię, że tak działa cała prasa i wszystkie serwisy internetowe w Polsce, ale blog pozwala mi spełniać marzenia o pracy jako dziennikarka, dla której jestem jednocześnie naczelną. Tylko ode mnie zależy, o czym napiszę, a za najważniejszy cel obrałam sobie pisać szczerze i być autentyczną. Obawiam się, że takich warunków nie zapewni mi żaden magazyn ani wypasione pismo, więc wolę pozostać przy opcji bloga, choćbym miała prowadzić go bez atrakcyjnych wynagrodzeń.


8. Bo to najlepsza myślodsiewnia

Bywają takie dni – chodzą mi po głowie pewne myśli i nie spocznę, dopóki ich nie spiszę. To taka forma zbierania swoich wrażeń do kupy, nadawanie im niemalże fizycznego kształtu. To również możliwość spojrzenia na nie z innej strony, zyskanie nowej perspektywy. Zupełnie jak Dumbledore, który z pomocą myślodsiewni mógł przechowywać ważne wspomnienia i pomysły, ja przelewam je na strony bloga. Mogę do nich wracać, kiedy chcę, czasem z pilnej potrzeby, aby odzyskać jakieś informacje, innym razem tylko po to, aby przekonać się, jak bardzo zdezaktualizowały się zachowane tutaj idee. A że jestem fanką takich sentymentalnych podróży, tego typu znaleziska w archiwum cenię sobie szczególnie.


Dlaczego bloguję? 10 powodów na 4 urodziny bloga

9. Bo to sposób na wyjście poza swoją strefę komfortu i popychanie się do przodu

Pisanie do szuflady albo blogowanie w ukryciu, gdzie jedynym czytelnikiem jestem ja lub ktoś z mojej rodziny, było wygodne. Kiedyś nie wyobrażałam sobie podpisywać się pod swoimi tekstami imieniem i nazwiskiem ani wyjść ze swoją pasją do ludzi, do znajomych, do szerokiego grona odbiorców. Cieplutkie miejsce przed własnym komputerem, tylko ja, klawiatura i szybkie łącze, bez zbędnych gapiów aka czytelników. Tak było dobrze. Ale wraz z rozwojem blogosfery, popychałam się do przodu – najpierw podałam swoje imię, z czasem nazwisko, tekst zaczęły krążyć wśród moich znajomych. Dziś już nie wzdrygam się na usłyszane od kogoś hasło: „czytałem twój tekst na blogu!”. Wyszłam z cienia i w ten sposób otworzyłam się na całą masę wspaniałych doświadczeń, znajomości i czystej przyjemności, jaka płynie w prowadzenia przeze mnie tego bloga. Jednocześnie stale motywuję się do dalszych działań – poruszania nowych, ciekawych tematów, rozwijania warsztatu dziennikarskiego czy fotograficznego. Idę do przodu, a świadomość, że z osiągniętymi przez to postępami trafiam do coraz szerszego grona czytelników, tylko dodaje mi wiatru w skrzydłach.


10. Bo blog to ciągłe zmiany, a ja uwielbiam zmiany

Jeśli ktoś z Was jest ze mną od początku istnienia ananasowego bloga, z pewnością zauważył, że moja wizja blogowania przechodziła różne fazy. Na początku chciałam prowadzić typowo lifestyle’ową stronę, nieraz zbaczałam na drogę blogerki modowej, innym razem planowałam pisać o kulturze, potem wjechały wnętrza… Sam wygląd tej witryny zmieniał się wielokrotnie, tak samo podział kategorii (nawet nie wiecie, jak trudno jest dobrać kilka kategorii i się ich trzymać, gdy pisze się niemalże o wszystkim!), sposób układania treści w poście, filtr fotograficzny… Podsumowując, ja naprawdę dużo tutaj zmieniałam.

Jednak za największe i najważniejsze zmiany uważam moje podejście do samego blogowania. Przez początkowe 2 lata dążyłam do tego, aby pójść w ślady znanych internetowych influencerów i zacząć wyciskać z bloga kasę jak sok z cytryny. Nie to, że chciałam na nim tylko zarabiać i nie liczyła się dla mnie przyjemność pisania, ale bardzo mi zależało, aby za trudy włożone w blogowanie uzyskać jakiś finanasowy zwrot. Jak się domyślacie, ba, jak z pewnością zaobserwowaliście, nie udało mi się to i dzisiaj uważam to za swój wielki sukces. Bo musiałam dojrzeć do wielu spraw, musiałam odnaleźć się w moim zawodowym życiu i teraz już wiem, że najbardziej lubię blogować, gdy blog to czysta frajda. Nie zamykam się na formy współpracy, bo są ciekawym doświadczeniem (patrzcie: punkt 4.), ale poza tym zmieniłam diametralnie swoje nastawienie i chcę, aby blog był blogiem, a moja praca pracą. Wiem już, że muszę się realizować na wielu polach na raz i nie chcę koncentrować się wyłącznie na blogu. Mam wiele pasji i zajawek, więc trzymanie się kurczowo tej strony i zabieganie o kontrakty reklamowe totalnie mija się z moimi osobistymi celami.

I za te zmiany, za to dojrzewanie, zmienianie percepcji, uwielbiam blogowanie. A sam blog stał się najlepszym archiwum, w którym udokumentowałam proces dojścia do miejsca, w którym jestem dzisiaj. Mało kto może się pochwalić podobną pamiątką, nieprawdaż?

  • Tekstualna

    Wszystkiego najlepszego, Ananasku! <3

    • Ananasek dziękuje i macha swoją bujną czupryną w Twoim kierunku 😀 :*

  • Demonika

    pięknie ta kuchnia Ci wyszła <3 świetlana przyszłość Haniu 🙂

  • Co prawda trafiłam do Ciebie dość niedawno, Ryfka wspominała o tobie na pewnym instastory i bardzo spodobała mi się sama nazwa Twojego bloga. Towarzysz dobre miejsce i mam nadzieję, że będzie jeszcze więcej takich rocznic do świętowania 🙂
    Wszystkiego najlepszego!

    • O rety, ale miło! Ach ta Ryfka, mój instagramowy pimp 😀 Dzięki za miłe słowa, będę się starać nie zszargać Twojego dobrego zdania o tym blogu i pisać, pisać, pisać! 😉 Pozdrowienia!