Teksty na temat: moje Trójmiasto

See Bloggers w obrazach i kilku słowach. Prawie.

To miała być porządna relacja, opatrzona licznymi uwagami i spostrzeżeniami, jakie pojawiły się w mojej głowie podczas trzeciej już edycji See Bloggers. Ale w międzyczasie swój tekst opublikował MrCichy, a na Facebook’u pojawił się status Marcina Michno i chyba nie mam nic do dodania. Poniekąd zgadzam się też z Jasonem, który odniósł się do zarzutów tych dwóch pierwszych i dał mi nieco inny kąt widzenia na całą sprawę (początkowo czytając tekst MrCichego miałam ochotę krzyczeć „Ja też, ja też tak myślę! Moje słowa!”). Postanowiłam… Czytaj całość

Knödel, czyli polska kluska z umlautem

Można by pomyśleć, że bistro Knödel, które wiosną tego roku otwarto na ulicy Wajdeloty w Gdańsku Wrzeszczu, to raj dla smakoszy polskich klusek i piekło dla bezglutenowców. W rzeczywistości nie jest tak do końca ani jednym, ani drugim. Czym więc jest rzeczony Knödel? Może zacznijmy od początku. Będąc z Lubym w trasie po mieście, załatwiając milion rzeczy przed wyjazdem, w końcu dopadł nas głód. Chciałam jednak pójść w nowe miejsce, tak aby nie być wykluczoną z większości rozmów znajomych, gdy wchodzi temat… Czytaj całość

Sześć razy „zawsze”, czyli moje przemyślenia po Open’er Festival 2015

Tegoroczna edycja Open’era pod wieloma względami różniła się od poprzednich i wydaje mi się, że każdy miał okazję to zauważyć. Mi, przykładowo, najbardziej rzuca się w oczy nieustająca euforia i fala miłości do tego festiwalu zalewająca internet i gazety od ponad tygodnia. Nie wiem, czy w ubiegłych latach to przeoczyłam, ale naprawdę odnoszę wrażenie, że pierwszy raz wszyscy tak pieją o cudowności Open’era 2015. Czy mają rację? Planowałam napisać typową relację z festiwalu, przedstawić Wam kilka anegdot, zrecenzować występy muzyczne…. Czytaj całość

Table-Top Cafe

Jak zapewne wiecie lub podejrzewacie, jestem ogromną fanką gier planszowych. Uważam, że to jeden z najlepszych sposobów na spędzanie czasu czy to z bliskimi w domowym zaciszu, czy to podczas dużej imprezy w gronie znajomych i nieznajomych. Nic więc dziwnego, że w końcu musiałam trafić do gdańskiej Table-Top Cafe, w której wybór planszówek jest naprawdę imponujący. I na dodatek dostępny za darmo! Tak naprawdę nie wiedziałam, czego się spodziewać. Poza bardzo pochlebną rekomendacją dwójki znajomych, zapalonych graczy (M&R pozdrawiam:)), nie doszły do mnie żadne… Czytaj całość

Dlaczego biorę udział w Nocnym Biegu Świętojańskim?

Żadna ze mnie zapalona biegaczka. Może kiedyś co wieczór uskuteczniałam kilkukilometrową przebieżkę po osiedlu, ale te czasy już dawno minęły: stawy już nie są te same, więc teraz zdecydowanie bardziej lubię poćwiczyć, aniżeli truchtać. Dlaczego więc po raz czwarty postanowiłam zmasakrować się podczas Nocnego Biegu Świętojańskiego? Sama chciałabym znać odpowiedź na to pytanie… Dobrze pamiętam, co było moją motywacją w 2011 roku, gdy po raz pierwszy w życiu zapisałam się na tę imprezę biegową – w tamtym czasie złapałam joggingowego… Czytaj całość

