Teksty na temat: przemyślenia

O kobiecych rozmiarach i potrzebie remisu

Niegdyś z rozdarciem męczyła się Ameryka – wojna secesyjna podzieliła ludność na dwa fronty, północny i południowy. Reprezentanci północy, czyli Unii, przez 4 długie lata walczyli ze swoimi południowymi przeciwnikami, czyli Konfederatami. Podobnie z rozdarciem borykam się tak ja, jak i cały współczesny świat. I nie wiem, jak Wy, ale ja jestem tym zmęczona, tak bardzo, bardzo zmęczona. Nie chciałabym jednak, aby problem obecnego rozdarcia przyniósł nam tyle krwawych ofiar, co wojna secesyjna, ba, nie satysfakcjonuje mnie również wygrana jednej… Czytaj całość

Na wyjazdach się nie liczy

Ilekroć wyruszam w podróż – niezależnie, jak długą i do jak odległego (lub też nie) miejsca – zawsze puszczają mi wszelkie hamulce. Na co dzień przykładam dużą wagę do tego, jak żyję. Mam tu na myśli typowo fizjologiczną sferę życia, tj. jedzenie czy ruch, które niepodważalnie wpływają na wyższe poziomy piramidy Maslowa. Zatem unikam słodkiego (ale nie odmawiam, gdy nadarza się okazja:)), nie opycham się wieczorami, regularnie się ruszam. Ale przyznaję, że gdy nadchodzi moment wyjazdu wysyłam swoją silną wolę… Czytaj całość

Styczniowa lekkość bytu

Nie wiem, jak do tego doszło, ale pierwszy raz w życiu nowy rok naprawdę okazał się dla mnie nowym. Zwykle euforia związana z noworocznym syndromem „tabula rasa” mijała mi w okolicach Trzech Króli, gdy trzeba było wrócić do żywych, ale jakimś cudem właśnie od tego dnia powoli wychodzę z impasu. To nie jest tak, że wcześniej ugrzęzłam, ale od początku miesiąca zdecydowanie lepiej mi się żyje. Wrócił mi zapał, wróciła mi energia, a to jest absolutnie sprzeczne z wszelkimi prawami psychofizyki, jakimi… Czytaj całość

Niczego nie żałuję

Nie żałuję żadnego przespanego poranka ani nawet popołudnia. Żadnej zarwanej nocy, żadnego chodzenia spać nad ranem albo i rano. Żadnej popołudniowej drzemki, ale też żadnego niedospania. Nie żal mi żadnego nocnego powrotu do domu albo nocy poza nim. Żadnego wyjścia ze znajomymi na miasto, żadnego spotkania u nich. Nie żałuję żadnego niezrobionego projektu, raportu ani opracowania. Żadnego nienapisanego rozdziału pracy magisterskiej, żadnego nieskończonego konspektu. Żadnego nienauczonego prawa statystycznego, żadnego prawdopodobieństwa, żadnej Statistici ani żadnego iGraphx’a. Nie żałuję żadnego zjedzonego pierniczka alpejskiego…. Czytaj całość

Manifest pracującej studentki

Po pierwszych dniach ostatniego roku moich studiów myślę, że czas najwyższy ustalić pewne zasady. Zatem obiecuję sobie nie zwariować. Obiecuję mieć czas na rzeczy ważne i nieważne. Ważne są studia, praca magisterska i ta w zawodzie. Obiecuję sobie dawać radę i wszystko z siebie. Obiecuję wyznaczać sobie priorytety wtedy, gdy trzeba. Gdy czas nie pozwoli być w dwój miejscach na raz. Obiecuję sobie dokonywać wówczas dobrych decyzji, a jeśli będą one niedobre – to obiecuję sobie zrobić wszystko, aby się… Czytaj całość

It’s all about timing

Ostatnie tygodnie najlepiej udowadniają mi, po raz kolejny zresztą, że czas to najcenniejsze co mamy (jakkolwiek patetycznie by to zabrzmiało) i w końcu tak bardzo zaczynam pojmować, o co chodziło mojej projektowej koleżance Kasi z marzeniem o gratisowych godzinach dodawanych do doby (Kasiu pozdrawiam;)). Ale o czasie chciałabym dzisiaj napisać w nieco innym kontekście – w kontekście mojej weekendowej wizyty w Warszawie, którą mogę podsumować krótko i anglojęzycznie: it’s all about timing. Bywałam w Warszawie już parokrotnie i w różnych okolicznościach… Czytaj całość