Bobby Burger Świętojańska

W dniu jubileuszu mojego Lubego przypadkiem trafiliśmy do Gdyni, która do tej pory kojarzy mi się tylko z dwoma wydarzeniami – Open’erem i Biegiem Świętojańskim. Akurat oba te eventy zbliżają się wielkimi krokami, więc nasza wczorajsza wizyta w tej części Trójmiasta była takim before-party, nastrajającym nas na nadchodzące imprezy. W rzeczywistości przybyliśmy do niej w konkretnym celu – aby dobrze zjeść. Ponieważ były to urodziny Lubego, to on zdecydował, że tego dnia będziemy się stołować w burgerowni. Początkowo kierowaliśmy się do Śródmieścia,… Czytaj całość

Bardzo Domowe Melodie w Gdańskim Teatrze Szekspirowskim

Przyznaję się bez bicia, że zespół Domowe Melodie był dla mnie enigmą dopóki zupełnym przypadkiem nie trafiłam na ich koncert na Open’erze w 2014 roku. Uwiedli mnie muzyką i już pierwszym „DZIĘKUJEMY BARDZO!” wykrzyczanym przez główną wokalistkę. Nie mogłam więc odpuścić ponownej szansy usłyszenia ich na żywo. Szansa była tym bardziej not-to-be-missed, ponieważ występ miał mieć miejsce w Gdańskim Teatrze Szekspirowskim, którego atmosferą zachwycałam się przy okazji marcowego występu Meli Koteluk. Wówczas zastanawiałam się, jaki zespół równie idealnie jak ona… Czytaj całość

Łapą w obiektyw i prosto w serce

Walka ze stereotypami często jest tłem wspaniałych inicjatyw. Nie znoszę stereotypów i dlatego podziwiam każdego, kto stawia im czoło. Przez ostatnie miesiące z przyjemnością przyglądam się kolejnej takiej potyczce, tym piękniejszej, że szalenie skutecznej. Jakie skojarzenia przychodzą Wam na myśl gdy słyszycie słowo „schronisko“? Przypuszczam, że głównie to: kraty, smutek, cierpienie, brzydota… I faktycznie, w „bidulu“ dla zwierząt pewnie można doszukać się urzeczywistnienia tych skojarzeń, bo prawdą jest, że psy i koty żyją tam w niedużych boksach, bywają nieszczęśliwe, cierpią z… Czytaj całość

Mela Koteluk w Gdańskim Teatrze Szekspirowskim

Istnieją wydarzenia-pewniaki, których ocenianie i opisywanie jest zupełnie bezcelowe, ponieważ wszem i wobec wiadomo, że są klasą samą w sobie. Najzwyczajniej nie wypada się rozwodzić nad ich jakością, bo jest bez skazy. Dla mnie do tej grupy imprez należą koncerty Meli Koteluk. Byłam już na kilku, w różnych miastach, w kompletnie innych okolicznościach i miejscach – od festynu, przez wielki muzyczny festiwal, po kluby. Zawsze wychodziłam zachwycona, bo uwielbiam jej muzykę i co by się nie działo, nie jestem w… Czytaj całość

Narracje 2014

Jestem stałą bywalczynią różnych festiwali, ale na gdańskie Narracje do wczoraj nigdy nie udało mi się wybrać. Być może w tym roku stałoby się tak samo, gdybym nie dowiedziała się, że część instalacji znajduje się na kampusie PG – nie mogłam już odmówić uczestnictwa. Czułam wręcz studencki obowiązek się tam pojawić i w ten sposób, po latach nieudolnych prób i żenujących wymówek, stawiłam się zwarta i gotowa na masę doznań artystycznych. Przerosły one jednak moje wszelkie oczekiwania. Chociaż Narracje są wydarzeniem niezwykłym, wręcz… Czytaj całość

Kurhaus

W dobie totalnej globalizacji i masowej komerchy (zaczynam z grubej rury, ehe) szczególnie docenia się te miejsca, które pod żadnym względem nie są masowe. Nie mają ujednoliconego stylu, ich właściciele nie podążają na siłę za trendami, raczej tworząc własne. Pracownicy nie mają wkutych na pamięć regułek i norm zachowań, przez co przebywając tam człowiek czuje się jak na jakimś prywatnym spotkaniu w domowym zaciszu. I nie burzy tej atmosfery liczba dużych okien wychodzących na ulicę, ba, ulica bardzo często staje się „kuchnią”… Czytaj całość